Prezydencki minister Krzysztof Szczerski poinformował, że z polecenia prezydenta Andrzeja Dudy odbył rozmowę z szefem Kancelarii Prezydenta Niemiec, w której przekazał zdecydowanie krytyczne stanowisko Polski dotyczące Nord Stream 2 i pogłębiania uzależniania Europy od importu rosyjskiego gazu.

Reklama

"Z polecenia Prezydenta RP Andrzeja Dudy odbyłem rozmowę z Szefem Kancelarii Prezydenta Niemiec Stephanem Steinleinem; w rozmowie przekazałem nasze zdecydowanie krytyczne stanowisko odnośnie budowy gazociągu Nord Stream2 i pogłębiania uzależniania Europy od importu rosyjskiego gazu" - napisał Szczerski w czwartek na Twitterze.

Jak podkreślił, "Polska jest też przekonana, że ocena wydarzeń historycznych powinna zawsze opierać się na znajomości faktów i nie usprawiedliwia współczesnej polityki". "Polskę i Niemcy łączy bardzo krytyczna ocena działań obecnych władz rosyjskich w tłumieniu wolności i praw obywatelskich" - oświadczył Szczerski.

Stanowisko Brukseli

Komisja Europejska powiedziała kilka razy, że uważa, iż Nord Stream 2 nie będzie prowadził do dywersyfikacji dostaw energii do UE. (...) Ten projekt nie mieści się w ramach naszych celów. Jednak Nord Stream 2 jest projektem grupy prywatnych firm i nie możemy uniemożliwić im (jego realizacji - PAP), jeśli niemiecki rząd zgadza się na to. Jeśli te firmy zakończą budowę, powinny wiedzieć, że gazociąg będzie musiał podlegać prawu unijnemu - powiedziała rzeczniczka KE Nabila Massrali. Nie odpowiedziała jednak na pytanie o komentarz do słów niemieckiego prezydenta.

Stanowisko premiera

Chociaż zgadzam się z prezydentem Niemiec, że powojenne długi nie zostały spłacone, to Nord Stream 2 nie jest rekompensatą; to krok za plecami Europy, antyunijny projekt, który może wkrótce służyć agresywnej polityce Rosji - podkreślił w czwartek we wpisie na Twitterze premier Mateusz Morawiecki. "(Nord Stream 2) zwiększa zależność UE, osłabia ekonomię i bezpieczeństwo. Czas to powstrzymać" - dodał szef polskiego rządu.

Wiceszef MSZ: To otwiera dyskusję o reparacjach

Wiceminister spraw zagranicznych pytany był w czwartek w Polskim Radiu 24 o wypowiedź prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera opisywaną m.in. przez dziennik "The Times". Brytyjska gazeta podała w środę, że Steinmeier ocenia, iż z powodu nazistowskich zbrodni Niemcy mają dług wobec Rosji, a gazociąg Nord Stream 2 jest jednym z ostatnich "mostów" między Europą a Rosją.

Szynkowski vel Sęk ocenił, że słowa prezydenta Niemiec należy usytuować w szerszym kontekście, jak to też mówi sam prezydent Frank-Walter Steinmeier. Ten szerszy kontekst jest taki, że - jeżeli Niemcy uznają, że kwestie szkód poniesionych przez państwa w II wojnie światowej ze strony Niemiec pozostają nierozliczone - to te szkody pozostają nierozliczone przede wszystkim wobec państwa, które zostało najbardziej poszkodowane w II wojnie światowej (...) - straciło jedną trzecią ludności, mniej więcej dwie piąte dóbr kultury, straciło część terytorium, poniosło straszliwe zbrodnicze straty w wielu obszarach i wobec tego kwestie zadośćuczynienia krzywd wobec tego państwa - czyli wobec Polski pozostaje otwarta - powiedział wiceminister.

Ocenił jednocześnie, że mówienie o gazociągu Nord Stream 2 jest najgorszym możliwym sposobem mówienia o jakimkolwiek zadośćuczynieniu wobec Rosji. Jest to rzecz nie do przyjęcia, niedopuszczalna. Tą wypowiedzią można być w najłagodniejszym wymiarze bardzo zdumionym, natomiast my jesteśmy nią oburzeni - zaznaczył Szynkowski vel Sęk.

Wiceminister zwrócił uwagę, że jest to pierwsza wypowiedź ze strony wysokiego przedstawiciela niemieckich władz państwowych mówiąca o tym, że te krzywdy w warstwie nie tylko moralnej, ale w warstwie faktycznej pozostają nierozliczone, otwiera dyskusję na ten temat. Ocenił jednocześnie, że otwiera tę dyskusję (...) w najgorszy możliwy sposób". "Bo w kontekście gazociągu, który wbija klin w Europę, w kontekście kiedy (...) jest (on) projektem realizowanym z państwem, które jest głęboko niewiarygodnym partnerem w chwili obecnej. Ale z punktu widzenia Polski otwarcie tej dyskusji po stronie niemieckiej to jest paradoksalnie, choć ta forma jest niedopuszczalna, dobra wiadomość - powiedział wiceminister spraw zagranicznych.

