Dziennik Gazeta Prawana logo

Samotni, z dala od bliskich, bez stabilnej pracy... Tak jest bezpieczniej?

23 sierpnia 2015, 17:30
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
Praca w biurze
Praca w biurze/Shutterstock
Samotni, z dala od bliskich, bez stabilnej pracy. Dla wielu to koszmar. Ale równie wielu świadomie wybiera takie życie, bo tak jest dla nich bezpieczniej

Świat stanął na progu przepaści – media, politycy oraz eksperci każdego dnia prześcigają się w fatalistycznych diagnozach, które ukazują powszechny upadek społecznych norm. Słowem – nie ma pracy, nie ma miłości, niczego nie będzie. Cytowane wyniki statystycznych badań i naukowych opracowań wydają się potwierdzać, że rodzina i praca przestały być w naszym życiu pewnikami, że nastąpiła przemiana, wykiełkowało nowe społeczeństwo, z innymi wartościami i oczekiwaniami.

Eksperci wyliczyli, że jeśli demografia nie sprawi nam niespodzianki, to obecne trendy doprowadzą w Polsce za dwie, góra trzy dekady do sytuacji, w której 60–70 proc. gospodarstw domowych będzie liczyło najwyżej dwie osoby. Dzieci, jeśli się pojawią, będą jedynakami. Już dziś jest prawie 4 mln osób samotnych, a ich liczba ciągle się zwiększa. Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach, które powoli zamieniają się w skupiska samotników, kontaktujących się ze sobą za pomocą internetu, bez większych szans na stworzenie rodziny i posiadanie potomstwa.

Większość z tych osób nie chce się łączyć w związki małżeńskie, świadomie godząc się na takie życie. Co więcej, takie wybory spotykają się z powszechnym przyzwoleniem. Z drugiej strony, co także pokazują badania, wciąż bardzo wysoko oceniana jest instytucja małżeństwa, która niezmiennie jest dla nas jedną z najważniejszych wartości. Sprzeczność wynikająca ze zderzenia postaw ponowoczesnych (być singlem) z wiarą w moc tradycji (ważna jest rodzina) jest tylko pozorna – eksperci tłumaczą to m.in. większą dojrzałością młodych ludzi i ich coraz silniejszym poczuciem odpowiedzialności. Nie chcą tworzyć rodziny, choć o niej marzą, bo uważają, że nie będzie ich na nią stać. Że perspektywy ekonomiczne są zbyt kiepskie i nie chcą unieszczęśliwić dzieci, które by się w takim związku pojawiły. Własna rodzina stanowi dla nich nieosiągalny luksus.

Ten strach przed przyszłością podgrzewają informacje z rynku pracy – np. według opublikowanego w tym roku raportu Polskiego Badania Panelowego POLPAN „Niepewne uczestnictwo – młodzi na polskim rynku pracy w latach 2008–2013” w badanym okresie sytuacja młodych w wieku 21–25 lat uległa wyraźnemu pogorszeniu. Odsetek młodych ludzi zatrudnionych na umowy na czas określony, w tym wszelkiego rodzaju kontrakty śmieciowe, sięgnął w naszym kraju prawie 70 proc., przy unijnej średniej ok. 40 proc. Z kolei z badania POLPAN-u z 2014 r. „Niepewność zatrudnienia. Kto jej doświadcza? Czy to stan chwilowy?” wynika, że takie niestandardowe zatrudnienie wiąże się z większym poczuciem niestabilności zawodowej. Statystyki są nieubłagane – spośród osób, które w 2008 r. miały stałą pracę na czas nieokreślony, tylko co dziesiąta była w 2013 r. na bezrobociu, a aż 74 proc. wciąż pracowało na stałej umowie. Dla porównania – spośród tych, którzy w 2008 r. imali się dorywczych prac, w 2013 r. bez zajęcia był co piąty, a zaledwie 36 proc. zdobyło etat.

