Mistrzostwa Europy to ogromne wyzwanie logistyczne i szansa dla Polski. Ministerstwo Gospodarki szacuje, że impreza przyciągnie inwestycje zagraniczne w wysokości około 3 mld euro rocznie, a cudzoziemcy tylko w 2012 roku wydadzą u nas około 40 mld zł. To także krok milowy w promocji naszego kraju. Dobrym wzorem może być dla nas Portugalia, gdzie ściągnięto inwestycje, które dały aż 36 tysięcy całkowicie nowych etatów (nie licząc pracowników zaangażowanych w budowę samych obiektów), a dodatkowe zatrudnienie wygenerowało prawie 250 milionów euro przychodów do budżetu.

Trudno sobie wyobrazić lepszą reklamę dla kraju niż zadowolone setki tysięcy kibiców. Dlatego nie ma się co dziwić, że Portugalia od trzech lat odczuwa tzw. efekt barceloński (od czasu igrzysk w 1992 r. do stolicy Katalonii przyjeżdża znacznie więcej turystów). Dochody z turystyki rosną tam o 4 proc. rocznie, czyli o 350 mln euro. Czy także Polsce uda się wykorzystać tę ogromną szansę na zmniejszenie bezrobocia i reklamę naszego kraju?

"Euro 2012 może stać się jedną z ważniejszych imprez wpływających na rozwój gospodarczy i zmiany na rynku pracy w Polsce w najbliższych latach. Może, o ile będziemy działać szybko" - ocenia Aleksandra Rychta, business unit manager z Grafton Recruitment Polska. Jej zdaniem należy przede wszystkim uprościć i dostosować do nowych realiów prawo dotyczące zatrudnienia oraz wesprzeć sektor edukacyjny - w szczególności szkoły kształcące specjalistów branży budowlanej, hotelarskiej, turystycznej, transportowej, którzy będą w ciągu najbliższych pięciu lat najbardziej potrzebni.

Kto jeszcze może liczyć na zatrudnienie w związku z ME? Rafał Osiński, marketing manager z firmy doradztwa kadrowego Hudson, dzieli przygotowania do Euro 2012 na kilka faz: "Pierwsza to planowanie inwestycji, kiedy główną rolę grają specjaliści od planowania, logistyki, ale także analitycy ryzyka, którzy będą oceniać te inwestycje pod kątem ewentualnych kredytów. W cenie będą także eksperci od nieruchomości oraz architekci" - wylicza. Kolejna faza dotyczy samej realizacji inwestycji - to moment, kiedy mamy już plany, wygraliśmy przetargi i ktoś musi te obiekty wybudować.

I tu pojawiają się schody. Stowarzyszenia zrzeszające budowlańców szacują bowiem, że już teraz brakuje nam około 200 tys. specjalistów. Dlatego bez wsparcia z zewnątrz się nie obejdzie. "I to nie tylko od naszych wschodnich sąsiadów, ale przede wszystkim pracowników z Azji, którzy mają doświadczenie w przygotowaniu igrzysk olimpijskich w Pekinie" - uważa Rychta.

Następnym etapem będą mistrzostwa. Tysiące turystów w końcu będą musiały gdzieś spać i jeść. Tu rodzi się pole do popisu dla prywatnej przedsiębiorczości. Eksperci szacują, że może nam zabraknąć ponad 41 tys. miejsc noclegowych. A każdy nocujący u nas kibic będzie musiał coś jeść, pójdzie na zakupy, a także wyda pieniądze na rozrywki. "Każde zajęte przez turystę łóżko w hotelu to sześć dodatkowych miejsc pracy w usługach okołoturystycznych" - przyznaje Józef Ratajski, wiceprezes Polskiej Izby Turystycznej.

Ostatnią fazą przedsięwzięcia będzie utrzymanie inwestycji "przy życiu" po zakończeniu Euro 2012. "Obiekty sportowe mogą na siebie zarabiać, tak jak to jest na Zachodzie. Jednak aby mogły zarabiać, muszą je obsługiwać ludzie, którzy będą w stanie stworzyć ich oferty, zareklamować je i sprzedać usługi. W tym kontekście handlowcy, marketingowcy, event managerowie na pewno się przydadzą" - uważa Osiński. Przed takim przedsięwzięciem jeszcze nie staliśmy. Te pięć lat, które nam zostało, musi być naprawdę dobrze wykorzystane.


MAGDALENA JANCZEWSKA: W analizie przygotowanej dla DZIENNIKA oszacowaliście, że do samego przygotowania obiektów sportowych, infrastruktury i hoteli dla kibiców potrzeba nam ponad 300 tys. ludzi. To ogromne wyzwanie i wielu ekspertów nie kryje obawy, czy temu sprostamy...
ANDRZEJ MALINOWSKI*: Ależ musimy dać radę. Ja głęboko wierzę, że jeśli szybko zaczniemy działać - zdążymy. Jednak to nie zależy od nas, przedsiębiorców. Tu karty rozdaje państwo, które musi w organizację ME zaangażować wszystkie resorty. Przygotować pakiet ustaw, które usprawnią procedury i pozwolą nam na szybsze rozpoczynanie inwestycji.

Skąd weźmiecie pracowników?
Uważam, że powinno się jak najszybciej wdrożyć program aktywizacji bezrobotnych. Można stworzyć cały cykl szkoleń dopasowanych właśnie do potrzeb związanych z Euro 2012. Jest jeszcze czas, aby wykształcić specjalistów i zachęcić młodych ludzi do tego, aby wybierali szkoły zawodowe. Wielu przedsiębiorców deklaruje także, że chętnie będzie dotowało takie klasy.

Trudno mi jednak uwierzyć, że tacy pracownicy bez doświadczenia dadzą sobie radę z budową tak specjalistycznych obiektów jak stadiony...
Dlatego nie obędzie się bez pomocy spoza kraju. I to wcale nie zza wschodniej granicy. W końcu także na Ukrainie będą ME. Dlatego konieczne będzie sprowadzanie pracowników z Azji. Szczególnie przydatni mogą być Chińczycy, którzy mają doświadczenie w przygotowaniach do olimpiady. Jednak taki transfer będzie wymagał liberalizacji przepisów o zatrudnianiu cudzoziemców.

*Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, która ze swoim odpowiednikiem na Ukrainie zawiązała Koalicję Pracodawców na rzecz Euro 2012