Wykupienie za 4 mld euro przez rząd w Brukseli 100 proc. belgijskich udziałów banku Dexia na chwilę uspokoiło rynki. Wczoraj euro zyskało do dolara 1,5 proc. i było wymieniane za 1,36 dol. Zwyżkowały też o 1 – 3 proc. indeksy głównych europejskich giełd. Dexia, która znalazła się na progu upadłości z powodu finansowych problemów Grecji, przestaje istnieć jako francusko-belgijska grupa finansowa.

Nacjonalizacja to precedens, który uważnie obserwują inne europejskie banki. – Zagrożone instytucje mogą liczyć na pomoc państwa – przekonywał wczoraj minister finansów Luksemburga Luc Frieden.

Jak pisze tygodnik „Le Journal du Dimanche”, takiego wsparcia będą już wkrótce potrzebowały dwa największe banki Francji – BNP Paribas i Societe Generale. Miałyby one otrzymać odpowiednio 7 i 3 – 4 mld euro. Obie instytucje zapewniły jednak wczoraj, że samodzielnie zdołają wypełnić nowe normy kapitałowe (Bazylea III).

Szczegóły ratunku dla Dexii zostały ujawnione wczoraj. Jej upadek mógłby doprowadzić do paniki na rynku, bo aktywa banku (700 mld euro) są przeszło dwa razy większe niż dochód narodowy Grecji.

Zgodnie z porozumieniem władze Belgii odkupiły od Dexii belgijski oddział banku za 4 mld euro. Z kolei za 10 mld euro francuskie banki publiczne Caisse des Depots oraz Banque Postale przejęły francuski oddział banku. Natomiast władze Luksemburga zapowiedziały, że będą pośredniczyć w sprzedaży oddziału Dexii w Wielkim Księstwie inwestorowi powiązanemu z rodziną królewską z Kataru.

Pozostała, dochodowa część Dexii otrzymała od trzech państw gwarancje pożyczek na 90 mld euro na 10 lat. Zostały udzielone wedle proporcji 60,5 proc. dla Belgii, 36,5 proc. dla Francji i 3 proc. dla Luksemburga.

Dexia rozwinęła swoją działalność, udzielając wieloletnich pożyczek władzom samorządowym w Europie, a także w Stanach Zjednoczonych i Japonii.

Część ekspertów obawia się jednak, że ogromne koszty ratunku dla banków mogą zachwiać stabilnością finansów publicznych. Wczoraj francuski minister finansów Francois Baroin zapewniał co prawda, że kondycja banków jest na tyle dobra, że nie będą one wymagały poważnego zastrzyku kapitału, a ich ratunek nie spowoduje utraty przez kraj najwyższej (AAA) oceny ryzyka kredytowego. Jednak już jego belgijski odpowiednik Didier Reynders przyznał, że koszty ratunku Dexii powstrzymały spadek długu kraju, który z tego powodu wzrośnie z 97 do 98 proc. PKB. Zdaniem MFW łączny koszt dokapitalizowania wszystkich banków w Unii pochłonie do 200 mld euro.

Stosując tę samą metodologię, którą wykorzystano dla Dexii, wczoraj grecki rząd zapowiedział uratowanie przed bankructwem niewielkiego (łączna kapitalizacja 11 mln euro) banku Proton. Rząd zapowiedział, że wzmocni go na tyle, aby jego kapitał odpowiadał nieco ponad 10 proc. udzielonych kredytów.

Zagraniczne banki na polskim rynku

Zdaniem analityków w ciągu najbliższych kilku tygodni sytuacja europejskich grup finansowych, które mają spółki w Polsce, nie powinna mieć wpływu na ich działalność biznesową na naszym rynku. Obecne są na nim trzy francuskie banki, które będą musiały odpisać miliardy euro z tytułu przeceny greckich obligacji. Jednak może sie okazać, że problemy greckie dotknęły również polskie banki. Pod znakiem zapytania może stanąć przejęcie przez BNP Paribas Banku Millennium. Francuzi byli wymieniani jako faworyci w ogłoszonym przetargu na jego aktywa. Nie wiadomo też, jaką decyzję w sprawie działalności w Polsce podejmie Societe Generale, właściciel Eurobanku. Nieoficjalnie mówi się, że grupa z powodu małej skali działalności i problemów finansowych może się zdecydować sprzedać aktywa w Polsce. Z kolei Credit Agricole, właściciel Lukas Banku, ogłosił niedawno, że chce inwestować w Polsce, a celem grupy jest bycie numerem pięć na rynku.