Dziennik Gazeta Prawana logo

Gra o atom w Polsce. Miłe słowa i faule

24 października 2022, 07:22
[aktualizacja 24 października 2022, 07:22]
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Elektrownia jądrowa
<p>Elektrownia jądrowa</p>/Shutterstock
W USA wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin oraz minister klimatu i środowiska Anna Moskwa rozmawiali o budowie w Polsce elektrowni atomowej. Z gry najpewniej wypadli Francuzi. Nie wiadomo, jak będzie z Koreańczykami

Amerykanom zależy na jak najszybszym podjęciu przez stronę polską decyzji w tej sprawie. Po pierwsze, zgodnie z polsko-amerykańską umową międzyrządową powinna ona była zapaść do 12 października. Po drugie, chcą dostarczać technologię do dwóch - planowanych obecnie w Programie polskiej energetyki jądrowej - elektrowni atomowych. - Raport CER zakłada budowę sześciu reaktorów w dwóch lokalizacjach - to jest amerykańska oferta dla Polski - mówił nam ostatnio Mirosław Kowalik, prezes Westing house w Polsce.

Tymczasem strona polska bierze pod uwagę rozdzielenie decyzji w tej kwestii.

Kolejny - niezwykle istotny - temat rozmów to finansowe zaangażowanie Amerykanów w ten projekt. Polski rząd oczekuje, że partner w programie jądrowym obejmie 49 proc. udziałów w spółce Polskie Elektrownie Jądrowe, dostarczy odpowiednie finansowanie i będzie uczestniczył nie tylko w budowie, lecz także eksploatacji elektrowni jądrowych. - przyznaje jeden z naszych rozmówców. Jak wskazuje, to kwestia, którą trzeba doprecyzować w drodze rozmów bilateralnych, a nie poprzez ambasady.

Rozmowy w Stanach, oprócz tych zagadnień, dotyczyły także przekonania Amerykanów, że kolejny atomowy deal, tym razem nie rządowy, ale prywatny - z Koreą - nie oznacza wywrócenia biznesu z nimi.

- mówi nam osoba z MAP. .

Elektrownia atomowa w Polsce - koreański offset

Również w tym tygodniu Jacek Sasin ma udać się do Korei Południowej (pierwotnie wizyta planowana była na zeszły tydzień). Tam najprawdopodobniej dobije targu w sprawie elektrowni, która miałaby stanąć w Pątnowie i zacząć funkcjonować od 2033 r. Tym razem miałoby to być przedsięwzięcie prywatne z mniejszościowym udziałem Koreańczyków, reszta pakietu byłaby w rękach polskich firm PGE i ZE PAK, należącej do Zygmunta Solorza. Właśnie w tej sprawie w Seulu, pod patronatem szefa MAP, ma zostać podpisany list intencyjny z Koreańczykami.

Jak przekonuje jeden z naszych rozmówców, atutem oferty koreańskiej jest jednak możliwość transferu technologii jądrowej do Polski. W naszym kraju miałaby zostać wybudowana fabryka Doosan Enerbility produkująca elementy reaktorów. - zauważa jeden z naszych rozmówców. Oprócz tego deal atomowy jest uzupełnieniem kontraktów zbrojeniowych z Koreą Południową, które także zapewniają ulokowanie części produkcji w Polsce.

Nasz rząd jest przekonany, że nawiązanie atomowej współpracy z Koreańczykami będzie kolejnym ważnym krokiem do dużo szerszej współpracy gospodarczej. W minionym tygodniu wicepremier i szef MON Mariusz Błaszczak podpisał umowę ramową na zakup 288 zestawów systemu artylerii rakietowej K239 Chunmoo wraz zapasem amunicji. - tłumaczy osoba z rządu.

Przecieki w sprawie inicjatywy Sasina pojawiły się w zeszłym tygodniu, czyli w momencie oczekiwania na decyzję rządu w sprawie dostawcy technologii do przynajmniej pierwszej planowanej przez rząd elektrowni. Zostały bardzo negatywnie odebrane zarówno przez Amerykanów, jak i Francuzów. Także niektórzy polscy eksperci, przychylni budowie atomu w Polsce, mówią w tym kontekście o niepoważnych wyścigach.

Z naszych informacji wynika, że niedługo sprawa amerykańskiego atomu (którego blok miałby być zlokalizowany w pomorskim Lubiatowie-Kopalinie) może stanąć na rządzie. - zauważa osoba z otoczenia premiera Mateusza Morawieckiego. Czemu środowisko premiera nie widzi powodów do pośpiechu - mimo że projekt uchwały przygotowany przez resort klimatu gotowy jest od kilkunastu dni? Tego nasz rozmówca nie precyzuje, ale prawdopodobnie chodzi o to, że podjęcie uchwały przez rząd w tej chwili mogłoby zostać odebrane jako wstępna akceptacja warunków atomowej współpracy. A te na razie są dla polskiej strony niezadowalające.

Co z Francuzami?

Na negocjacyjnym stole leżą trzy oferty: oprócz amerykańskiej i koreańskiej jest także francuska. I jak słyszymy, na razie nie ma o niej mowy. - pyta jeden z naszych rozmówców z rządu. Od początku bowiem polska strona nie ukrywała, że chce decyzje w sprawie francuskiego atomu powiązać z nakłanianiem Francuzów, by wpłynęli na Brukselę, aby ta z kolei odblokowała nasze miliardy euro zaszyte w KPO. Rok temu m.in. z tym postulatem poleciał do Paryża prezydent Andrzej Duda. Wprawdzie KPO został zatwierdzony, ale z Komisji płyną sygnały, że prezydencka ustawa likwidująca m.in. Izbę Dyscyplinarną nie rozwiała w pełni zastrzeżeń Brukseli i o wypłatę nadal będzie trudno. - mówi nasz rozmówca z otoczenia szefa rządu.

Jeżeli więc Amerykanie nie przyprą naszego rządu do muru w sprawie wybrania ich technologii do dwóch planowanych przez rząd elektrowni, dla Francuzów - przynajmniej potencjalnie - zostanie druga z nich. Argumenty, które za nimi stoją, to m.in. wybrany przez Polskę bezprzetargowy tryb wyboru dostawcy technologii. Mogą nam robić w tej sprawie problemy na forum UE. Choć mamy bardzo poważne argumenty w postaci ogromnej pomocy publicznej udzielanej obecnie w Niemczech czy Francji, a także sytuacji geopolitycznej.

Z naszych ustaleń wynika, że rządowe wyliczenia wskazują, że koszt budowy elektrowni o mocy 8,4 GW przez Koreańczyków wyniósłby 131-164 mld zł. Budowa atomu przez Francuzów to - według tych szacunków - 330-480 mld zł za reaktory o mocy od 6,6 do 9,9 GW. Wersja amerykańska kosztowałaby 246 mld zł za bloki o mocy 6,6 GW. 

Jakie są oczekiwania wobec atomu

Co kolejna elektrownia oznacza z punktu widzenia rozwoju energetyki jądrowej w Polsce? Przyjęty przez rząd dokument Polityka energetyczna Polski zakłada, że budowa pierwszego bloku jądrowego powinna rozpocząć się nie później niż w 2026 r., a do 2043 r. powinno zostać uruchomionych 6-9 GW mocy. Pierwszy blok, ok. 1-1,6 GW, miałby być uruchomiony w 2033 r., a kolejne będą wdrażane co dwa-trzy lata. Cały program jądrowy zakłada budowę sześciu bloków. Ewentualny deal z Koreą oznacza budowę dodatkowych bloków o mocy 2,8 GW, czyli łącznie obie inwestycje dałyby od 8,8 do 11,8 GW mocy. Jak widać, kontrakt koreański oznacza nie tyle podział tortu, ile jego zwiększenie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj