Wykazaliście, że certyfikaty covidowe stosowane w kraju przynoszą pozytywne efekty. Jednak skala zjawiska nie wszędzie jest taka sama.
Reklama
Bierze się to m.in. z różnic w poziomie wyszczepienia każdego z tych krajów w momencie wprowadzenia paszportu. Analizowaliśmy sytuację w trzech państwach. Dla przykładu we Francji był on dość niski, kiedy wprowadzono zmiany, a w Niemczech – wyższy. "Efekt paszportowy" wydaje się jednak dość znaczy. Jestem przekonany, że podobne zjawisko zaobserwowalibyśmy w innych krajach.
Czy jest możliwe, aby w jakimś kraju paszporty się nie sprawdziły? W Polsce rząd mówił o "genie sprzeciwu" jako powodzie, dla którego nie wprowadza takich rozwiązań.
Trudno powiedzieć. Musimy jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. We Francji i w Niemczech paszporty wprowadzono, kiedy spora część ludzi była już zaszczepiona. Paszport zapewniał pozytywny impuls: dzięki niemu będę mógł coś zrobić, np. pójść do restauracji.
Reklama
Restauracje stanowią jednak integralny element francuskiej kultury. Nie wszędzie musi tak być, np. w Polsce.
Nie znam odpowiedzi na pytanie: "Jaka metoda jest najlepsza?". Jedno wiem na pewno: rządy powinny stosować metodę małych kroków, na początku starając się przekonać do szczepień jak najwięcej obywateli. Po dojściu do pewnej granicy, kiedy już niewiele się zmienia, możemy zastanowić się, co dalej. W Niemczech paszport wprowadzono, kiedy zaszczepionych było 60 proc. ludności, ale liczba ta uwzględniała także młodzież, więc w zasadzie było to 70 proc. dorosłych. Dla znakomitej większości ludzi paszport stał się więc narzędziem, które przywraca swobodę, a nie ją ogranicza. W takiej sytuacji mniej ludzi sprzeciwia się jego wprowadzeniu, chociaż oczywiście protesty były.