Reklama

Ponad 48 euro kosztują uprawnienia do emisji tony CO2 po ostatniej kwietniowej aukcji. To rekord. Od początku roku cena urosła o jedną czwartą, a patrząc od listopada 2020 r. – podwoiła się.

Już w ubiegłym roku – gdy notowania były jeszcze znacząco niższe – związane z emisjami koszty ponoszone przez polskie firmy szły w miliardy złotych.

Nasza największa spółka energetyczna, PGE, szacuje te poniesione w samym 2020 r. na ponad 6 mld zł, prawie dwa razy tyle co rok wcześniej.

Enea wydała na ten cel ponad 1,1 mld zł – o ok. 45 proc. więcej niż w roku 2019. W innych spółkach wydatki są mniejsze, ale także wpłynęły na pogorszenie wyników.

Kto korzysta na wysokich cenach praw do emisji?

Nawet utrzymanie cen z zeszłego roku oznaczałoby, że koszty emisji z energetyki w ciągu niespełna dekady mogą osiągnąć poziom zbliżony do kwot, jakie pochłonąłby polski program energetyki jądrowej (według pełnomocnika rządu Piotra Naimskiego jego szacunkowy koszt to 80 mld zł rozłożone na 20 lat). A w najbliższych latach ceny uprawnień, a co za tym idzie także koszty utrzymywania wysokoemisyjnej energetyki, będą raczej rosnąć.

Według niedawnej analizy Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami należy zakładać, że średni koszt emisji tony CO2 w najbliższych latach utrzyma się na poziomie zbliżonym do 40 euro, a do końca dekady może urosnąć do ponad 70 euro. Z dzisiejszej perspektywy te prognozy wydają się jednak konserwatywne. Polska energetyka odpowiada tymczasem za ok. 300 mln ton takich emisji rocznie.

Na wysokich cenach praw do emisji korzysta natomiast budżet. Od początku roku wpłaty z tego tytułu przekroczyły 5 mld zł.

CZYTAJ WIĘCEJ WE WTORKOWYM WYDANIU DGP >>>>>>>>>>>>