Dziennik Gazeta Prawana logo

Potężna Polska jako główny sojusznik USA? Kusząca wizja

29 kwietnia 2023, 10:39
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mateusz Morawiecki i Kamala Harris
Mateusz Morawiecki i Kamala Harris/KPRM
Wizja mocarstwowej Polski, która w przyszłości odgrywa rolę głównego partnera Waszyngtonu w Europie, korzystając z dobrodziejstw gospodarczej i technologicznej kooperacji z USA, jest kusząca. Pytanie, na ile realistyczna.

Podczas swej wizyty za oceanem, nieco ponad dwa tygodnie temu, premier Mateusz Morawiecki bardzo wyraźnie artykułował marzenie o nowej pozycji Polski w wykuwającym się właśnie świecie. Czynił to zarówno w wypowiedziach, które towarzyszyły jego spotkaniu z wiceprezydent Kamalą Harris, jak i podczas wystąpienia na forum Atlantic Council. Część komentatorów zarzuciła mu od razu, że to gra obliczona na wewnętrzny użytek przedwyborczy, bo przy aktualnych nastrojach opinii publicznej, w obliczu rosyjskiej agresji i nierozstrzygniętej wciąż wojny u naszych granic, taki koncept dobrze się sprzedaje i podbija słupki. Któż nie chciałby w tych warunkach być najlepszym kumplem najpotężniejszego militarnie mocarstwa, a w dodatku witać u siebie strumienia amerykańskich inwestycji? Tym bardziej że potencjalna alternatywa wygląda marnie, bo integracja europejska kuleje, a Niemcy i Francuzi raz po raz spektakularnie strzelają sobie w stopę. A że głównych polityków opozycji dosyć łatwo skojarzyć akurat z opcją berlińsko-brukselską, to nic dziwnego, że prorządowe media ogrywają ten motyw, wzmacniając w wyborcach skojarzenie: „Zjednoczona Prawica – sojusz z Amerykanami, bezpieczeństwo i dobrobyt. Opozycja – czapkowanie unijnej biurokracji i Niemcom, uległość wobec Rosji, kłopoty”. I nic to, że rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i zniuansowana. Na wyborczy cep taka dychotomia nadaje się doskonale. Tym bardziej że po stronie opozycyjnej zaznacza się tendencja do szukania „bata na PiS” w instytucjach unijnych. A przy okazji – do idealizowania Unii i jej głównych graczy, a w efekcie do wypierania faktów świadczących o naprawdę negatywnych tendencjach zachodzących w kluczowych państwach europejskich. I koło się zamyka, bo te „oczy szeroko zamknięte” dużej części liberalnych elit propaganda drugiej strony z łatwością przedstawia jako dowód na agenturalność, zdobywając kolejne punkty.

Zmiana się dzieje

Rzecz jednak w tym, że stawką jest nie tylko wynik najbliższych wyborów. Koniec pauzy strategicznej w naszym regionie, a nawet w skali globalnej, jest niezaprzeczalnym faktem i pora się pożegnać ze starymi paradygmatami, które przez ostatnie dekady kształtowały nasze myślenie o polityce międzynarodowej i o polskiej racji stanu. To zaś wymaga, by na opcje „amerykańską” i „europejską” umieć spojrzeć przez pryzmat wielkich trendów rozwojowych i dłuższej perspektywy czasowej, a nie bieżących interesów i sympatii partyjno-plemiennych.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>

Autor jest wykładowcą Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, ekspertem fundacji Po.Int oraz Nowej Konfederacji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: PolskaUSA
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj