To zła wiadomość dla wszystkich, którzy już mają albo dopiero będą brać kredyty w euro. Niezależnie od tego, czy spłacasz bankowi kupiony za jego pieniądze samochód, pralkę czy dom, zapłacisz więcej niż dotychczas.

O ile? Podwyżka zależy od banku, w którym masz kredyt. Nie może jednak być mniejsza niż 0,25 proc. To znaczy, że zamiast oprocentowania np. 4,8 (dla kredytów mieszkaniowych w euro), będziesz miał do spłaty już 5,05 proc. odsetek rocznie. Czyli, jeśli wziąłeś na taki procent 100 tys. zł na 20 lat, masz dziś raty po 648 zł. Ale po podwyżce będzie już 662 zł. Dołożysz 14 zł co miesiąc.

Kiedy będzie drożej? Najwcześniej za kilka miesięcy. Nasze banki muszą bowiem policzyć, o ile podniosą oprocentowania (mogą być one wyższe, niż przewiduje Europejski Bank Centralny). Potem sporządzić nowe umowy dla klientów i wysłać je każdemu z osobna. Dopiero kiedy otrzymamy wyliczenia z nowymi, wyższymi ratami, bank ma prawo ich od nas wymagać.

Ci, którzy kredyty mają we frankach, też cieszyć się nie powinni. Centralny Bank Szwajcarii jeszcze latem zapowiadał, że nie jest wykluczona przed końcem roku podwyżka stóp procentowych o 0,25 punktu. I nieważne, że w ciągu ostatniego roku fundował nam je już cztery razy. To oznacza, że jak masz kredyt mieszkaniowy we frankach na 100 tys. zł na 20 lat, oprocentowany on będzie już nie 2,9, a 3,15. Czyli rata wzrośnie Ci z 550 do 562 zł. Co miesiąc dopłacisz 12 zł.

Co najgorsze, na wyższe raty nie możesz nic zaradzić. Jeśli nie zgadzasz się z podwyżką oprocentowania, masz prawo jedynie do... zerwania umowy z bankiem. Wtedy jednak bank zażąda, byś natychmiast oddał wszystkie pożyczone pieniądze. A jak tego nie zrobisz, komornik puści Cię w skarpetach.