Już tylko 32 proc. Polaków popiera wprowadzenie euro. Tyle że 72 proc. z tego grona uważa, że nie należy się z tym spieszyć. Przez rok liczba zwolenników wspólnej waluty spadła o 9 pkt proc. – wynika z opublikowanych wczoraj badań CBOS. Równocześnie rośnie liczba przeciwników euro – w ciągu roku o 11 pkt – i 60 proc. badanych nie chce wspólnej waluty.

Jeszcze w 2002 r. sytuacja wyglądała przeciwnie – przewaga zwolenników nad przeciwnikami przekraczała 40 pkt proc. W kolejnych latach proporcje się wyrównały, a w 2010 r. pierwszy raz 8 punktami wygrali przeciwnicy. Dziś ich przewaga jest przytłaczająca.

Wszystko przez rosnącą inflację i wysokie bezrobocie. – Polacy obawiają się, że gdyby weszła wspólna waluta, to jeszcze bardziej spadłaby siła nabywcza ich pieniędzy. Za cukier płaciliby nie 5 zł, a może 7 zł – komentuje prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

Na spadek zaufania do wspólnej waluty wpływa też sytuacja w strefie euro. – Słyszymy o problemach Grecji czy Portugalii i boimy się, że wraz z wejściem do Eurolandu będzie czekało nas to samo: wyższe bezrobocie i mocniejsze zaciskanie pasa – mówi Piotr Kuczyński z Xelion Doradcy Finansowi.

W gronie przeciwników rośnie też grupa osób, które obawiają się, że po przyjęciu euro to mocarstwa unijne i instytucje międzynarodowe będą nam narzucały politykę gospodarczą.