Dziennik Gazeta Prawana logo

Przyganiał NIK rządowi... Robią to samo, co oficjalnie ganią

17 czerwca 2014, 07:25
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski
Przyganiał NIK rządowi... Robią to samo, co oficjalnie ganią/AKPA
Szef NIK Krzysztof Kwiatkowski wytyka, że w zdecydowanej większości zamówień publicznych wybierane są oferty niekoniecznie najlepsze, a tylko najtańsze. Ale w podległej mu izbie postępuje się podobnie.

Rośnie liczba przetargów, w których jedynym sposobem na wygraną jest zaoferowanie najniższej ceny. Jeszcze w 2005 r. było to jedyne kryterium w nieco ponad połowie zamówień, dziś jest właściwie jedynym powszechnie obowiązującym.

W teorii takie podejście ma zapewnić oszczędności administracji, samorządom i spółkom Skarbu Państwa. Ale coraz częściej – jak przy budowie autostrad – staje się powodem opóźnień czy upadłości podwykonawców.

Podobnie było też przy przetargach na wywóz śmieci, jakie gminy zaczęły rozpisywać w ramach "rewolucji śmieciowej. Wójtowie i burmistrzowie wybierali oferty takie, które mieszkańców będą jak najmniej kosztowały. Stawki za sortowane śmieci ustalano na takiej wysokości, że zwycięskie firmy podpisały kontrakty dające im szansę na zapłacenie co najwyżej za sam przewóz odpadów, a ich przetwarzanie często okazywało się fikcją i kończyło wyrzucaniem na dzikie wysypiska.

Podczas zorganizowanej w marcu przez BCC konferencji o rynku zamówień publicznych prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski mówił: –

– zapowiedział wreszcie prezes Kwiatkowski na początku czerwca.

Chodzi o taką zmianę przepisów, by w zamówieniach publicznych możliwe było zastosowanie innych kryteriów.

– tłumaczy Paweł Biedziak, rzecznik prasowy izby. I dodaje, że nawet obecnie jest wiele narzędzi, za pomocą których w ramach Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia można minimalizować znaczenie ceny.

– wskazuje rzecznik i dodaje, że to zawsze może być obarczone ryzykiem niewłaściwego wykonania usługi lub dostarczenia towaru niskiej jakości.

Szkopuł w tym, że podobne procedury działają także w NIK. "Świadczenie dla Najwyższej Izby Kontroli usług telefonii komórkowej i usług przesyłu danych wraz z dostawą sprzętu do ich świadczenia", "Świadczenie usług serwisowych urządzeń wielofunkcyjnych", "Zaprojektowanie i wykonanie systemu Building Management System (BMS)" – to trzy z szesnastu przetargów, które obecnie są ogłoszone przez izbę.

W 14 z nich jedynym argumentem wyboru oferty ma być najniższa cena, w pozostałych dwóch stanowi 70 proc. oceny ofert, czyli praktycznie również przesądzi o tym, kto je wygra. NIK pod tym względem nie różni się więc zbytnio od innych instytucji publicznych.

Dlaczego NIK krytykuje nadużywanie kryterium taniości, a w swojej praktyce stosuje tę samą zasadę? Biedziak tłumaczy, że to jednak zamówienia powtarzane, na gotowe produkty i nie ma wśród nich dużych, bardziej skomplikowanych przetargów. – – zaznacza rzecznik.

– tłumaczy Robert Strużkiewicz z Kancelarii BCG Polska Zamówienia Publiczne.

Jak kryterium ceny zabiło przetarg

Aferą skończył się przetarg na elektryczne autobusy dla Warszawy. Ostatecznie do walki stanęły dwie firmy - chińska BYD i polska Solaris. Wynik – zwycięstwo firmy z Chin – został oprotestowany przez producenta spod Poznania właśnie ze względu na rzekomo zaniżoną cenę. Solaris odwołał się do Krajowej Izby Odwoławczej i wygrał. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

Jedną z najgłośniejszych afer była ta z budową autostrady A2 na odcinku Warszawa – Łódź. Kontrakt między chińską firmą Covec a Generalna Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad został zerwany, a GDDKiA gorączkowo szukali innego wykonawcy, który byłby w stanie doprowadzić drogę do stanu pozwalającego na użytkowanie jeszcze przed Euro 2012. Covec miał zapłacić ogromne kary umowne, sprawa skończyła się przed sądem. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

To był być może najbardziej spektakularny przykład tego, co z przetargiem może uczynić trzymanie się jedynie kryterium ceny. Inny to sprawa przebudowy trasy S8 w Warszawie wraz z mostem Grota-Roweckiego i cenowa szarża Astaldi. Włoski wykonawca zadeklarował gotowość wykonania prac za ponad 500 mln zł, mimo że GDDKiA wyceniła wartość prac na blisko miliard. A warunki są drakońskie: spółka musi wziąć na siebie weryfikację projektu sprzed pięciu lat, a nie wiadomo, czy most będzie trzeba remontować, czy rozbierać i budować od nowa. Deadline to koniec 2015 r., a w razie utraty 800 mln zł dotacji UE wykonawca musi pokryć te koszty. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

CZYTAJ TAKŻE KOMENTARZ MARCINA HADAJA: NI(K)ska cena wychodzi bokiem>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj