Andrzej Mężyński: Skąd pomysł na zakaz palenia na balkonach?

Reklama

Renata Niewitecka (radna KO miasta stołecznego Warszawy): Pomysł powstał, gdy usłyszałam o podobnym zakazie, wprowadzonym na Litwie. Postanowiłam wtedy, że zapytam mieszkańców Warszawy, co sądzą o takim planie. Dostałam tysiące maili w tej sprawie. Wiele z nich popierało takie rozwiązanie, jednak część była przeciw. O ile jestem zdania, że w takich sprawach może pomóc mediacja i edukacja, o tyle w wielu przypadkach rozmowy nie pomagają, trzeba więc wprowadzić rozwiązania prawne.

Sonda pokazująca wyniki poparcia dla zakazu palenia na balkonach w Warszawie / Materiały prasowe

Sonda, którą pani stworzyła pokazała, że podział wśród zwolenników i przeciwników to praktycznie pół na pół. Jak pani ocenia, skąd się bierze podział na dzielnice, które są za paleniem i te, które są przeciw?

Trudno ocenić, dlaczego niektóre regiony miasta zagłosowały, jak zagłosowały. Nie chciałabym tu komentować tych podziałów. Uważam jednak, że ta ankieta nie była miarodajna. Trwała 21 dni, a po jej zamknięciu wciąż zgłaszali się ludzie, którzy popierają ten zakaz. Planuję jednak takie sondy w wielu miastach w Polsce, by poznać zdanie wszystkich Polaków, a nie tylko mieszkańców stolicy.

Co z ludźmi, którzy powołują się na prawo własności i wolność?

Już teraz nie możemy wszystkiego na balkonach. Obowiązuje zakaz nieobyczajnego zachowania, grillowania czy trzepania dywanów. Musimy też pomyśleć o sąsiadach palaczy. Dostawałam wiele maili od ludzi z małymi dziećmi, czy chorych na płuca, którzy nie mogli korzystać z własnych balkonów, bo palący sąsiedzi nie reagowali na ich prośby. W wielu przypadkach ludzie ci musieli sprzedać swoje lokale, by zamieszkać tam, gdzie dym im nie przeszkadzał

Zakaz będzie dotyczył tylko balkonów? Co z domkami jednorodzinnymi?

Projekt jest w początkowej fazie - rozmawiam obecnie z dwoma mecenasami, którzy będą pracować nad ustawą. Dopóki nie stworzymy zarysu nowego prawa, nie chcę rozmawiać o szczegółach. Tak wiele osób zwraca się do mnie z problemem biernego palenia, że musimy im ulżyć.

Czy rozważała pani - wraz z koleżankami i kolegami z Rady Miasta - wprowadzenie pilotażowego zakazu na terenie osiedla czy dzielnicy Warszawy?

Nie mamy takich możliwości prawnych, ani narzędzi, by wprowadzić to uchwałą radnych. Legislacja musi przejść przez Sejm.

Jakie widzi pani szanse przeprowadzenia tego rozwiązania przy obecnej arytmetyce sejmowej?

Liczę na przedterminowe wybory i zmianę układu w parlamencie. Jeśli jednak to się nie stanie, to wierzę, że znaczna część polityków Zjednoczonej Prawicy poprze taki projekt.

Reklama

Jak długo może zająć wprowadzenie tego zakazu? Na Litwie trwało to bowiem ponad 6 lat.

Wierzę, że u nas będzie to trwało krócej, myślę że można to będzie wprowadzić w przyszłej kadencji, nawet jeśli nie będzie przedterminowych wyborów. Zanim jednak zakaz zostanie wprowadzony, chciałabym dużej kampanii edukacyjnej, która przekonałaby wielu palaczy, że szkodzą swoim sąsiadom.