Dziennik Gazeta Prawana logo

Premierowi się nie odmawia, czylli tęgie głowy w ministerstwie

13 stycznia 2013, 19:01
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Premierowi się nie odmawia, czylli tęgie głowy w ministerstwie
Shutterstock
Kim są ludzie, którzy w pewnym momencie życia postawili na karierę w sektorze administracji publicznej? Dlaczego zrezygnowali z potężnych pieniędzy, jakie dotychczas zarabiali? Czy nie żałują swoich decyzji?

Porzucają świetne posady w prywatnych firmach, rezygnują z wysokich zarobków, wolą pracować więcej za mniej. Czym może dziś skusić państwowa administracja wysokiej klasy specjalistę?

Pierwszy stereotyp pracy w sektorze publicznym: osiem godzin, w tym czasie trzy, cztery wypite kawy, plotki w urzędowym bufecie. Przy tym znikome ryzyko zwolnienia, zerowe bankructwa pracodawcy. Taki święty spokój za średnią krajową.

Stereotyp numer dwa: pracownicy sektora publicznego są mniej ambitni od kolegów z firm prywatnych. I to dlatego menedżerowie z dużych banków i instytucji finansowych odpowiedzialni za kadry na potencjalnych kandydatów z urzędowym dorobkiem patrzą z dużym dystansem. Polski biznes jest uprzedzony do administracji i vice versa.

Takie różnice między sektorem prywatnym a publicznym można wymieniać bez końca. – A mówi Krzysztof Walenczak, dyrektor generalny polskiego oddziału banku Societe Generale.

Egzotyczne propozycje

To właśnie jego historia jest najlepszym przykładem, jak te dwa światy mogą się przenikać. I czego liderzy, tacy jak on, mogą szukać w państwowych urzędach.

– wspomina Walenczak. To było w 2010 r. Wtedy postanowił przenieść się z biurowca w stolicy światowych finansów – londyńskim City – do socrealistycznego gmachu Ministerstwa Skarbu przy ulicy Kruczej w Warszawie.

Dla polskiego świata polityki był człowiekiem znikąd. Ale na rynkach kapitałowych, którymi miał się zajmować w resorcie, miał już wyrobioną markę. Absolwent Harvard Business School i City University of New York. Przez siedem lat pracował dla banku inwestycyjnego Lehman Brothers, w 2008 r. miał uruchomić jego biuro na Europę Środkowo-Wschodnią – projekt przerwało głośne bankructwo banku. Bezpośrednio przed wejściem do resortu skarbu Walenczak pracował dla japońskiej Nomury, która przejęła europejskie operacje Lehmana.

– mówi dzisiaj. Kto go przekonał? Ówczesny minister skarbu Aleksander Grad (poznał go przy okazji negocjacji Skarbu Państwa z firmą Eureko w sprawie akcji PZU, gdzie Lehman Brothers reprezentował stronę polską). I wiara w to, że pracując wcześniej w biznesie, można zrobić też coś pożytecznego dla sektora publicznego. Taki mariaż to dla Walenczaka norma. – – tłumaczy.

Kariera Marka Rozkruta, głównego ekonomisty i dyrektora w firmie doradczej Ernst & Young, wykładowcy SGH, przebiegała nieco odmiennie. W sektorze publicznym przepracował 10 lat. Zaczynał w Narodowym Banku Polskim, do którego trafił po studiach w USA i Japonii. Po ponad sześciu latach w banku centralnym przeszedł do resortu finansów. Był początek 2009 r., zaraz po wybuchu światowego kryzysu.

mówi.

Piotr Soroczyński odpowiadający dziś za analizy w Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych mówi, że gdy w połowie 2006 r. obejmował stanowisko wiceministra finansów, też wchodził na nieznany teren. Do resortu przyszedł wprost zza biurka głównego ekonomisty Banku Ochrony Środowiska. – – wspomina.

Do urzędu z jasnym celem

Krzysztof Walenczak pracę w resorcie skarbu potraktował zadaniowo. Cel numer jeden: dbać o rozwój rynków kapitałowych i realizować program prywatyzacji. W 2010 r. rząd ambitnie założył, że pozyska z niej 25 mld zł. Duża część miała pochodzić ze sprzedaży pakietów spółek należących do Skarbu Państwa poprzez giełdę – co nie było łatwe w czasach globalnego kryzysu. A to właśnie była działka Walenczaka.

