Państwo nie rozpłynęło się, jak po ucieczce Wiktora Janukowycza w lutym 2014 r. Policja patrolowała ulice. Szybko zaczęły tworzyć się lokalne formacje ochotnicze do obrony miasta. Zniknęło jednak wszystko to, co znaliśmy pod modną nazwą „ekonomia współdzielenia” (sharing economy).
"Usługi po prostu wyparowały"
Według podręcznikowej definicji ten model gospodarki ma polegać na - zacytujmy ten bełkot - "fundamentalnej zmianie modeli organizacyjnych i dystrybucyjnych, idących w kierunku rozproszonych sieci połączonych ze sobą jednostek i społeczności, obejmujące zarówno bezpośrednie świadczenie sobie usług przez ludzi, jak również współużytkowanie, współtworzenie, współkupowanie itp., umożliwiające radykalne zwiększenie efektywności wykorzystania zasobów". Brzmi pięknie. Ale tylko w teorii. Gdy okazało się, że na miasto spadają pociski, ceny usług w ekonomii współdzielenia poszybowały w absurdalne rewiry, a najczęściej te usługi po prostu wyparowały. Nie były dostępne.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.