Powszechna ocena rynku pracy jako miejsca wyzysku potęguje obawy przed usamodzielnieniem, co powoduje, że coraz więcej młodych ludzi niejako przedłuża sobie młodość, pozostając w rodzinnych domach. Według danych Eurostatu już prawie 45 proc. Polaków w wieku 25–34 lata mieszka z rodzicami. Dziewięć lat temu takich ludzi było 9 proc. mniej. Dla przykładu w Niemczech w rodzinnym domu pozostaje co szósty trzydziestolatek, a we Francji co dziesiąty. W państwach skandynawskich jeszcze mniej – ok. 4 proc. Ale Polacy nie tylko unikają opuszczenia rodzinnego gniazda, zaczęli też żyć na konto rodziców. Połowa trzydziestolatków dostaje od mamy i taty dodatkowe pieniądze na utrzymanie, a co czwarty jest całkiem na ich garnuszku. Z drugiej strony Eurostat pokazuje, że dwóch na trzech absolwentów uczelni mieszkających z rodzicami ma stałą pracę, więc – jak wnioskują specjaliści – to nie brak zatrudnienia jest główną przyczyną pozostawania w zaciszu domowym. Co więcej, wchodzące obecnie w dorosłe życie pokolenie – nazywane często straconym czy roszczeniowym – nie chce brać kredytów mieszkaniowych i harować w korporacjach, stając się bezosobowym trybikiem w maszynach do zarabiania pieniędzy. Mając świat na wyciągnięcie ręki (paszport w kieszeni, tanie linie lotnicze, ustawionych znajomych za granicą), widząc w internecie, jakie są możliwości rozwoju, jak wiele jest różnorodnych ścieżek kariery, nie zależy już im na stałej umowie. Praca dorywcza – dziś tu, jutro tam – stała się czymś oczekiwanym, przydatnym.

Staliśmy się tchórzami?

Wobec takiej masy sprzecznych ze sobą wyników badań nasuwa się pytanie: co tak naprawdę sprawiło, że staliśmy się tchórzami, bojącymi się wziąć za innych odpowiedzialność, egoistami wybierającymi życie tylko na własny rachunek i bez zobowiązań.

– zastrzega dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z Uniwersytetu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu.

Żyjemy, kontynuuje ekspert, w tak wielkim przeładowaniu informacyjnym – dość powiedzieć, że w XVIII w. człowiek zdobywał przez całe życie tyle informacji, których dziś dostarcza weekendowe wydanie „New York Timesa” – że napływające dane są sprzeczne. Jednak musimy się do nich odnieść, więc oczekujemy sprowadzenia społecznych zachowań do wspólnego mianownika, który łatwiej zrozumieć.

– tłumaczy psycholog z wrocławskiej uczelni.

Naukowcy podkreślają, że oceny tej samej rzeczywistości i wynikające z niej zachowania są silnie uzależnione od grupy wiekowej, cech społecznych i demograficznych. – – wyjaśnia prof. Izabela Grabowska, socjolog z nowo powstałego ośrodka Młodzi w Centrum Uniwersytetu SWPS.

Osoby z takim doświadczeniem – wskazuje ekspertka – znacznie łatwiej podejmują decyzje o zmianie pracy i np. rzadziej decydują się na kredyty mieszkaniowe. Ich biografia zawodowa jest bogatsza – pojawiło się nawet określenie: skoczkowie, czyli ci, którzy zatrudnienie w danej firmie traktują tylko jako pewien – raczej dość krótki – etap w karierze.

Dynamika zmian pokoleniowych jest dziś tak duża, że różnica zaledwie pięciu lat to już przepaść. Ważne przy tym są cechy osobowościowe – umiejętności odniesienia się do otaczającej nas rzeczywistości – jednych zmiany paraliżują przed działaniem, innym dają kopa. Czy jesteśmy osobami innowacyjnymi, które potrafią wyjechać, założyć firmę, czy też odtwórczymi, które pozostają w działaniach rutynowych, stosując naśladownictwo bez głębszej refleksji. – – opisuje prof. Izabela Grabowska.

