Uznał tak Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie. Postanowienie jest nieprawomocne, ale zdaniem ekspertów, jeśli ta linia – w ich ocenie słuszna – się przyjmie, wiele urzędów czeka prawdziwa rewolucja. Bo sankcja za brak próby skontaktowania się z dłużnikiem jest nie byle jaka: to oddalenie wniosku o koszty procesu.
Reklama

Niecne postępowanie

Praktyka instytucji samorządowych w wielu dużych miastach jest taka, że wysyła się obywatelowi informację, ile powinien zapłacić (np. za użytkowanie wieczyste). Jeśli człowiek tego nie zrobi (bo np. nie otrzyma listu do rąk własnych albo zapomni o sprawie), po kilku latach organ występuje z wnioskiem o wydanie nakazu zapłaty. Sprawa najczęściej kończy się tak, że obywatel płaci – nie tylko należność główną, lecz także odsetki i koszty procesu. Tym samym cała sprawa kosztuje przeciętnego Kowalskiego co najmniej kilkaset złotych, a najczęściej kilka tysięcy więcej.
W takiej sytuacji, podobnie jak tysiące obywateli, znalazł się prof. Eligiusz Krześniak (patrz: ramka obok). Stwierdził jednak, że tak jak opłatę za użytkowanie wieczyste wnieść oczywiście należy, tak nie ma powodu, aby pokrywał koszty procesu. Bo wystarczyłby jeden e-mail z urzędu lub jeden telefon, by sądowej sprawy uniknąć.
Sprawa jednak znalazła się w sądzie. A ten przyznał rację Krześniakowi. Bo – jak uznał – urzędnicy nie mogą przerzucać ciężaru pracy, którą powinni wykonywać, na sądy. I zasypywanie wymiaru sprawiedliwości (i tak już obciążonego) postępowaniami, w których najczęściej nie ma żadnego sporu między stronami, bo dłużnik nie wie o długu lub zapomniał o zapłacie, to kiepski pomysł.