Donald Tusk wziął w czwartek udział w szczycie Europejskiej Partii Ludowej. Po jego zakończeniu uczestniczył we wspólnej konferencji prasowej z politykami francuskiej chadecji: kandydatką na prezydenta Valérie Pécresse (Unia na rzecz Ruchu Ludowego - UMP) oraz liderem francuskiej partii Republikanie Christianem Jacobem.

Reklama

Tusk podkreślił, że czwartkowy zjazd EPL odbył się w cieniu tragicznych wydarzeń w Ukrainie. Nie wiemy kiedy ta wojna się skończy i jak (...), podobnie jak nie wiemy, czy Rosjanie dziś lub jutro nie użyją broni chemicznej albo biologicznej przeciwko mieszkańcom Kijowa czy innych miast ukraińskich - stwierdził Tusk i przypomniał, że przed takim scenariuszem ostrzegają Amerykanie.

Przyznał zarazem, że ostatnie wydarzenia w Ukrainie pokazują, że tego typu czarny scenariusz jest możliwy. Dlatego - jak podkreślił - Zachód, w tym Unia Europejska, musi być zjednoczony jak nigdy, po to, by przeciwstawić się Władimirowi Putinowi i wojnie, którą rozpętał. Ta wojna to nie jakiś lokalny konflikt na peryferiach świata. To jest konfrontacja globalna - stwierdził.

Szef Europejskiej Partii Ludowej przypomniał, że rosyjski prezydent wyznaje zasadę "silniejszy ma rację" i przestrzegł, że przyzwolenie na działanie według takich reguł spowoduje, że nikt na świecie nie będzie mógł czuć się bezpiecznie. Każda nasza słabość, każde ustępstwo zostanie wykorzystane przeciwko nam, nie tylko przeciwko Ukrainie - ostrzegł Tusk.

Reklama

Dodał, że Europa nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek łagodzenie stanowiska wobec Rosji, ponieważ jakikolwiek tego przejaw będzie oznaczał kapitulację wobec agresora. Jeśli chcemy uniknąć globalnej konfrontacji militarnej, musimy, jako Zachód, działać razem, zdecydowanie i bez jakichkolwiek złudzeń, nawet jeśli przyjdzie nam zapłacić za to wysoką cenę. Im cięższe sankcje, im silniejsza solidarność z Ukrainą, tym większa szansa na uniknięcie najgorszego scenariusza, czyli wojny na naszym terytorium - przekonywał Tusk.

Tusk o sojusznikach Putina

Lider Platformy Obywatelskiej wezwał też do "deputinizacji" Europy. Jak mówił, rosyjski prezydent zbudował "rozległą sieć sojuszników albo może pożytecznych idiotów" zarówno na naszym kontynencie, jak i w Ameryce. Osoby te - jak mówił - wspierają działania Putina i promują jego idee.

W tym kontekście Tusk wymienił: byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, kandydatów na prezydenta Francji: Marine Le Pen i Erica Zemmoura, premiera Węgier Victora Orbana, b. wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, "autorów brexitu", eurosceptyków oraz przeciwników więzi transatlantyckich. Oni wszyscy ciężko pracują na zwycięstwa Putina i jego idei - stwierdził przewodniczący EPL.

Zwrócił też uwagę, że sojusznicy Putina pracują dla firm powiązanych z Kremlem, czego symbolem - jak zaznaczył - jest były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder i gazociąg Nord Stream 2. Przypomniał też ujawnioną niedawno informację o tym, że kampanię Marine Len Pen finansuje jeden z węgierskich banków. Deputinizacja, czyli uwolnienie europejskiej przestrzeni publicznej, polityki i mediów od wpływów Kremla staje się potrzebą chwili - podkreślił Tusk i dodał, że jedną z form tego powinno być "nazywanie rzeczy po imieniu", pokazywanie hipokryzji i nieuczciwości.

Według niego ważne jest także to, by Marine Le Pen nie weszła do II tury wyborów prezydenckich we Francji. Życzył powodzenia w wyborach Valérie Pécresse.

W środę Donald Tusk spotkał się w Brukseli z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Według jego relacji zamieszczonej w krótkim nagraniu na Twitterze, rozmowa dotyczyła m.in. unijnej pomocy finansowej dla Polski. Opisałem ten dramat i coraz większe ciężary, jakie dźwigają Polacy i organizacje pozarządowe, samorząd - powiedział lider PO. Dodał, iż otrzymał zapewnienie, że nasi przyjaciele w Europie będą szukali dróg do tego, by pieniądze te możliwie szybko i bezpośrednio trafiły do tych, którzy pomagają Ukraińcom.