"Barbara i Marcin Jaroszyńscy z Warszawy na nowy kredyt zdecydowali się pod koniec kwietnia. "Zaszłam w ciążę i jasne stało się, że nasze dotychczasowe 38-metrowe mieszkanie jest za małe dla rodziny z dzieckiem" - mówi DZIENNIKOWI Jaroszyńska. "Szybko zdecydowaliśmy się je sprzedać, wziąć nowy kredyt i kupić coś większego" - dodaje. Po przejrzeniu ofert Jaroszyńscy zdecydowali się jednak nie na większe mieszkanie, tylko na dom pod Warszawą. "To jest właśnie jeden z najpowszechniejszych typów klientów" - mówi DZIENNIKOWI prezes firmy doradczej ProDevelopment Łukasz Madej.

Specjaliści zauważyli jeszcze jedną tendencję - słabnie zainteresowanie mieszkaniami sprzedawanymi przez deweloperów. W czerwcu 2005 r. na samym początku boomu mieszkaniowego stanowiły one połowę sprzedawanych mieszkań, a w czerwcu tego roku już tylko trzecią część. Na nowo zbudowane lokale nadal najczęściej decydują się ci, którzy kupują mieszkanie po raz pierwszy.

Eksperci tłumaczą powrót Polaków po kredyty ponownym ożywieniem rynku mieszkaniowego. "Kupujący przestali wierzyć w gwałtowne spadki cen, a sprzedający w ich gwałtowny wzrost i idą na kompromis, przed rokiem było o to trudno" - mówi DZIENNIKOWI Aleksandra Łukasiewicz, dyrektor ds. produktów bankowych w Open Finance.

Według naszych rozmówców na wzrost liczby udzielanych kredytów wpływa też powrót do Polski części emigrantów. "Oszczędności z półtorarocznej pracy w Irlandii pozwoliły mi włożyć 30 proc. wartości mieszkania, resztę pożyczyłam, i tak kupiłam 50-metrowe klimatyczne mieszkanie na Żoliborzu" - mówi nam Maja Pajączak, która wróciła właśnie z Wysp Brytyjskich.

W dodatku z analiz portalu Comperia.pl wynika, że apetyty klientów cały czas rosną. Gdy przed rokiem przeciętna pożyczka mieściła się między 150 a 200 tys. zł, to dziś wynosi 250 tys. zł. Eksperci jednak uspokajają: to nic groźnego, bo 141 mld zł, jakie w sumie Polacy są winni bankom, to wciąż niewiele. "W relacji do PKB to zaledwie 12 proc. Nadal mamy duży dystans do krajów rozwiniętych, gdzie standard zadłużenia wynosi ok. 50 proc. PKB" - mówi Karol Wilczko, analityk Comperia.pl. W razie problemów na rynku nieruchomości o kryzysie na miarę Stanów Zjednoczonych czy Hiszpanii nie ma więc mowy. Obaw jednak nie brakuje. Choć nadal nie jesteśmy zapożyczeni aż tak jak Francuzi czy Brytyjczycy, to tempo wzrostu naszego kredytu jest naprawdę bardzo szybkie. Jeszcze w czerwcu 2007 r. mieliśmy 100 mld zł długów, a ledwie 12 miesięcy później było to już ponad 141 mld.

Analitycy zauważyli jeszcze jedną tendencję - Polacy coraz powszechniej decydują się na kredyty w obcej walucie, głównie we frankach szwajcarskich. Spośród 5 mld zł pożyczonych w czerwcu aż 4,6 mld stanowiły właśnie takie pożyczki. "Przewaga walut obcych nad złotówką jest miażdżąca i niespotykana w dotychczasowej historii kredytów hipotecznych" - mówi Ireneusz Głowacz, menedżer zarządzania kredytami hipotecznymi w BZ WBK. "A jak widać po popycie, klienci nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. W lipcu udział złotówek może spaść nawet poniżej 5 proc".