"Przekazaliśmy Ukrainie Starlinki, tracąc na tym ponad 80 mln dolarów, przy okazji narażając SpaceX i mnie na poważne ryzyko rosyjskich cyberataków" – napisał na Twitterze Elon Musk, kontrowersyjny miliarder i CEO firmy. W ten sposób chciał obronić się przed zarzutami o sprzyjanie Rosji.
Te pojawiły się, bo wcześniej opublikował opinię, w której opowiadał się za przekazaniem Krymu Rosji, organizacją ponownych referendów na okupowanych terytoriach i neutralnością Ukrainy. Na swoim profilu urządził nawet sondę na ten temat.
Sęk w tym, że przedsiębiorca minął się z prawdą, bo – jak ujawnił "The Washington Post" – urządzenia do korzystania z internetu za pośrednictwem starlinków kupiły Ukrainie amerykańskie agencje oraz sąsiednie państwa. W tym Polska. – Kupiliśmy 6,7 tys. sztuk dla Ukrainy. Dodatkowo 5 tys. sztuk podarował Orlen – mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Janusz Cieszyński, odpowiadający w KPRM za cyfryzację.
Reklama
Polska miała za nie zapłacić prawie 40 mln zł. – Urządzenia są wykorzystywane w miejscach, gdzie ze względu na atak Rosji została zniszczona infrastruktura telekomunikacyjna. To jest technologia, która w mojej ocenie dzisiaj nie ma sobie równych – przekonuje.