Jak zwykle Dzień Jedności Niemiec obchodzony był w tym roku w Ambasadzie Niemiec w Warszawie. W namiocie w ogrodzie wieczorem 3 października zgromadziło się wielu politycznych VIP-ów z Berlina, wśród nich minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock. Przybyła na uroczystości przed spotkaniem ze swoim polskim odpowiednikiem Zbigniewem Rauem i udziałem w konferencji bezpieczeństwa we wtorek - relacjonuje dziennikarz "Welt" Philipp Fritz.

Reklama

"Dzień Niemieckiego Rozliczenia"

Ten Dzień Jedności Niemiec mógł być jednak przez wielu zapamiętany jako "Dzień Niemieckiego Rozliczenia". Wśród gości gorącym tematem były żądania polskiego rządu dotyczące reparacji od Berlina - zauważa Fritz.

Autor przypomina, że 1 września w warszawskim Zamku Królewskim zaprezentowano długo oczekiwany raport o zbrodniach popełnionych przez Niemców w Polsce w czasie II wojny światowej. Przygotowała go powołana w 2017 roku komisja sejmowa. Efekt: szkody "materialne" i "niematerialne" wynoszą równowartość 1,3 bln euro. "Jest to niewyobrażalnie duża suma, którą mają zapłacić Niemcy" - konstatuje Fritz.

Reklama

Wysłanie noty do Berlina

Kolejnym krokiem jest wysłanie odpowiedniej noty do Berlina. Minister spraw zagranicznych Rau podpisał ją w dniu święta narodowego w Niemczech - czytamy w tekście "Welt".

Dla rządu niemieckiego oznacza to, że Polska zrobiła kolejny krok w sprawie reparacji - podkreśla autor. W każdym razie w Warszawie Baerbock trzymała się znanej formuły niemieckiego rządu, a mianowicie, że Niemcy stoją przy swojej "historycznej odpowiedzialności" - ale 1,3 bln euro nie zostanie zapłacone. Od czasu kanclerstwa Angeli Merkel stanowisko Berlina jest takie: moralnie Niemcy są zobowiązane wobec Polski, ale prawnie kwestie odszkodowań zostały rozstrzygnięte.

Reklama

"Nie wiadomo, czy rząd niemiecki może nadal trzymać się tej formuły, nawet po otrzymaniu noty dyplomatycznej. Bo cała sprawa nie jest już teraz polem gry polskiej polityki wewnętrznej, ale dwustronnym problemem spornym" - podkreśla publicysta "Welt".

"Nawet jeśli nie ma sądu, który mógłby wydać wyrok w tej sprawie, to można sobie wyobrazić, że presja na Berlin wzrośnie i rząd niemiecki będzie musiał inaczej postępować w tej kwestii, np. sformułować kontrpropozycje. Jedno jest pewne: sprawa jeszcze bardziej nadwyręży i tak już trudne relacje polsko-niemieckie" - uważa Fritz.

Z Berlina Berenika Lemańczyk