„Wziąłem udział w kwalifikacji uczestników kursu pod hasłem bodajże Kapitał Ludzki, który był dotowany z funduszy UE” – pisze w e-mailu do nas Jarosław Michalak. „Moje oburzenie wywołał jeden z zapisów regulaminu, który dodawał punkty osobie tylko dlatego, że była kobietą, a temat kursu nie miał żadnych inklinacji w tym kierunku. Liczba tych dodatkowych punktów w praktyce dawała zwycięstwo kobiecie nawet niewykwalifikowanej, bo posiadanie stopnia naukowego doktora miało mniejszą wagę. Złożyłem dokumenty i protest w związku z nierównym traktowaniem płci. Na kurs mnie nie przyjęto, do protestu się nie odniesiono” – dodaje nasz czytelnik.
Na podobną dyskryminację żali się więcej mężczyzn. Inny czytelnik podesłał nam całą prezentację z zasadami starania się o dotację na własną działalność gospodarczą w programie „Moja firma – Moja szansa” organizowanym przez Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Marketingu w Chrzanowie także ze środków Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Maksymalnie chętny na zdobycie dofinansowania może za swój projekt uzyskać 100 pkt, przy czym aż 15 pkt przysługuje za sam fakt bycia kobietą. „Jeżeli dodatkowo ma się mniej niż 25 lat i mieszka się w małej miejscowości, to łącznie można w taki sposób zdobyć aż 50 pkt. I gdzie tu jest zasada równości wobec prawa?” – pyta rozgoryczony czytelnik.
Tematyką dyskryminacji mężczyzn zajęliśmy się pod wpływem danych z Ministerstwa Sprawiedliwości o rosnącej liczbie pozwów wytaczanych przez panów oskarżających pracodawców o praktyki łamiące ich prawa. W ostatnich latach jest ich o jedną piątą więcej niż podobnych procesów wytaczanych przez kobiety. Po naszych tekstach zaczęli zgłaszać się kolejni czytelnicy z historiami własnych problemów.
„Straciłem nagrodę roczną, bo – jak stwierdził mój szef – aż trzy razy brałem kilkudniowe zwolnienia lekarskie z powodu choroby mojego małego dziecka. Żona też brała kilka razy zwolnienie z tego powodu, w jej miejscu pracy jednak nikt nie miał o to pretensji, wiadomo: jest młodą matką i takie problemy mogą jej się przytrafiać. Młodego ojca takie zasady nie dotyczą” – skarży się Wojciech, który pracuje w jednym z wrocławskich przedsiębiorstw.
Reklama
– Tak niestety wygląda codzienność, z jaką stykają się ojcowie w miejscu pracy. Trochę lepiej jest w dużych przedsiębiorstwach, ale w tych małych, do 20 pracowników, ojciec, który chce skorzystać z urlopu ojcowskiego lub zwolnienia z powodu choroby dziecka, jest postrzegany po prostu jako obciążenie – przyznaje Ireneusz Dzierżęga ze stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka. – Ale jeszcze gorzej wygląda sytuacja mężczyzn w zderzeniu z sądami rodzinnymi i rodzinnymi ośrodkami diagnostyczno-konsultacyjnymi, którym wciąż musimy udowadniać, że nie jesteśmy gorsi od małp w zoo. Bo skoro te mają kompetencje do opieki nad swoimi dziećmi, to dlaczego my nie mielibyśmy ich mieć – dodaje Dzierżęga.
A inny ojciec skarży się: „Skoro w wydziałach rodzinnych i nieletnich orzekają niemal same kobiety, to jak można wymagać od nich i spodziewać się po nich równego traktowania ojców i matek”.