Dla EUR/USD potrzeba było pretekstów i takie zaczęły się pojawiać – dzisiaj rano agencja Moody’s obniżyła rating dla Hiszpanii do „Aa1” z perspektywą stabilną. Z kolei bank centralny Irlandii podał, iż w najczarniejszej wersji, wartość pomocy dla banku AIB wyniesie nawet 34 mld EUR (dobrze, że to mniej, niż 35 mld EUR, które pojawiały się w innych, niezależnych szacunkach).

Można jednak odnieść wrażenie, że inwestorzy nie przestraszyli się zbytnio informacji z Hiszpanii, a Jean-Claude Juncker (szef Eurogrupy) przyznając, iż temat ewentualnej pomocy finansowej dla Irlandii nie będzie dyskutowany podczas dzisiejszego spotkania unijnych ministrów finansów, w pewnym sensie zbagatelizował znaczenie irlandzkich problemów.

W średnim terminie za zwyżkami euro nadal przemawiają fakty w postaci perspektyw prowadzenia bardziej „jastrzębiej” polityki przez Europejski Bank Centralny w porównaniu z jego odpowiednikami z pozostałych krajów G-7. Niemniej w krótkim okresie warto mieć się na baczności – dzisiaj o godz. 14:30 poznamy kolejny odczyt danych o PKB za II kwartał (odczyt gorszy, niż 1,6 proc. byłby odebrany negatywnie). Równie „wrażliwe” będą dane nt. cotygodniowego bezrobocia (godz. 14:30), indeksu Chicago PMI (godz. 15:45), czy wreszcie popołudniowe wystąpienia szefa FED.

Tutaj każdy słaby odczyt będzie nasilał spekulacje nt. dodatkowych działań stymulujących ze strony FED i tym samym osłabiał pozycję dolara. Niemniej pretekstem do spadku EUR/USD mogłoby być pogorszenie nastrojów na Wall Street i fakt, iż jutro rozpoczynamy październik, czyli z reguły słaby okres dla rynków akcji.

W kraju złoty dość szybko "przetrawił" wczorajszą decyzję RPP i komunikat, którego raczej nie można nazwać zbyt "jastrzębim". Widać, że przyjęta została strategia wyczekiwania i reagowania na zmieniającą się rzeczywistość. W efekcie wpływ na złotego miały dzisiaj rano informacje z Hiszpanii i Irlandii. Niewielka reakcja rynku EUR/USD, który nie zdołał spaść poniżej 1,3550 i dość szybko zawrócił w górę (powyżej 1,36), sprawiła, że złoty stracił niewiele. O godz. 10:07 za euro płacono 3,9840 zł, a dolar był wart 2,9250 zł. Bez wyraźnego impulsu z zagranicy, nasza waluta najprawdopodobniej pozostanie dzisiaj dość stabilna.



EUR/PLN: W ujęciu dziennym notowania nadal pozostają w kanale wzrostowym rozpoczętym w połowie września z ograniczeniem 3,9550 zł z dołu i 4,00 zł z góry. Dzienne wskaźniki potwierdzają zwyżkę, a MACD zbliża się do poziomu równowagi, którego naruszenie będzie mocnym impulsem do wzrostów. Wydaje się, zatem, iż w perspektywie najbliższych 1-2 tygodni można spodziewać się próby zwyżki w rejon 4,02-4,05, co dobrze wpisze się w oczekiwaną korektę na globalnych rynkach. Na dzisiaj wsparcie można wyznaczyć w okolicach 3,9700-3,9750 zł i wyraźne zejście poniżej jest mało prawdopodobne.

USD/PLN: Można odnieść wrażenie, że rejon 2,90 stanie się mocniejszym wsparciem na najbliższe dni, chyba, że EUR/USD pójdzie wyraźnie do góry. Jeżeli założyć, że złoty będzie narażony na osłabienie, a EUR/USD będzie się pomału zsuwać w dół, to wsparcia trzeba szukać już na 2,92. Ruch w górę mógłby zostać wyprowadzony w okolice 2,95-2,96 w ciągu kilku najbliższych dni. Na dzisiaj do sforsowania będzie rejon 2,94.

EUR/USD: Wyraźne odbicie z rejonu 1,3560 może świadczyć o sile popytu i znaczeniu linii obrony na 1,3550. Ujęcie 4-godzinowe nie przemawia jednak za dynamicznymi zwyżkami na dzisiejszej sesji. Stąd też wydaje się, że wejdziemy w trend boczny, a wczorajszy szczyt na 1,3647 nie zostanie naruszony. Kolejna próba zejścia na 1,3550 jest całkiem możliwa.

GBP/USD: Funt próbuje dzisiaj rano zwyżki po tym, jak dane z nieruchomości nie okazały się tak słabe, jak się obawiano. Nie wydaje się jednak, aby udało się sforsować opór na 1,59. Do tego potrzeba będzie mocniejszych impulsów. Z kolei silne zawrócenie z rejonu 1,59 tylko wzmocni znaczenie tego oporu i nasili spekulacje, co do spadku w rejon 1,57.