Milion w środę, milion w sobotę brzmi kusząco. Ale ta wygrana jest tylko dla jednego z milionów Polaków, którzy szturmują punkty Lotto, by skreślić sześć cyferek, mających przynieść im fortunę. W dodatku o wiele więcej jest tych, którzy wciąż tylko czekają, aż los się do nich uśmiechnie. Puszczają kolejne kupony i... patrzą z zawiścią, jak góra gotówki płynie do kogoś innego.

Nic więc dziwnego, że coraz więcej z nas decyduje się na udział w loteriach mniejszych niż Totalizator Sportowy firm. Bo wygrywają o wiele częściej, choć mniejsze kwoty. To nie są tylko spekulacje. Jak pisze "Puls Biznesu", do kasy TS wpłynęło w ubiegłym roku o 90 mln zł mniej niż w 2005 - tylko niewiele ponad 2,3 mld zł. To skutecznie zepchnęło firmę z pozycji króla polskiego hazardu. W 2003 r. kontrolował ponad połowę rynku hazardu, dziś już mniej niż jedną trzecią.

Dlatego topniejący hazardowy gigant jeszcze w tym roku chce zaskoczyć Polaków nowościami i dogonić oddalającą się pozycję lidera. Ma wydać 200 mln euro na tzw. wideoloterie, gdzie na żywo, na ekranie telewizora widzieć będziemy losowania atrakcyjnych nagród. Do tego, jak zapowiada prezes TS Jacek Kalida, wzrosną wygrane w Dużym i Multi Lotku. Czy to przywróci totalizatorowi pozycję lidera? Eksperci twierdzą, że jest to możliwe nawet już za kilka miesięcy. Ale też przestrzegają, że to na razie jedynie prognozy.