Ukraińskie władze konsekwentnie starają się o obniżkę ceny rosyjskiego paliwa. Ponieważ Gazprom pozostaje na te apele obojętny, Ukraińcy obniżają ilość kupowanego gazu. W ubiegłym roku Naftohaz kupił jedynie 33 miliardy metrów sześciennych błękitnego paliwa, podczas gdy podpisane umowy przewidują ilość niemal dwukrotnie większą (52 miliardy metrów sześciennych). Zapisano tam także, że Ukraina musi zapłacić za co najmniej 42 miliardy metrów sześciennych niezależnie od tego, czy gaz ten pobierze, czy nie. Jest to tak zwana zasada „take-or-pay”. 

Tymczasem ekspert do spraw energetyki Bohdan Sokołowski twierdzi, że rachunek wystawiony przez Gazprom, to kara za podpisanie w kończącym się tygodniu umowy z holenderską firmą Shell na wydobycie gazu łupkowego w obwodach donieckim i charkowskim. Ukraińcy chcą także wybudować pod Odessą terminalu do odbioru gazu skroplonego. 

Podpisanie umowy w październiku zakończyło się skandalem ponieważ okazało się, że w imieniu hiszpańskiej firmy dokumenty podpisał były instruktor narciarski, który nie miał do tego uprawnień, a sama Gas Natural Fenosa nic nie wie o tym, jakoby miała budować jakikolwiek terminal na Ukrainie. Za skandal, który skompromitował Ukrainę na arenie międzynarodowej nikt dotąd nie poniósł żadnych konsekwencji.