Reklama
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje, że od 2050 r. nawet 10 mln osób może rocznie umierać, jeżeli nie zostaną opracowane nowe metody walki z opornymi na antybiotyki bakteriami. Już teraz takie drobnoustroje zabijają co roku aż 700 tys. ludzi. Nie dziwi zatem, że problem oporności bakterii na leki stał się jednym z największych wyzwań medycyny.
Powodów pogarszającej się sytuacji jest kilka. Przede wszystkim stosowanie antybiotyków jest zbyt powszechne - lekarze przepisują je pomimo braku odpowiedniej diagnostyki, często na wszelki wypadek. Tak jest chociażby w Polsce. Skutek jest taki, że nawet 30 proc. występujących w naszym kraju bakterii gronkowca mogło zyskać oporność na stosowane medykamenty. Zaś w państwach, gdzie antybiotyki można kupić bez recepty, odsetek niemożliwych do zwalczenia drobnoustrojów może sięgać nawet 80 proc. Co gorsza, tego typu leki często stosowane są też w rolnictwie - dodaje się je np. do pasz, aby hodowla zwierząt była szybsza i wydajniejsza. Potem cząsteczki leków są przez nas spożywane wraz z mięsem albo trafiają do wód gruntowych.
Zwiększająca się liczba opornych na antybiotyki bakterii (pojawiły się już nawet wielolekooporne bakterie, które uodporniły się na wiele znanych antybiotyków) sprawia, że firmom farmaceutycznym nie opłaca się szukać remedium na ten problem. Mówiąc brutalnie: to nie jest dobra inwestycja - bo po co wydawać miliardy dolarów na opracowanie innowacyjnego antybiotyku, na który po kilku latach bakterie i tak mają spore szanse się uodpornić? Efekt jest taki, że doniesienia o wdrożeniu na rynek nowego antybiotyku słyszymy najwyżej raz na kilkanaście lat.
Reklama
Na szczęście są alternatywy: od lat 60. ubiegłego wieku znana jest koncepcja enzybiotyków. Nazwa jest hybrydą słów enzym oraz antybiotyk. Używa się jej w stosunku do enzymów, które wykazują zdolności bakteriobójcze. Wcześniej ich zastosowanie nie zyskało należytej uwagi naukowców, ale z nabrzmiewającym problemem antybiotykooporności to się jednak zmieniło. Coraz więcej firm farmaceutycznych zaczyna wykładać gotówkę na badania nad enzybiotykami.
Okazuje się, że wielkim koncernom nie ustępują polscy naukowcy: zespół pod kierownictwem dr hab. Izabeli Sabały, działający w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie, opracował wynalazek pod nazwą AurezynaPLUS. To enzybiotyk stanowiący połączenie fragmentów dwóch białek. Selektywnie eliminuje bakterie z rodzaju gronkowców, w tym lekoopornego gronkowca złocistego, który jest klasyfikowany przez WHO jako jedna z bakterii patogennych wymagających pilnego wynalezienia nowego sposobu terapii. Co trzecia osoba na świecie jest bowiem nosicielem bakterii gronkowca (a połowa to szczepy oporne).

AurezynaPLUS powstała nieco przypadkiem

AurezynaPLUS - podobnie jak antybiotyki wynalezione przez Alexandra Fleminga - powstała nieco przypadkiem. Naukowcy badali budowę enzymu znalezionego w ścianie otaczającej komórki gronkowca. Gdy udało się ustalić jego właściwości, zaczęto myśleć nad taką jego modyfikacją, która pozwoliłaby wykorzystać enzym do zniszczenia ściany komórkowej gronkowca i w ten sposób zabicia bakterii. I to - po długotrwałych pracach - udało się osiągnąć.
Działanie AurezynyPLUS da się łatwo zobrazować. Dr hab. Izabela Sabała mówi, że bakterie są trudne do pokonania m.in. ze względu na ścianę komórkową, którą można porównać do samochodowej opony. Równie trudno jest ją przebić. Jeśli jednak zniszczy się ciągłość ściany komórkowej, to efekt jest podobny jak przy złapaniu „gumy”. - Komórka bakteryjna pęka, traci swoją postać i następuje jej śmierć - opowiada dr hab. Izabela Sabała.
Co ważne, opracowany przez warszawskich naukowców enzybiotyk eliminuje wyłącznie patogeny, bez ingerencji w naturalną florę bakteryjną. Nie powoduje też powstania kolejnych szczepów opornych na tę substancję, a więc nie przyczynia się do pogłębiania epidemii antybiotykooporności. Ponadto enzybiotyk jest neutralny dla środowiska, bo ulega powolnemu rozkładowi i nie pozostawia toksycznych odpadów.

Efekty widoczne w kilka minut

Efekty działania AurezynyPLUS, jak zapewniają badacze, są widoczne w ciągu kilku minut. Jej bakteriobójcze działanie może być wykorzystywane do walki z infekcjami skórnymi, trudno gojącymi się ranami, odleżynami i oparzeniami. Enzybiotyk może stanowić składnik opatrunków, żeli, maści czy dermokosmetyków.
Ale to nie wszystko. Istnieje również możliwość zastosowania substancji jako środka zapobiegającego lub leczącego zapalenie wymion u bydła mlecznego, jako konserwantu produktów spożywczych czy jako środka odkażającego (np. na potrzeby szpitali, laboratoriów, zakładów produkcyjnych czy transportu publicznego). A ze względu na fakt, że enzybiotyk doskonale rozpoznaje gronkowca - może być też składnikiem niezwykle precyzyjnych testów diagnostycznych.
Warszawscy naukowcy zgłosili już swój wynalazek do rodzimego oraz europejskiego urzędu patentowego. Rozważają uzyskanie praw ochronnych poza Unią Europejską. Są przekonani, że AurezynaPLUS może stać się produktem wykorzystywanym na całym świecie. Jednocześnie już pracują nad kolejnymi enzymami, które będą w stanie niszczyć inne antybiotykooporne bakterie. ©℗

Eureka! DGP

Trwa dziewiąta edycja konkursu „Eureka! DGP - odkrywamy polskie wynalazki”. Do udziału zaprosiliśmy polskie uczelnie, instytuty badawcze i jednostki naukowe PAN. Od dziś do czerwca w Magazynie DGP będziemy opisywać wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi na specjalnej gali pod koniec czerwca, zaś podsumowanie cyklu ukaże się w Magazynie DGP. Główną nagrodą jest 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki - firmę Polpharma, oraz kampania promocyjna dla uczelni lub instytutu o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR PL SA (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej), ufundowana przez organizatora. Strona internetowa konkursu: eureka.dziennik.pl