Dlatego osoby o skłonnościach innowacyjnych łatwiej się odnajdują i dostosowują do zmian wynikających z globalizacji. Wolnym strzelcom niestraszne są śmieciowe umowy, agencje pracy tymczasowej czy praca na zastępstwo. Dla nich niestabilność, niepewność zatrudnienia jest normą, ba, nawet czymś pożytecznym, bo nie wymaga wiązania się długimi kontraktami z pracodawcą. Rutynowcy, którzy boją się podjąć ryzyko, gniazdownicy, którzy wolą ciepło i bezpieczeństwo rodzinnego domu pod skrzydłami rodziców, są bardziej skłonni panikować i oceniać rzeczywistość na podstawie mitów – że pracy jest coraz mniej, a jak już jest, to wyjątkowo łatwo ją stracić.

– wylicza socjolog z Uniwersytetu SWPS.

Konsekwencją takiej bezrefleksyjnej wiary w mity były problemy ze skompletowaniem pracowników do wolnej strefy ekonomicznej w Wałbrzychu. W mieście tym rynek pracy przez lata ograniczał się do przemysłu węglowo-koksowego, z przywilejami górniczymi, rozbudowanym socjalem, stałymi etatami i poczuciem stabilności zatrudnienia. Gdy powstała strefa i potrzeba było tymczasowych pracowników, agencje musiały sprowadzać ludzi spod Opola, bo w Wałbrzychu, mimo wysokiego bezrobocia, nie było chętnych do pracy „na chwilę” przy proponowanych stawkach. Ludzie woleli się wycofać z lokalnego rynku pracy albo wyjechać do pracy sezonowej w Czechach czy w Niemczech.

Eksperci obserwują przy tym rosnący wskaźnik neotenii – pozostawania cech dziecięcych u dorosłych. Można powiedzieć, że z pokolenia na pokolenie społeczeństwo dziecinnieje. Coraz później wchodzi w dorosłość. Stare panny i kawalerowie byli jeszcze niedawno obiektami kpin i zaniepokojenia ich rodzin, dziś to oznaka niezależności, zaradności oraz szansa na karierę.

– wskazuje dr Tomasz Grzyb.

Małp jest coraz mniej

Zwraca przy tym uwagę na jeszcze jedną przyczynę upadku etosu pracy. W dobie globalizacji i utylitarnym podejściu do wykonywanych obowiązków dla wielu grup zawodowych, zwłaszcza w korporacjach, praca straciła odwieczny sens. – – ostrzega psycholog z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Brytyjski filozof Alan Watts – przypomina naukowiec – zapytał kiedyś studentów na ostatnim roku, co chcieliby robić w życiu. Odpowiadali, że chcą być artystami, podróżować, ale że nie będą tego robić, bo muszą zająć się zarabianiem pieniędzy. Wtedy Watts odwrócił pytanie: z tego, co chcesz robić, uczyń pracę. – – podsumowuje dr Tomasz Grzyb.

Samotnej pogoni za sukcesem finansowym sprzyja rozbicie interakcji społecznych – łatwiej jest pozostać indywidualistą, skupiając się na kontaktach internetowych i ograniczając spotkania ze znajomymi do weekendowych wypadów na piwo. Rozwój technologii umożliwia dziś bycie w zasięgu non stop. Prawdziwe, trwałe relacje społeczne zamieniliśmy w protezę – znajomych na portalach społecznościowych.

– zauważa psycholog z wrocławskiej uczelni.

Komfort posiadania tak wielu pozornych przyjaciół, bo tak naprawdę na ich pomoc nie można liczyć, to także – zdaniem eksperta – konsekwencja długiego okresu dobrostanu, który nas otacza. Jakkolwiek by oceniać kondycję państwa, gospodarkę, nigdy w historii nie żyliśmy w tak obfitych w dobra czasach. Nie zależy nam już aż tak bardzo na podtrzymywaniu ścisłych więzi z przyjaciółmi, a nawet z własną rodziną, bo ich wsparcie nie jest już nam niezbędne. Szkoda wysiłku, skoro jednym kliknięciem można skorzystać z protezy i połączyć się z wirtualnym przyjacielem.

– wyjaśnia dr Tomasz Grzyb.

I nie byłoby w tym nic złego, w końcu człowiek pochodzi od małpy, gdyby nie słowa znanej zoolog Jane Goodall, która w niedawnym wywiadzie przypomniała, że w ciągu ostatnich 50 lat liczba małp na świecie spadła z 2 mln do 300 tys. Grozi im wyginięcie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj