Jego zdaniem wypowiedź szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen podczas wtorkowej debaty w europarlamencie była utrzymana w duchu ostrej i bezkompromisowej retoryki.

Reklama

"Debata była przygotowana w celu wsparcia opozycji w Polsce"

- Przemówienie było zdumiewające, bo szefowa KE kierowała swoje słowa pośrednio do 40-milionowego państwa w środku Europy, lojalnego wobec wspólnoty europejskiej. Przedstawiciel tego państwa, premier Mateusz Morawiecki, był jednym z inicjatorów fundusz pomocowego dla gospodarek europejskich, szczególnie państw południa Europy. Retoryka szefowej KE może być tłumaczona z punktu widzenia pewnej specyfiki wewnętrznej PE, który rządzi się swoimi prawami. To wynika z tego, że większość ma ta część PE, która jest mocno oderwana od realnych problemów UE, a bardziej porusza się w wyimaginowanym świecie. Szkoda, że szefowa KE wpisała się w oczekiwania tej części PE – powiedział Brudziński.

- Za organizacją debaty stoi Europejska Partia Ludowa, a jej celem było wsparcie opozycji w Polsce. Mogliśmy usłyszeć swego rodzaju hołd wygłoszony przez szefa tej grupy Manfreda Webera pod adresem byłego szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, podziękowanie za wyprowadzenie ludzi na ulice Warszawy. To dowód na to, że ta debata była przygotowana w celu wsparcia opozycji w Polsce. To ma się nijak to rzeczywistych problemów trapiących Europę. Tym większy szacunek dla polskiego premiera, że pomimo tych wszystkich taktycznych zabiegów EPL, socjaldemokracji i lewej części PE, wygłosił to ważne i potrzebne przemówienie – wskazał europoseł.

- Ktoś, kto chce kierować się w osądzie faktami, obwiązującym w UE prawem, ten po debacie przyzna rację polskiemu premierowi. Ktoś, kto chce żyć w lewicowej bajce, która ma swoje konsekwencje również w wymiarze praktycznym - chociażby w odniesieniu do sytuacji na rynku energii i utopijnych pomysłów dotyczących polityki klimatycznej – stanie po stronie Komisji. W tym sporze rację ma jednak rząd Polski. UE w sposób dramatyczny odchodzi od ideałów jej ojców-założycieli. Gdyby myślenie lewicowej części PE przełożyło się na działania decyzyjnych organów unijnych, to byłby to początek końca tej Europy, która zakładali jej ojcowie-założyciele. Nie wstępowaliśmy do Unii Europejskiej Sylwii Spurek, Guya Verhofstadta i Fransa Timmermansa, tylko do UE Konrada Adenauera, Roberta Schumana, Alcide De Gasperiego – podsumował Brudziński.

Reklama

"KE niepokoi się o niezależność sądownictwa"

Przewodnicząca KE von der Leyen podczas wtorkowej debaty w PE, poświęconej niedawnemu wyrokowi TK na temat prymatu prawa europejskiego oświadczyła, że wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionuje podstawy Unii Europejskiej. Dodała, że po raz pierwszy trybunał państwa członkowskiego uznał, że traktaty unijne są niezgodne z konstytucją krajową.

- Ma to poważne konsekwencje dla obywateli polskich. Ten wyrok ma bezpośredni wpływ na ochronę sądownictwa. Ten wyrok osłabia ochronę niezależności sądownictwa. (...) Bez niezależnych sądów obywatele mają mniejsza ochronę, a w konsekwencji ich prawa są zagrożone - powiedziała.

Wskazała, że od pewnego czasu KE niepokoi się o niezależność sądownictwa. - Miały miejsce przypadki uchylenia immunitetów sędziowskich, a sędziowie bez uzasadnienia zostali pozbawieni prawa do piastowania urzędu sędziego. Sytuacja ta zagraża niezależności sądów, która jest podstawowym filarem państwa prawa - zaznaczyła von der Leyen. Jej zdaniem sytuacja "pogorszyła się". - Jest to punkt widzenia nie tylko Komisji: podziela go również Trybunał Sprawiedliwości UE oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka - dodała.

Szefowa KE oceniła, że wyrok TK to bezpośrednie wyzwanie dla jedności europejskiego porządku prawnego. - Orzeczenie podważa ochronę niezawisłości sędziowskiej, która jest zagwarantowana na mocy art. 19 Traktatu oraz wykładni Trybunału Sprawiedliwości - powiedziała. Dodała, że tylko wspólny porządek prawny daje równe prawa, pewność prawną, wzajemne zaufanie między państwami członkowskimi.

Von der Leyen oznajmiła, że KE nie uznaje polskiego Trybunału Konstytucyjnego za niezależny. - Polski Trybunał Konstytucyjny, który dziś wyraża wątpliwości co do ważności naszego Traktatu, jest sądem, którego na mocy art. 7 nie uznajemy za niezależny i działający zgodnie z prawem - oświadczyła przewodnicząca KE.