Jak często szef firmy produkującej black hawki sam nimi podróżuje?

Wbrew pozorom nie zdarza się to często. Przede wszystkim dlatego, że każdy śmigłowiec budujemy dla konkretnego klienta i zawsze staramy się dostarczyć je w terminie. A że zamówień mamy sporo, zwykle zaraz po oblotach testowych maszyny trafiają do odbiorców. Jeszcze nie dorobiliśmy się firmowego black hawka. Zazdroszczę prezydentowi Obamie, że ma ich kilka do dyspozycji.

Kiedy do black hawków wsiądą polscy żołnierze?

To pytanie do Ministerstwa Obrony Narodowej, które w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy ma podjąć decyzję, w jakie śmigłowce wielozadaniowe wyposażyć naszą armię. Tak naprawdę Polacy od wielu lat korzystają ze wsparcia black hawków, choćby podczas misji w Iraku i Afganistanie, gdzie naszych żołnierzy regularnie osłaniają z powietrza amerykańskie śmigłowce. Również polscy prezydenci i premierzy byli wielokrotnie transportowani black hawkami, nie tylko odwiedzając bazy wojskowe, ale także w trakcie zwykłych podróży zagranicznych.

Sceptycy twierdzą, że „czarny jastrząb” najlepsze lata ma już za sobą.

Każdy, kto choć trochę zna się na lotnictwie, wie, że wiek konstrukcji jest drugorzędny, bo wszystkie istotne elementy, takie jak silnik, awionika czy wirnik, są nieustannie modernizowane tak, aby spełniały rosnące wymagania współczesnego pola walki. Wystarczy wspomnieć, że w zeszłym roku US Army zamówiła kolejnych kilkaset black hawków, a to przecież najnowocześniejsza armia na świecie. Kluczowe znaczenie ma to, czy dana konstrukcja od początku była zaprojektowana dla potrzeb stricte militarnych, jak to miało miejsce w przypadku Black Hawka, czy jest tylko adaptacją śmigłowca cywilnego do wersji wojskowej.

A w czym tkwi różnica?

Jest ich wiele. Prawdziwy wojskowy helikopter, taki jak produkowany w Mielcu S-70i Black Hawk, ma specjalnie wzmocnioną kabinę i podwozie, które chroni żołnierzy w przypadku twardego lądowania. Ma podwojone, a czasem nawet potrojone kluczowe instalacje po to, aby po przestrzeleniu jednej z nich maszyna mogła kontynuować lot. Ma wreszcie odpowiedni zapas mocy silników i udźwig, co pozwala w pełni obciążonym śmigłowcem błyskawicznie ewakuować ludzi i sprzęt. Każdy pilot przed wykonaniem misji chce mieć pewność, że maszyna, do której wsiada, nie zawiedzie go nawet w najtrudniejszych warunkach. Niestety dziś polscy żołnierze często tej pewności nie mają.

Trudno porównywać nasze możliwości z armią Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Francji, tam wydatki na uzbrojenie są wielokrotnie większe.

To prawda, dlatego Polski nie stać dziś na eksperymenty i inwestowanie w niesprawdzony przez nikogo na świecie sprzęt, nie tylko jeśli chodzi o śmigłowce, ale także w innych obszarach. Każdy prototyp przechodzi choroby wieku dziecięcego. W tym czasie ryzyko usterek, awarii czy wręcz konieczności zmian konstrukcyjnych jest bardzo wysokie. Osobiście jestem gorącym orędownikiem stymulowania rozwoju polskiej myśli technicznej, wspierania innowacyjnych projektów i zwiększania potencjału przemysłu obronnego. Ale nie kosztem bezpieczeństwa państwa, w sytuacji gdy przestarzałe radzieckie śmigłowce, które dziś służą polskim żołnierzom, już za kilka lat muszą zostać bezpowrotnie wycofane z użytku. W ich miejsce armia powinna niezwłocznie otrzymać nowoczesne, a zarazem sprawdzone helikoptery, gotowe do realizacji misji w kraju czy w każdym innym miejscu na świecie, w którym będzie to konieczne.

Można je kupić nie tylko w Mielcu.

Być może, ale tylko PZL Mielec dysponuje dziś w pełni rozgrzaną linią montażową, z której od chwili uruchomienia seryjnej produkcji zeszło już 25 egzemplarzy śmigłowca S-70i Black Hawk. Trafiły do wymagających klientów w Arabii Saudyjskiej, Meksyku, Brunei i Kolumbii, wszędzie zyskując bardzo pochlebne opinie. Jesteśmy gotowi do przyjęcia kolejnych zamówień i możemy zagwarantować ich terminową realizację. Warto pamiętać, że w przypadku wdrażania nowej konstrukcji osiągnięcie takiej zdolności przez fabrykę trwa przynajmniej kilka lat. W Mielcu ten etap mamy już dawno za sobą.

Czy ewentualny kontrakt z MON oznacza nowe miejsca pracy?

Tak, ale nie tylko dla mieszkańców Mielca i okolic, a przede wszystkim nie tylko w Polskich Zakładach Lotniczych. Bardzo poważnie traktujemy oczekiwanie resortu obrony, aby maksymalnie polonizować nasze produkty. Od kilku lat budujemy łańcuch lokalnych dostawców i rozmawiamy z największymi polskimi firmami zbrojeniowymi o możliwościach długoterminowej współpracy. Chcemy, aby nasz własny rozwój szedł w parze z rozwojem innych przedsiębiorstw tak, aby wspólnie zapewnić polskiej armii bezpieczeństwo dostaw, serwis i obsługę na najwyższym poziomie. Dzięki wsparciu Sikorsky Aircraft inwestujemy również w innowacyjne technologie, które w przyszłości będą służyć naszej obronności. W tym obszarze ściśle współpracujemy z najlepszymi polskimi uczelniami technicznymi.

Pana największe marzenie to...

To pewność, że sprzęt, jakim dysponują polscy żołnierze wyjeżdżający na misje, daje im poczucie bezpieczeństwa, że nasi piloci mogą z podniesioną głową realizować swoje zadania, że sojusznicy Polski w NATO i Unii Europejskiej mogą w każdej sytuacji liczyć na wsparcie naszych śmigłowców. Z takiej armii wszyscy będziemy dumni.