Dziennik Gazeta Prawana logo

Niewolnicy swoich mieszkań. Historie z życia frankowiczów

14 maja 2021, 08:22
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
frank szwajcarski
Shutterstock
"Nasz niedoszły pałac stoi pusty, lata lecą i jest w coraz gorszym stanie. Nie stać mnie na to, by go sprzedać, dopłacając kilkaset tysięcy. Nienawidzę tego miejsca" - mówią frankowicze w DGP.

Izba Cywilna SN nie odpowiedziała w tym tygodniu na frankowe pytania I prezes Sądu Najwyższego. Sędziowie uznali, że potrzebują więcej materiałów do analizy.  tłumaczył Aleksander Stępkowski, rzecznik Sądu Najwyższego. W ciągu przeszło dekady, od kiedy rodziny frankowiczów po raz pierwszy zaistniały w mediach, w ich domach zaszła mała rewolucja.

Złapana na różnicę

Anna z Krakowa przez 16 lat była kierownikiem placówki bankowej. Swój pierwszy kredyt hipoteczny wzięła z mężem w 1993 r. Kilka lat po tym, jak wybuchła galopująca inflacja i rozsypało się jej małżeństwo, podjęła decyzję o sprzedaży lokum. Za uzyskane pieniądze spłaciła dług i wróciła z dzieckiem do mikroskopijnego mieszkania swoich rodziców.

Życie w pokoju o powierzchni 6 mkw. stawało się coraz bardziej uciążliwe, więc postanowiła wziąć kredyt frankowy w banku, w którym pracowała, na nowe M. Nieduże, 36 mkw. – mówi Anna. Jako pracownik banku brała wtedy udział w dziesiątkach szkoleń. Wspomina, że nie informowano ich o ryzyku, a zadłużać się w złotówkach bała ze względu na wysoki WIBOR. Kredyty we frankach wydawały się proste i bezpieczne, bo szwajcarska waluta uchodziła za najstabilniejszą na świecie. Nowe mieszkanie Anny kosztowało 120 tys. zł, pożyczyła na nie w sumie 100 tys. na 25 lat.

Zarabiała coraz lepiej, a dziecko rosło. Pewnego dnia klient jej banku, prezes firmy deweloperskiej, zaproponował rozwiązanie: czy nie chciałaby kupić mieszkania o 20 mkw. większego, na parterze, z udogodnieniami dla osób niepełnosprawnych (jej dziecko urodziło się z dysfunkcją ruchową), a stare sprzedać? Zdecydowała się. Znalazła kupca na stare mieszkanie, podpisała umowę przedwstępną i w lipcu 2008 r. wzięła drugi kredyt frankowy na 350 tys. zł. Rata miesięczna wynosiła 1,7 tys. zł – gdyby zadłużyła się w złotówkach, musiałaby płacić 2,5 tys. zł.

W połowie września upadł Lehman Brothers. – opowiada Anna.

Mówi, że jest dziś niewolnikiem swoich mieszkań. Gdyby je sprzedała, i tak musiałaby dopłacić bankowi 200 tys. Złożyła dwie reklamacje w tej sprawie, po czym została zwolniona z pracy. Choć nie powiedziano jej tego wprost, to uważa, że reklamacje i proces zamknęły jej drogę do zatrudnienia w bankowości. W 2019 r. przestała płacić raty. Wniosła sprawę do sądu o unieważnienie obu umów. 

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj