Peltz w wywiadzie dla "Financial Times" pytał retorycznie, "dlaczego musi dostawać film Marvela, w którym są same kobiety". Nie żebym miał coś przeciwko kobietom, ale dlaczego? Dlaczego nie mogę dostać "Marvels" także z mężczyznami? Po co mi cała czarna obsada? - dodawał.

Reklama

Rozrywka wyklucza przesłanie?

Biznesmen mija się z prawdą. Ani "Czarna Pantera" nie ma wyłącznie czarnej obsady, ani "Marvels" nie ma obsady tylko kobiecej. Do tego, choć ten drugi tytuł okazał się klapą z łącznym zyskiem ponad 200 mln dolarów, to "Czarna Pantera" była megahitem, zarabiając globalnie ponad 1,3 mld dolarów.

Mimo to Peltz utrzymuje, że "ludzie chodzą na filmy dla rozrywki, nie po przesłanie". Tylko dlaczego miałoby się to wykluczać? Sam prezes Disneya Bob Iger przyznawał jesienią zeszłego roku, że "twórcy stracili z oczu cel numer jeden". Najpierw musimy się zabawić. Tu nie chodzi o przekaz (w pierwszej kolejności) - mówił.

Osobiste porachunki miliarderów

Variety zwraca uwagę, że niechęć Peltza do Disneya jest ściśle powiązana z osobą jego partnera w interesach i byłego szefa Marvel Entertainment, Ike'a Perlmuttera. To właśnie Perlmutter zasłynął (lub - w zależności od interpretacji - okrył się niesławą) - jako ten, który sprzedał Marvela Disneyowi. W zeszłym roku jednak izraelsko-amerykański finansista został zwolniony przez Disneya, choć wciąż z ramienia Trian Partners Peltza kontroluje akcje giganta branży rozrywkowej o łącznej wartości 3,5 mld dolarów.

Jako prezes Marvel Entertainment Perlmutter zasłynął z otwartych potyczek z szefem Marvel Studios, Kevinem Feige'em, który upierał się przy nakręceniu "Czarnej Pantery" i "Kapitan Marvel" (ten film także odniósł gigantyczny sukces komercyjny, przynosząc ponad miliard dolarów dochodu). Tymczasem zdaniem Perlmuttera filmy z kobietami lub czarnoskórymi aktorami w rolach głównych były z góry skazane na klęskę. Dlatego blokował ich produkcję, dopóki nie interweniował sam Iger.