Wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew zapewniał wczoraj, że są szanse na zawarcie w przyszłym miesiącu porozumienia gazowego, dzięki któremu do Polski dostarczone zostaną większe ilości gazu. Niezależnie od tych deklaracji polski rząd szuka zabezpieczeń na wypadek fiaska negocjacji.

Dziś premier Donald Tusk spotka się z premierem Ukrainy Mykołą Azarowem. Rozmawiać mają m.in. o możliwości przesłania do Polski gazu ukraińskimi gazociągami. Paliwo ma dostarczyć niemiecki koncern E.ON Ruhrgas. Dotąd kontrakt E.ON z PGNiG nie mógł być jednak zrealizowany, właśnie z uwagi na brak zgody Kijowa na tranzyt.

Nasze ewentualne problemy z niedoborem gazu mógłby za to rozwiązać gazociąg, który przebiega pod Odrą w regionie Słubic. Niemiecki koncern EWE, właściciel magistrali, chciałby do Polski dostarczać nim nawet około 2 mld m sześc. gazu rocznie. Polskie firmy – PGNiG oraz Gaz-System zarządzający krajową siecią gazową – nie są jednak zainteresowane.

Niechęć polskich firm wobec słubickiej rury wynika z przyczyn biznesowych i politycznych. Nie jest tajemnicą, że EWE blisko współpracuje z Gazpromem (obie firmy są udziałowcami w VNG, trzecim pod względem wielkości importerze gazu do Niemiec).

Przemysław Wipler, były dyrektor departamentu dywersyfikacji nośników energii Ministerstwa Gospodarki, nie ma wątpliwości, że za pośrednictwem niemieckiego koncernu do Polski będzie trafiał rosyjski gaz z omijającego nasz kraj rurociągu Nord Stream. EWE buduje bowiem zbiorniki w okolicach trasy, którą w Niemczech będzie transportowany rosyjski surowiec. Mają one stanowić zaplecze magazynowe dla Nord Streamu, przeciwko któremu Polska głośno protestuje.