I wymienia: w WIG-20, indeksie największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie, są akcje pięciu firm, które wraz z zespołem wprowadzał na parkiet. A transakcje sprzedaży akcji, w których brał udział, zaowocowały 33 mld zł przychodów. mówi dziś z satysfakcją.

To właśnie był drugi cel: zbudować w państwowej instytucji zespół złożony z profesjonalistów, którzy – jak on – czuliby się na rynku jak ryby w wodzie. – – zapewnia.

Marek Rozkrut potwierdza: stworzenie zespołu fachowców pracujących dla administracji, którzy bez problemu znaleźliby pracę w komercji, jest trudne. Ale nie niemożliwe. Przerabiał to w Ministerstwie Finansów, w którym zajmował się departamentem analiz. – mówi. Departament szybko zyskał renomę wśród ekonomicznych ekspertów, a to pomogło w pozyskiwaniu kolejnych specjalistów. –odaje Marek Rozkrut.

Dziś uważa, że tacy ludzie, jak jego zespół w MF, są krzywdzeni stereotypem leniwego, gnuśnego urzędnika. Ale zaraz dodaje, że wielu urzędników znajduje się po drugiej stronie bieguna, nie przemęczając się zbytnio. – mówi główny ekonomista Ernst & Young.

Pro publico bono

O tym, jak bardzo zakorzeniony jest ten stereotyp, mówią przedstawiciele agencji zatrudnienia. – mówi Justyna Sławik, doradca HR z agencji zatrudnienia Randstad. I dodaje, że osoby pragnące robić karierę szukają raczej staży i praktyk w znanych firmach, najlepiej w międzynarodowych korporacjach.

Ambitny w urzędzie nie ma lekko. Bo otoczenie szybko stara się go z ambicji wyleczyć. System nie promuje najlepszych. I dlatego ci nie wytrzymują zbyt długo. –– mówi Marek Rozkrut. Sam, jak mówi, tracił mnóstwo czasu i energii na walkę z biurokratyczną machiną. A jednym z największych problemów, z jakimi się borykał, były ograniczone możliwości zbudowania wiarygodnych perspektyw awansu dla najlepszych pracowników.

– mówi Marek Rozkrut.

O swoich doświadczeniach opowiada nam dwóch ekonomistów nadal pracujących w administracji. Nie chcą podawać nazwisk. – mówią.

Pierwszy z nich – nazwijmy go Tomasz – to osoba na kierowniczym stanowisku w kancelarii premiera. Na wstępie podkreśla, że nie pracuje tam, bo musi. – wyjaśnia. Może zarabiałby więcej, ale jakoś sobie radzi. Jego pensja to 9 tys. zł brutto. Do tego jest członkiem rady nadzorczej (to jeden z bardziej popularnych sposobów na dorabianie w administracji centralnej) i w sumie może zarobić nawet 12 tys. zł brutto. – – wylicza.

Inny nasz rozmówca – Andrzej – właśnie porzucił pracę w jednym z największych polskich banków, gdzie odpowiadał za analizę ryzyka. Finansowo na tym stracił. –– mówi. Dla niego ważniejsza jest stabilizacja i świadomość, że jego praca może mieć wpływ na gospodarkę. Bo jego raporty trafiają na biurka najważniejszych osób w państwie. – dodaje.

Piotr Soroczyński dziś wspomina, że na przejściu do Ministerstwa Finansów nie stracił wiele. –– podkreśla. Do tego koszty dodatkowe, czyli obciążenie pracą, które na tym poziomie jest duże. I stres. mówi.

Budowaliśmy świątynię

Krzysztof Walenczak z Ministerstwa Skarbu odszedł po dwóch latach. Od początku miał taki plan – praca tylko do końca kadencji. Wrócił do bankowości inwestycyjnej. Czy miał chwile zwątpienia podczas pracy w resorcie?

– odpowiada bez chwili wahania. Bo praca w administracji publicznej to duży koszt i to na wielu poziomach. – – podkreśla. A wiceminister w polskim rządzie zarabia kilka tysięcy złotych netto miesięcznie.

Ale nie żałuje swojej decyzji. – – mówi.

Poczucie spełnienia ma również Marek Rozkrut.

– zapewnia.

Świadomość, że robi się coś naprawdę istotnego – to jego zdaniem było najważniejsze. Bo żeby pracować dla sektora publicznego, trzeba mieć odpowiednią perspektywę.

– dodaje Rozkrut.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj