Praca w Czechach to czysta przyjemność. "Nie trzeba znać języka, nie jest aż tak ważne wykształcenie, gwarantują hotel, dopłacają do pożywienia. Są mili i płacą na czas" - chwali czeskich pracodawców 50-letni Jan Bujoczek z Nakła Śląskiego.

I choć zarobki w Czechach daleko odbiegają od tych oferowanych w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, bo zaczynają się od 1500 złotych "na rękę", chętnych do pracy nie brakuje. Nic dziwnego, że codziennie ze Śląska do pracy u naszych południowych sąsiadów wyjeżdża kilkanaście zorganizowanych grup.

Polacy chwalą wygodę dojazdu, bliskość domu i łatwość nawiązania kontaktów. A wkrótce będzie jeszcze łatwiej, bo przecież od nowego roku zniknie całkiem kontrola graniczna.

Firmy rekrutujące do pracy w Czechach uważają, że obecny boom na pracę to dopiero początek. W Katowicach i Bielsku swoje biura otwierają czeskie firmy rekrutacyjne. W zeszłym roku tylko jedna z takich firm, Trenkwalder KAPPA People, wysłała do pracy 2 tysiące ludzi, w tym już 2,5 tys., a w następnym ma ich być ponad 3200.

Również śląski Wojewódzki Urząd Pracy zauważa rosnące zainteresowanie czeskich firm polskimi pracownikami. W 2006 r. było 131 ofert pracy w Czechach, natomiast w okresie od stycznia do września tego roku urząd miał już 154 takie oferty.