Dziennik Gazeta Prawana logo

Milion Polaków haruje na dwóch etatach

16 września 2014, 07:32
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kobieta wśród sterty dokumentów
Milion Polaków haruje na dwóch etatach/Shutterstock
Jeden pracodawca płaci za mało, więc szukamy drugiego. Choć rzadziej niż w czasach kryzysu.

W I kw. tego roku ponad milion Polaków miało zajęcie w więcej niż jednym miejscu pracy – wynika z danych Eurostatu. Oznacza to, że było ich o 45 tys. więcej niż przed rokiem i jednocześnie o 83 tys. mniej niż dwa lata temu. Skąd tak duże wahania w stosunkowo niedługim okresie czasu? – – uważa Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Było więc więcej posad w niepełnym wymiarze czasu pracy, które często trafiały do osób już zatrudnionych.

Drugą pracę miało w I kw. 6,4 proc. spośród wszystkich zatrudnionych w Polsce. W krajach unijnych większy odsetek takich pracowników był tylko w Szwecji (9 proc.), Holandii (8,3 proc.), Danii (7,7 proc.) i na Litwie (6,5 proc.). – – ocenia Philippe Egger w publikacji "Godna praca w Danii: Zatrudnienie, efektywność społeczna i bezpieczeństwo ekonomiczne". To pozwala osobom w wieku produkcyjnym skupić się na pracy – często u wielu pracodawców. U nas rolę opiekunów dzieci spełniają często dziadkowie, ewentualnie ciężar opieki nad dziećmi spada na kobiety –.

Jak z kolei wskazuje Francesco Renna z Uniwersytetu Akron w Ohio, fenomen drugiego etatu jest ściśle związany z przepisami regulującymi maksymalną liczbę godzin pracy w tygodniu oraz ustaleniami dotyczącymi płatności za nadgodziny. Jeśli pracodawcy bardziej niż płacić za nadgodziny opłaca się zatrudnić dodatkową osobę, często dzieje się to w niepełnym wymiarze. Taki zatrudniony może szukać drugiej pracy jako sposobu na uzupełnienie dochodów. Podobny efekt ma redukcja tygodnia roboczego, jak stało się np. we Francji.

U nas tydzień roboczy nie był skracany. Skąd więc duży odsetek pracujących w więcej niż jednym miejscu?

– twierdzi Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Dlatego jego zdaniem ci, którzy je mają, zarabiają na utrzymanie, wykonując dodatkowe zajęcia także u innych pracodawców.

Na takie rozwiązanie decydują się jednak także osoby, które mają stabilne zatrudnienie. Wśród nich są pracownicy służby zdrowia, nauczyciele i przedstawiciele wolnych zawodów. Nie jest to przypadkowe, ponieważ ich wymiar czasu pracy jest na ogół krótszy niż na przykład w administracji czy przemyśle. –– tłumaczy prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zwraca też uwagę na to, że w wielu małych firmach są prace, które nie wymagają tworzenia pełnych etatów niezależnie od koniunktury gospodarczej – na przykład związane z księgowością czy bhp. Stąd też tego rodzaju specjaliści mogą dość łatwo znaleźć dodatkowe zatrudnienie. Widać to w statystykach: ponad 95 proc. osób z dodatkowym zajęciem ma co najmniej średnie wykształcenie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj