Okazuje się, że tolerancja religijna to pojęcie obce kierownictwu brytyjskich linii lotniczych. Bo dlaczego jednym pozwalają na manifestowanie swego wyznania, a innym zabraniają? 55-letnia Nadia Eweida pracuje przy odprawie podróżnych. Lubiła nosić malutki krzyżyk na łańcuszku zawieszonym na szyi. Ale teraz już nie może. Bo jej firma mówi, że krzyżyk to biżuteria. A ta - w myśl przepisów - powinna być schowana.

Ciekawe, dlaczego British Airways nie każe zdjąć muzułmankom chust z głów albo sikhom odwiązywać turbanów? Tu firma wykazuje się zmysłem praktycznym i odpowiada, że turbanu nie da się schować pod ubraniem. A krzyżyk się da i dlatego nie powinno go być widać. Może gdyby Nadia Eweida nosiła na szyi krzyż wielkości małego samolotu, British Airways nawet by nie pomyślało, żeby się jej czepiać?