Dziennik Gazeta Prawana logo

Urzędnicy mają dość niskich wynagrodzeń. Lawinowo odchodzą z pracy

19 sierpnia 2020, 09:29
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
urzędnik, dokumenty
<p>urzędnik, dokumenty</p>/ShutterStock
Mimo trwającej pandemii i niepewnej przyszłości z urzędów pracownicy odchodzą nie tylko na emeryturę, ale przede wszystkim w poszukiwaniu lepiej płatnej posady. Sytuację kadrową w budżetówce może jednak poprawić trudna sytuacja na rynku pracy

W przyszłym roku państwowa sfera budżetowa znów wraca do zamrożenia płac. Tym samym od dekady urzędnicy nie mogą doczekać się podwyżek. Z sondy DGP przeprowadzonej w urzędach administracji wynika, że praca zarówno w tej rządowej, jak i samorządowej nie daje im ani satysfakcji finansowej, ani stabilizacji. W efekcie pracownicy lawinowo odchodzą z pracy, a w ich miejsce zgłaszają się pojedyncze osoby. Urzędnicy, którzy mają uprawnienia emerytalne, wybierają sami zakończenie aktywności zawodowej. O tym, że w urzędach zaczyna brakować kadry, świadczy rosnąca liczba ofert pracy. I to mimo pandemii.

Przyspieszone decyzje

Urzędnicy odchodzą również dlatego, że boją się zwolnień i obniżki pensji. Takie zapowiedzi ze strony rządu już się pojawiły. Niewykluczone, że cięcia etatów mogą dotknąć 10–20 proc. pracowników administracji.

– wyjaśnia Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim.

– dodaje.

Taką sytuację potwierdza sonda DGP w ministerstwach i urzędach wojewódzkich. Z resortu zdrowia w tym roku odeszło 35 pracowników, w tym 10 na emeryturę, w Ministerstwie Obrony Narodowej takich przypadków było o 13 więcej (z tego też 13 zdecydowało się przejść na świadczenia emerytalne). W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego od stycznia ubyło 24 urzędników, w tym tylko dwóch wybrało emeryturę. W resorcie edukacji na zmianę pracy zdecydowało się 23 pracowników. Największa skala odejść była widoczna w kancelarii premiera. Tam w tym roku pracę zakończyło 99 osób, a tylko 12 w związku z przejściem na emeryturę. Do pracy u premiera trafiły 192 osoby, ale – jak tłumaczą sami zainteresowani – było to spowodowane wydzieleniem z Ministerstwa Spraw Zagranicznych działu zajmującego się obsługą spraw dotyczących Unii Europejskiej. W efekcie łącznie pracuje tam ponad 800 osób. W miejsce odchodzących są zatrudniane kolejne osoby. Ale chętnych do pracy w administracji jest zdecydowanie mniej niż jeszcze kilka lat temu.

– podkreśla prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, były członek Rady Służby Cywilnej.

Podwyżki kością niezgody

Związkowcy podkreślają, że niezadowolenie urzędników z warunków pracy może tylko rosnąć. Ich nastrojów nie uspokaja ekipa rządząca, która planowała znaczący wzrost wynagrodzeń, m.in. dla parlamentarzystów, wojewodów i ministrów.

– podkreśla Robert Barabasz.

I dodaje, że pieniądze na podwyżki dla urzędników muszą się znaleźć. Jeśli nie przez podwyższenie kwoty bazowej, to przez zwiększenie środków na funduszu płac.

W terenie też trudno

O tym, że z administracji odpływa kadra specjalistów, świadczą dane o liczbie ofert pracy zamieszczanych na stronie kancelarii premiera. Średnio co tydzień pojawia się ich ok. 600, a jeszcze przed kilkoma laty było ich od 100 do 200 tygodniowo. Obecnie wiele tych ofert jest powtórnie zamieszczanych, bo okazuje się, że konkurs nie wyłonił żadnego kandydata.

Z odejściami z administracji rządowej borykają się też urzędy wojewódzkie. I to mimo że ich pracownicy dostali w ubiegłym roku 500 zł podwyżki, a w tym roku ich pensje wzrosły o 6 proc. Od początku roku tylko ze Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego z pracy odeszło 25 osób, w tym cztery na emeryturę. Z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego zwolniło się odpowiednio 58 urzędników, w tym 16 wybrało emeryturę. Z kolei z Lubelskim Urzędem Wojewódzkim pożegnało się 27 osób, z tego 14 nabyło uprawnienia emerytalne.

Jeszcze trudniejsza sytuacja niż w instytucjach rządowych jest w samorządach. Tam nie ma często pieniędzy na podwyżki, bo są inne pilniejsze i zlecone zadania. Tylko w urzędzie miasta w Olsztynie od początku roku z pracy odeszły 43 osoby i aż połowa z uwagi na wiek.

przyznaje Patryk Pulikowski z olsztyńskiego magistratu.

Wskazuje, że na ogłaszane wolne stanowiska pracy wpływa coraz mniej ofert, a najtrudniej pozyskać jest specjalistów z wykształceniem technicznym.

Lokalnym włodarzom w poszukiwaniu nowych urzędników może pomóc wzrost bezrobocia. Bo choć praca w administracji nie daje tak dużej stabilności jak dawniej, to lepiej mieć jakiekolwiek zajęcie niż żadne.

wylicza Dariusz Czapla z urzędu miasta w Katowicach.

wyjaśnia Czapla.

Większą skalę odejść niż zwykle odnotowuje urząd miasta w Krakowie. Tam od stycznia z pracą pożegnało się aż 110 pracowników, z tego blisko połowa zdecydowała się przejść na emeryturę.

potwierdza Barbara Skrabacz-Matusik, zastępca dyrektora wydziału organizacji i nadzoru urzędu miasta w Krakowie. 

Kiedyś praca w administracji może nie była dobrze płatna, ale przynajmniej stabilna. Obecnie nawet tego nie gwarantuje

Administracja rządowa i samorządowa

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj