Amerykanom zależy na jak najszybszym podjęciu przez stronę polską decyzji w tej sprawie. Po pierwsze, zgodnie z polsko-amerykańską umową międzyrządową powinna ona była zapaść do 12 października. Po drugie, chcą dostarczać technologię do dwóch - planowanych obecnie w Programie polskiej energetyki jądrowej - elektrowni atomowych. - Raport CER zakłada budowę sześciu reaktorów w dwóch lokalizacjach - to jest amerykańska oferta dla Polski - mówił nam ostatnio Mirosław Kowalik, prezes Westing house w Polsce.
Tymczasem strona polska bierze pod uwagę rozdzielenie decyzji w tej kwestii.
Kolejny - niezwykle istotny - temat rozmów to finansowe zaangażowanie Amerykanów w ten projekt. Polski rząd oczekuje, że partner w programie jądrowym obejmie 49 proc. udziałów w spółce Polskie Elektrownie Jądrowe, dostarczy odpowiednie finansowanie i będzie uczestniczył nie tylko w budowie, lecz także eksploatacji elektrowni jądrowych. - przyznaje jeden z naszych rozmówców. Jak wskazuje, to kwestia, którą trzeba doprecyzować w drodze rozmów bilateralnych, a nie poprzez ambasady.
Rozmowy w Stanach, oprócz tych zagadnień, dotyczyły także przekonania Amerykanów, że kolejny atomowy deal, tym razem nie rządowy, ale prywatny - z Koreą - nie oznacza wywrócenia biznesu z nimi.
- mówi nam osoba z MAP. .
Elektrownia atomowa w Polsce - koreański offset
Również w tym tygodniu Jacek Sasin ma udać się do Korei Południowej (pierwotnie wizyta planowana była na zeszły tydzień). Tam najprawdopodobniej dobije targu w sprawie elektrowni, która miałaby stanąć w Pątnowie i zacząć funkcjonować od 2033 r. Tym razem miałoby to być przedsięwzięcie prywatne z mniejszościowym udziałem Koreańczyków, reszta pakietu byłaby w rękach polskich firm PGE i ZE PAK, należącej do Zygmunta Solorza. Właśnie w tej sprawie w Seulu, pod patronatem szefa MAP, ma zostać podpisany list intencyjny z Koreańczykami.
Jak przekonuje jeden z naszych rozmówców, atutem oferty koreańskiej jest jednak możliwość transferu technologii jądrowej do Polski. W naszym kraju miałaby zostać wybudowana fabryka Doosan Enerbility produkująca elementy reaktorów. - zauważa jeden z naszych rozmówców. Oprócz tego deal atomowy jest uzupełnieniem kontraktów zbrojeniowych z Koreą Południową, które także zapewniają ulokowanie części produkcji w Polsce.
Nasz rząd jest przekonany, że nawiązanie atomowej współpracy z Koreańczykami będzie kolejnym ważnym krokiem do dużo szerszej współpracy gospodarczej. W minionym tygodniu wicepremier i szef MON Mariusz Błaszczak podpisał umowę ramową na zakup 288 zestawów systemu artylerii rakietowej K239 Chunmoo wraz zapasem amunicji. - tłumaczy osoba z rządu.
Przecieki w sprawie inicjatywy Sasina pojawiły się w zeszłym tygodniu, czyli w momencie oczekiwania na decyzję rządu w sprawie dostawcy technologii do przynajmniej pierwszej planowanej przez rząd elektrowni. Zostały bardzo negatywnie odebrane zarówno przez Amerykanów, jak i Francuzów. Także niektórzy polscy eksperci, przychylni budowie atomu w Polsce, mówią w tym kontekście o niepoważnych wyścigach.
Z naszych informacji wynika, że niedługo sprawa amerykańskiego atomu (którego blok miałby być zlokalizowany w pomorskim Lubiatowie-Kopalinie) może stanąć na rządzie. - zauważa osoba z otoczenia premiera Mateusza Morawieckiego. Czemu środowisko premiera nie widzi powodów do pośpiechu - mimo że projekt uchwały przygotowany przez resort klimatu gotowy jest od kilkunastu dni? Tego nasz rozmówca nie precyzuje, ale prawdopodobnie chodzi o to, że podjęcie uchwały przez rząd w tej chwili mogłoby zostać odebrane jako wstępna akceptacja warunków atomowej współpracy. A te na razie są dla polskiej strony niezadowalające.
Co z Francuzami?
Na negocjacyjnym stole leżą trzy oferty: oprócz amerykańskiej i koreańskiej jest także francuska. I jak słyszymy, na razie nie ma o niej mowy. - pyta jeden z naszych rozmówców z rządu. Od początku bowiem polska strona nie ukrywała, że chce decyzje w sprawie francuskiego atomu powiązać z nakłanianiem Francuzów, by wpłynęli na Brukselę, aby ta z kolei odblokowała nasze miliardy euro zaszyte w KPO. Rok temu m.in. z tym postulatem poleciał do Paryża prezydent Andrzej Duda. Wprawdzie KPO został zatwierdzony, ale z Komisji płyną sygnały, że prezydencka ustawa likwidująca m.in. Izbę Dyscyplinarną nie rozwiała w pełni zastrzeżeń Brukseli i o wypłatę nadal będzie trudno. - mówi nasz rozmówca z otoczenia szefa rządu.
Jeżeli więc Amerykanie nie przyprą naszego rządu do muru w sprawie wybrania ich technologii do dwóch planowanych przez rząd elektrowni, dla Francuzów - przynajmniej potencjalnie - zostanie druga z nich. Argumenty, które za nimi stoją, to m.in. wybrany przez Polskę bezprzetargowy tryb wyboru dostawcy technologii. Mogą nam robić w tej sprawie problemy na forum UE. Choć mamy bardzo poważne argumenty w postaci ogromnej pomocy publicznej udzielanej obecnie w Niemczech czy Francji, a także sytuacji geopolitycznej.
Z naszych ustaleń wynika, że rządowe wyliczenia wskazują, że koszt budowy elektrowni o mocy 8,4 GW przez Koreańczyków wyniósłby 131-164 mld zł. Budowa atomu przez Francuzów to - według tych szacunków - 330-480 mld zł za reaktory o mocy od 6,6 do 9,9 GW. Wersja amerykańska kosztowałaby 246 mld zł za bloki o mocy 6,6 GW.
Jakie są oczekiwania wobec atomu
Co kolejna elektrownia oznacza z punktu widzenia rozwoju energetyki jądrowej w Polsce? Przyjęty przez rząd dokument Polityka energetyczna Polski zakłada, że budowa pierwszego bloku jądrowego powinna rozpocząć się nie później niż w 2026 r., a do 2043 r. powinno zostać uruchomionych 6-9 GW mocy. Pierwszy blok, ok. 1-1,6 GW, miałby być uruchomiony w 2033 r., a kolejne będą wdrażane co dwa-trzy lata. Cały program jądrowy zakłada budowę sześciu bloków. Ewentualny deal z Koreą oznacza budowę dodatkowych bloków o mocy 2,8 GW, czyli łącznie obie inwestycje dałyby od 8,8 do 11,8 GW mocy. Jak widać, kontrakt koreański oznacza nie tyle podział tortu, ile jego zwiększenie.