Wizyta w skarbówce do przyjemności nie należy, dlatego politycy PiS mają nadzieję, że sam strach sprawi, że Polacy zaczną płacić abonament - donosi "Rzeczpospolita". Bo w tej chwili jest z tym po prostu tragicznie. Regularnie abonament płci połowa osób prywatnych i tylko 5 proc. firm. A z tych pieniędzy w dużej części utrzymywane są publiczne: telewizja i radio.

Jeśli nowe przepisy zostaną uchwalone, szefowie urzędów skarbowych będą mogli sprawdzić, czy opłacamy abonament. Do tej pory prawo kontroli w domu mieli pracownicy Poczty Polskiej, ale tylko pod warunkiem, że właściciel lokalu się na to zgodził. Wystarczyło, żeby odmówił wpuszczenia kontrolera do środka, a on nic nie mógł zrobić. Teraz będzie inaczej. Przecież skarbówkę trudno zlekceważyć.

To dopiero pierwszy krok do większych zmian w sposobie opłacania abonamentu. Wszystko wskazuje na to, że wygra pomysł, by opłata na publiczne media była powiązana z rachunkami za prąd. Ten pomysł podoba się szefowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Elżbieta Kruk snuje plany, że jeśli wpływy z abonamentu wzrosną, to telewizja publiczna może ograniczyć liczbę reklam przed programami dla dzieci i po nich.