Inwestycje TP mają się odbywać na uzgodnionych z UKE obszarach, zwłaszcza tam, gdzie nie ma internetu. Na nowych i modernizowanych łączach inne firmy telekomunikacyjne będą mogły oferować usługi kupowane hurtowo od Telekomunikacji Polskiej.

Reklama

W zamian za inwestycje UKE zobowiązał się zamrozić na trzy lata stawki hurtowe, czyli ceny, jakie płacą TP konkurenci za możliwość świadczenia usług przy wykorzystaniu jej łączy.To grozi tym, że ceny internetu i połączeń telefonicznych nie będą już spadać.

"Jeśli porozumienie opiera się tylko na zamrożeniu stawek hurtowych, a nie na gwarancji godziwych marż, to de facto klienci detaliczni zapłacą za obronne inwestycje TP, służące jej do spowolnienia odpływu klientów szybkiego internetu na rzecz operatorów kablowych" - komentuje dla "Dziennika Gazety Prawnej" efekty porozumienia Paweł Karłowski, dyrektor generalny BT w Europie Środkowej i Wschodniej, brytyjskiego operatora narodowego, pierwszego europejskiego telekomu, który podzielono.

Porozumienie zakłada ponadto, że dzięki różnego typu procedurom poprawi się współpraca TP z konkurentami. Problemy we współpracy często odbijały się na jakości i terminowości realizacji usług przez TP, a w konsekwencji na klientach operatorów alternatywnych.

Anna Streżyńska, prezes UKE, jeszcze w lecie była zwolennikiem podziału TP na część hurtową i detaliczną, uważając, że jest to najlepsze lekarstwo na bolączki telekomunikacji w Polsce. Wczoraj podpisała jednak ostatecznie z Maciejem Wituckim, prezesem TP, szlifowane do ostatniej chwili porozumienie, które stwarza szansę, że do podziału nie dojdzie.

"Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że trzeba znaleźć dobrą alternatywę dla dotychczasowej twardej polityki regulacyjnej, tak by kontynuować korzyści dla klienta" - mówiła w czwartek Anna Streżyńska, wyjaśniając, dlaczego zdecydowała się na porozumienie.