Dworczyk: To zdumiewająca wypowiedź

Dworczyk był pytany w Programie Pierwszym Polskiego Radia o gazociąg Nord Stream 2. w kontekście wypowiedzi prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera opisywanej m.in. przez dziennik "The Times". Brytyjska gazeta podała w środę, że Steinmeier ocenia, iż z powodu nazistowskich zbrodni Niemcy mają dług wobec Rosji, a gazociąg Nord Stream 2 jest jednym z ostatnich "mostów" między Europą a Rosją. Z kolei minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas ostrzegł w środę w Bundestagu, że rezygnacja z gazociągu Nord Stream 2 zbliży Rosję do Chin.

Polscy politycy myślę, że bardzo krytycznie podchodzą do obu tych wypowiedzi. Zastanawiają się, co mają powiedzieć Białorusini, co mają powiedzieć Ukraińcy, czyli narody, które poniosły olbrzymie straty w wyniku II wojny światowej, a których suwerenność, których bezpieczeństwo uderza w projekt Nord Stream 2 - powiedział szef KPRM.

Jak ocenił, wypowiedź pana prezydenta - zdumiewająca. Wydaje mi się, że to był jakiś może nie lapsus językowy, ale bardzo nieszczęśliwa wypowiedź prezydenta Niemiec i trudno o niej poważnie dyskutować - podkreślił szef KPRM. Wypowiedź Heiko Maasa ws. ewentualnego zbliżenia Rosji do Chin ocenił jako argument nietrafiony.

Politycy niemieccy konsekwentnie bronią projektu Nord Stream 2 mówiąc raz, że to jest projekt ściśle gospodarczy, z drugiej strony, że ma właśnie jakieś historyczne uwarunkowania, ale tak naprawdę jest to projekt o charakterze czysto politycznym. Mówimy to odkąd koncepcja Nord Stream 2 w ogóle zaczęła funkcjonować. Jest on szkodliwy dla Europy i bezpieczeństwa naszego regionu. Widzą to wszyscy, którzy obiektywnie oceniają sytuację na naszym kontynencie, nie tylko kraje europejskie, ale i Stany Zjednoczone i szereg innych krajów - podkreślił Dworczyk.

Co powiedział Steinmeier?

Jak odnotowuje brytyjska gazeta, Steinmeier w niedawnym wywiadzie dla "Rheinische Post" powiedział, że Nord Stream 2 jest ważny jako jeden z niewielu pozostałych "mostów" między Europą a Rosją. Przekonywał również, że Niemcy są zobowiązane do utrzymywania serdecznych stosunków z Rosją ze względu na miliony ludzi w Związku Sowieckim, którzy stracili życie po inwazji hitlerowskiej na ten kraj w 1941 roku.

Dla nas, Niemców, ma to jeszcze jeden, zupełnie inny wymiar. Spoglądamy wstecz na bardzo burzliwą historię stosunków z Rosją. Były etapy owocnego partnerstwa, ale i czasy przerażającego rozlewu krwi. 22 czerwca przypada 80. rocznica rozpoczęcia niemieckiej inwazji na Związek Sowiecki. Ponad 20 milionów mieszkańców byłego Związku Sowieckiego padło ofiarą wojny. To nie usprawiedliwia żadnych złych działań w dzisiejszej polityce rosyjskiej, ale nie możemy tracić z oczu szerszej perspektywy. Tak, żyjemy teraz w czasach trudnych relacji, ale przedtem była przeszłość, a po niej będzie przyszłość - cytuje gazeta wypowiedź Steinmeiera.

Oburzenie ambasadora Ukrainy

"The Times" odnotowuje oburzenie wyrażone przez ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrija Melnyka, który napisał o "wątpliwych argumenty historycznych" Steinmeiera. Dlatego cyniczne jest, zwłaszcza w tej debacie, przywoływanie okropności nazistowskich rządów terroru, a ponadto przypisywanie wyłącznie Rosji milionów sowieckich ofiar niemieckiej wojny eksterminacyjnej i zniewolenia"- oświadczył.

Brytyjska gazeta przypomina, że Steinmeier od dawna pracuje nad podtrzymaniem często nadszarpniętych więzi Niemiec z Rosją. Jego pierwszą ważną rolą w niemieckiej polityce było stanowisko szefa sztabu Gerharda Schroedera, socjaldemokratycznego kanclerza, który w 2005 roku zatwierdził budowę gazociągu Nord Stream. Steinmeier dwukrotnie pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych w rządzie Angeli Merkel i podtrzymywał ogólnie przyjazne stanowisko wobec Moskwy, pomimo znacznych tarć w związku z inwazją Rosji na wschodnią Ukrainę w 2014 roku.

Jak wskazuje dalej, w 2007 roku Steinmeier skrytykował "pewną tendencję do histerii" w międzynarodowej krytyce po zabójstwach rosyjskich opozycjonistów, takich jak Aleksandr Litwinienko, a w ciągu kilku miesięcy po objęciu prezydentury w 2017 roku odwiedził Rosję, ogłaszając wzrost w handlu dwustronnym i przekonując, że nadszedł czas, by przeciwdziałać wyobcowaniu między naszymi dwoma krajami.