Czwartkowa sesja była dość emocjonująca. W obliczu wyraźnego osłabienia złotego, które było „echem” zawirowań na rynkach międzynarodowych, ale także nieco słabszych danych z kraju o dynamice produkcji przemysłowej i niepokojących informacji z terenów powodziowych (możliwy spadek wzrostu produkcji i dodatkowe obciążenia dla budżetu), na rynek wkroczył Bank Gospodarstwa Krajowego sprzedając euro za złote w okolicach 4,20 zł.

Inwestorzy pamiętający podobne działania firmowane przez resort finansów w zimie 2009 r. zareagowali dość szybko, zwłaszcza, że przedstawiciel resortu tradycyjnie nie chciał skomentować bieżących działań, ale enigmatycznie nie wykluczył takich działań w obliczu „niestandardowych uwarunkowań rynkowych”, do których zalicza się „silne osłabienie złotego w ciągu dnia nie mające fundamentalnych podstaw”. W kolejnych godzinach złotego wsparł EUR/USD, który zaczął iść mocno w górę po spekulacjach o planowanej interwencji Europejskiego Banku Centralnego (sytuacja podobna do tej z poprzedniego dnia, kiedy to na rynku franka znów interweniował SNB).

Pojawiły się także pogłoski o działaniach banku centralnego Australii (RBA), który skupował dolary australijskie za euro, a dzisiaj rano próby osłabienia jena podjęli Japończycy – Bank Japonii zapowiedział kontynuację niskooprocentowanych pożyczek dla banków w celu pobudzenia akcji kredytowej, a minister Naoto Kan wskazał na nadmierne umocnienie się jena w ostatnich dniach. Jak widać, inwestorzy mogą być w najbliższym czasie zaskakiwani przez niestandardowe działania banków centralnych i rządów – tak zwana „niewidzialna ręka wolnego rynku” zyskała nowego silnego konkurenta.

To też tłumaczy wczorajsze zwyżki euro – inwestorzy posiadający krótkie pozycje w euro mogli „obawiać się” determinacji Niemiec, którzy na dzisiejszym spotkaniu specjalnej grupy roboczej (task force) złożonej z ministrów finansów państw UE (Ecofin) pod przewodnictwem prezydenta UE, będą chcieli przeforsować swój 9 punktowy plan zakładający gruntowną reformę unijnych finansów publicznych, w tym spore zmiany w mechanizmach kontroli poszczególnych państw (wg. Wolfganga Scheuble zakłada się nawet możliwość pozbawienia prawa głosu w Radzie Europejskiej, czy też wstrzymania dopłat z funduszy unijnych).

Niemcy chcą także wdrożyć prawo zakładające przymusową restrukturyzację kraju, który popadł w długi (zamiast jego wyrzucania z Eurostrefy), a także bardziej uregulować kwestie nadzoru na rynkach finansowych. To, iż spora część z tych propozycji może zostać przeforsowana (raczej nie dziś, ale na kolejnych spotkaniach) świadczy nieoczekiwane porozumienie w tej sprawie z Francuzami, którzy chcieli w ostatnich dniach prowadzić „własną politykę”. Trzeba mieć też na uwadze, iż dzisiaj podjęte będą także rozmowy w sprawie rozszerzenia niemieckich regulacji ws. ograniczeń w krótkiej sprzedaży na pozostałe kraje strefy euro.

Proces szybkiego pokrywania krótkich pozycji w euro, który wywindował dzisiaj w nocy notowania EUR/USD aż w rejon 1,2672 (!), chyba już się zakończył. Wspólnej walucie zaszkodziły dzisiaj rano słabsze dane dotyczące indeksów PMI w strefie euro (zwłaszcza spadki w Niemczech) i gorszy odczyt niemieckiego indeksu IFO. To zmusza do postawienia pytania, czy słabsze euro będzie nadal wspierać europejską gospodarkę, czy też pojawiają się sygnału drugiej fali kryzysu, przed którą przestrzega Europę część ekonomistów. W efekcie notowania EUR/USD po godz. 10:00 znajdowały się poniżej 1,25. Niewykluczone, że kolejne godziny przyniosą dalszą zniżkę, jeżeli na rynek powrócą obawy, iż planowane zaostrzenie polityki fiskalnej w strefie euro, przełoży się negatywnie na wzrost gospodarki. A co, zatem w kraju. Nadal napięta sytuacja na rynkach międzynarodowych i sytuacja powodziowa nie zachęcają do nadmiernego optymizmu. Raczej można przyjać, iż w ciągu najbliższych dni BGK będzie miał znów pole do popisu na złotym.

Jeżeli chodzi o franka, to należy zwracać uwagę na EUR/CHF. W ciągu ostatnich dwóch dni mieliśmy na tej parze spore wzrosty (z okolic 1,40 powyżej 1,45), co przełożyło się na spadek CHF/PLN. Myślę jednak, iż SNB (Narodowy Bank Szwajcarii) zakończył już swoją "aktywność" i w kolejnych dniach frank może się umocnić względem euro. To może przyczynić się do wzrostu CHF/PLN, jeżeli złoty pozostanie generalnie słaby. Reasumując, wracamy w rejon 2,90 na CHF/PLN

EUR/PLN: Silny ruch w górę, jaki miał miejsce wczoraj został szybko skontrowany przez podaż, ale to nie zmienia faktu, iż trend wzrostowy staje się coraz mocniejszy. Ponowny atak na 4,20 w ciągu najbliższych dni jest możliwy. Zaprzeczeniem tego scenariusza byłaby dopiero wyraźna zniżka poniżej poziomu 4,08. Najbliższe wsparcie to 4,12, a opór 4,17.

USD/PLN: Zmienność na rynku dolara jest imponująca, ale też bardzo niebezpieczna dla niedoświadczonych inwestorów. Wczorajsze naruszenie poziomu 3,38 jest sygnałem, iż w średnim terminie trend wzrostowy będzie kontynuowany. Tym samym późniejsza kontra podaży w rejon 3,27 niczego nie zmienia. Wydaje się, że w ciągu najbliższych godzin (maksimum 2 sesji) ponownie znajdziemy się powyżej 3,38. Scenariusz wzrostów może zmienić dopiero wyraźny spadek poniżej 3,20. Najbliższe wsparcie to rejon 3,30, a opór to okolice 3,34-3,35.

EUR/USD: Dzisiejsza dzienna świeczka nie zachęca do optymizmu, mimo, że sytuacja na wskaźnikach zaczyna się poprawiać. Nie wyklucza to jednak sytuacji w której będziemy mieć do czynienia ze spadkiem EUR/USD poniżej 1,2140 w najbliższych dniach, ale wyraźnymi pozytywnymi dywergencjami na wskaźnikach. Kolejne godziny powinny przynieść próbę przełamania w dół poziomu 1,24, co otworzy drogę w okolice 1,2300-1,2330.

GBP/USD: Funt zaczyna wyglądać lepiej, niż euro, a na wykresie GBP/USD tworzy się konsolidacja 1,4250-1,4500. Wydaje się, że ma ona szanse się utrzymać, chociaż test jej dolnego poziomu w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin jest jak najbardziej możliwy. W dłuższym okresie pojawiają się szanse zwyżki nawet do 1,47.