- Jeśli chodzi o płacę minimalną, warto cały czas podkreślać, co stoi za tym pomysłem. Chcemy zerwać z tym myśleniem, że Polska może być tylko rezerwuarem taniej siły roboczej. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której możemy konkurować kompetencjami, wiedzą i doświadczeniem naszych pracowników, a nie tylko tym, że mało im się płaci - tłumaczył w rozmowie z PAP Kaczyński.

- Uważamy, że Polacy potrzebują i zasługują na to, żeby zarabiać więcej - podkreślił.

Szef PiS w rozmowie z PAP odniósł się też do wtorkowych słów szefowej resortu przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz, która w TVN24 przyznała, że propozycje podniesienia płacy minimalnej nie były z nią konsultowane i tego typu zmiany muszą być przedmiotem konsultacji w Radzie Dialogu Społecznego.

- Pani minister Emilewicz mówiąc o konsultacjach przypomniała rzecz naturalną i oczywistą, czyli procedury, które są konieczne w procesie tworzenia prawa. One oczywiście będą dochowane, kiedy już będziemy pracować ustawowo nad tymi propozycjami - zaznaczył Kaczyński.

- To, co zostało ogłoszone w Lublinie, będzie realizowane, bo decyzja na poziomie politycznym zapadła w tej sprawie - oświadczył Kaczyński.

Szef PiS podkreślił ponadto, że priorytetem Prawa i Sprawiedliwości jest "skłanianie i zachęcanie Polaków do powrotu z emigracji". - Wiemy, że przekonanie do tego tych, którzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu pracy, nie jest łatwe, ale chcemy to robić, chcemy stwarzać takie warunki, które skłoniłyby ich do powrotu - zadeklarował.

Kaczyński zwrócił uwagę, że poziom zarobków jest jednym z narzędzi, które miałyby przekonać Polaków do powrotu do kraju. - Płaca minimalna sama w sobie podwyższa zarobki i wymusza również ogólną podwyżkę zarobków w gospodarce. Liczymy, że to skłoni większą grupę Polaków do powrotu do Polski, do pracy w Polsce. To jest dla nas - jako PiS - priorytet - podkreślił Kaczyński.

Na pewno sytuacja, w której dzisiaj 14 procent aktywnych zawodowo Polaków zarabia kwotę, za którą jest trudno przeżyć, jest sytuacją niesprawiedliwą - mówiła na antenie TVN24 minister przedsiębiorczości, Jadwiga Emilewicz. Polityk stwierdziła jednak, że podniesienie płacy minimalnej do wysokości sugerowanej przez PiS to wyzwanie. To będzie trudna sytuacja przede wszystkim dla małych przedsiębiorców- dodała. Dlatego przypomniała, że premier, by zrównoważyć wzrost kosztów zatrudnienia, chce dla najmniejszych firm uzależnić składki ZUS od dochodów.

Choć stwierdziła, że projekt zmian nie był z nią konsultowany, to jednak uznała, że partia polityczna wyznacza port, do którego chce dopłynąć, a ten port został wskazany na konwencji.Teraz kursem trzeba manewrować, bo sytuacja może być dziwna. Będziemy do tego portu dopływać. Pytanie, w jakim tempie i w jaki sposób - podsumowała.

Z kolei Jarosław Gowin pytany w Radiu Zet, czy zgadza się z taką strategią podwyższenia płac minimalnych, stwierdził, że polityka zawsze wymaga kompromisów. Ten kompromis jest także po stronie naszych partnerów z Prawa i Sprawiedliwości. Jak dodał, polska gospodarka przez ostatnie 30 lat rozwijała się bardzo dobrze. Ale za jaką cenę? Za cenę taniej siły roboczej. To znaczy, my Polacy byliśmy przez dwadzieścia kilka lat tanią siłą roboczą - podkreślił. Stwierdził, że proces podnoszenia płac rozpoczął się dopiero pod rządami Zjednoczonej Prawicy. Dopytywany, czy zgodził się na taką koncepcję podwyżek płac minimalnych powiedział: Skoro zostało to ogłoszone na konwencji to znaczy, że to jest wspólny projekt - zaznaczył.

Gowin odniósł się też do pomysłu zawartego w projekcie budżetu na 2020 r., w którym założono zniesienie ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce). Z tego tytułu do budżetu w przyszłym roku ma wpłynąć 5,1 mld zł. Obecnie zarabiający w ciągu roku powyżej limit 30-krotności nie muszą płacić składek ZUS. To jest kontrowersyjne rozwiązanie. Rzeczywiście wraz z panią minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigą Emilewicz będziemy dyskutować jeszcze z naszymi kolegami z Prawa i Sprawiedliwości, czy ten element jest niezbędny żeby zrównoważyć budżet - powiedział. W jego ocenie taki zapis uderzy w klasę średnią, która jest kołem zamachowym rozwoju cywilizacyjnego.