"Dziennik Gazeta Prawna"

Reklama

Praca zdalna. Znamy się tylko z widzenia

Oddelegowani przez pandemię do pracy zdalnej zwiększyliśmy swoją produktywność, za to spadła nam innowacyjność. Nadzieja, że uratują ją aplikacje do wideokonferencji, wydaje się na wyrost.

Pracujemy w domach w towarzystwie dzieci, w niedopasowanej przestrzeni. To się przełoży na katastrofę, jeśli chodzi o produktywność firm – wróżył Nicholas Bloom, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, gdy w marcu 2020 r. świat zamykał się w pierwszym lockdownie.

Prognoza Blooma na razie się nie sprawdziła. Badania Boston Consulting Group – zlecone przez Microsoft – wskazują, że przytłaczająca większość europejskich menedżerów (ponad 80 proc.) uważa, że produktywność ich zespołów na pracy zdalnej pozostała stabilna lub nawet wzrosła. Portal Appollotechnical.com cytuje z kolei badania mówiące, że nasza produktywność rośnie dzięki takiej formie świadczenia pracy średnio aż o 47 proc. Możliwe, że w wyniku pandemii gospodarka odkryła łatwy sposób na skokowe zwiększenie produktywności – zamknięcie biur (szacuje się, że w USA zdalnie pracować będzie w tym roku na stałe ok. 26 proc. całej siły roboczej, a w Polsce co najmniej 10 proc.). Tyle że nawet jeśli produktywność rośnie, to wiele wskazuje na to, że spada innowacyjność. A to poważny problem, bo to ona jest prawdziwym źródłem rozwoju. Jak ją uratować?

Przywołany już raport BCG wskazuje, że odsetek menedżerów uznających swoje firmy za innowacyjne w dziedzinie produktów i usług spadł z 56 proc. w 2019 r. do 40 proc. w 2020 r. Pracownicy są jeszcze bardziej surowi. W 2020 r. tylko 28 proc. z nich uznawało swoje firmy za innowacyjne – rok wcześniej było to 40 proc. CZYTAJ NA GAZETAPRAWNA.PL>>>

"Gazeta Wyborcza"

Ceny najmu lecą w dół

Odpływ studentów i pracowników tymczasowych spowodował, że w największych miastach ceny najmu mieszkań zaliczyły dwucyfrowe spadki - podaje piątkowa "Gazeta Wyborcza".

Jak zauważa gazeta, już jesienią zwracano uwagę na możliwe kłopoty na rynku najmu. Ogłoszony w październiku lockdown spowodował odpływ z dużych miast studentów - nauka zdalna skłoniła ich do powrotu w rodzinne strony - dodaje.

Najem cierpi też przez brak pracowników tymczasowych - podkreśla dziennik. Do tego ograniczenia w przemieszczaniu się spowodowały brak najemców biznesowych oraz zanik turystyki krajowej i zagranicznej, "co przyczyniło się do ograniczenia najmu krótkoterminowego" - wskazuje gazeta. Jak czytamy, większość mieszkań, które do tej pory były oferowane na krótkie terminy, została przesunięta na rynek najmu długoterminowego.

Z najnowszego raportu firmy Emmerson Evaluation "Evaluer Index 2021", na który powołuje się dziennik, wynika, że ceny rok do roku spadły nawet o 10 proc. W analizowanych przez nas miastach największe spadki odnotowaliśmy na rynku krakowskim - średnio o 9,6 proc. - oraz w Warszawie i Łodzi, gdzie obniżki sięgały 9,5 proc. rok do roku. Najmniejszym wahaniom uległy stawki w Poznaniu, gdzie w ciągu 2020 r. ceny wynajmu spadły średnio o 5,7 proc. - zauważa cytowany przez gazetę Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation. Jak zauważa dziennik, w raporcie Expandera i Rentier.io, podsumowującym I kw. 2021 r. dane są jeszcze mniej optymistyczne. "Analitycy przyjrzeli się cenom w podziale na wielkość mieszkań. Stawki najmu małych mieszkań w Krakowie spadły według nich o 14 proc., o tyle samo zmalały ceny mieszkań średnich w Warszawie" - wskazała gazeta. Za najem 50-metrowego lokalu w Warszawie trzeba zapłacić średnio 2500 zł (bez opłat licznikowych i administracyjnych), czyli o 400 zł taniej niż przed rokiem - dodaje dziennik. CZYTAJ NA WYBORCZA.BIZ>>>

"Rzeczpospolita"

Reklama

Tracimy wiarę w Unię

Lata sporów z Brukselą zrobiły swoje. Już tylko połowa z nas ufa Wspólnocie - wskazuje "Rzeczpospolita" w piątkowym wydaniu, powołując się na badania opinii publicznej Eurobarometr prowadzone na zlecenie KE.

Gazeta zwraca uwagę, że Komisja Europejska od 1973 r. co pół roku publikuje kompleksową analizę stosunku mieszkańców państw członkowskich do integracji. Od kiedy Polska była nimi objęta, tradycyjnie należała do najbardziej entuzjastycznie nastawionych do zjednoczonej Europy państw - zauważa dziennik.

Jak zaznacza gazeta, to już przeszłość. Najnowsze wydanie Eurobarometru pokazuje, że tylko 50 proc. z nas „ufa” Unii, 38 proc. nie darzy jej takim uczuciem, a 12 proc. nie ma zdania. "To ledwie trochę lepiej niż unijna średnia (49 proc. pozytywnych odpowiedzi i 43 proc. negatywnych), ale już bardzo daleko za entuzjastyczną Portugalią (78 proc. zaufania do UE), Irlandią (74 proc.) czy Litwą (70 proc.)" - czytamy.

Autorzy badania, jak pisze dziennik, zwracają uwagę, że tylko od zeszłego roku wskaźnik zaufania do Unii spadł w naszym kraju o 6 pkt proc., najwięcej z całej Wspólnoty. "Oprócz Polski załamanie nastąpiło zresztą jedynie w Austrii (o 3 pkt proc., do 41 proc.) i Danii (o 1 pkt proc., do 62 proc.)" - dodaje gazeta. CZYTAJ NA RP.PL>>>

"Fakt"

Wiceprezes PKO BP zapowiada, że jego bank dogada się z frankowiczami

Ugody z klientami sfinansują akcjonariusze - pisze piątkowy "Fakt", odnosząc się do zapowiedzi wiceprezesa PKO BP, że jego bank dogada się z frankowiczami.

Robimy wszystko, żeby na przełomie maja i czerwca rozpocząć masowe proponowanie klientom porozumień, które będą konwertowały ich kredyty frankowe na kredyty złotowe - mówi dziennikowi wiceprezes PKO BP Rafał Kozłowski.

Pytany przez gazetę czy będzie to dotyczyć wszystkich klientów Kozłowski zastrzegł, że jest to ścieżka przewidziana dla konsumentów, "więc jeśli ktoś zawarł umowę kredytu w ramach działalności gospodarczej, to nie będzie mógł z niej skorzystać".

Będziemy też chcieli uniknąć skrajnych przypadków, gdy np. po ugodę zgłosi się ktoś doskonale zdający sobie sprawę z ryzyka kursowego, choćby pracownik sektora bankowego - wyjaśnił w rozmowie z "Faktem".

Kozłowski powiedział w rozmowie z dziennikiem, że jeśli klient zaciągał kredyt w 2008 r., "saldo do spłaty zostanie przeciętnie obniżone o ok. 44 proc.".

Na pytanie dziennika skąd wiadomo, że operacja związana z frankowiczami będzie kosztować bank 6,7 mld zł, Kozłowski wskazał, że wynika to z "dość złożonego modelu, który na zlecenie PKO Banku Polskiego opracowała firma doradcza KPMG". CZYTAJ NA FAKT.PL>>>