Morawiecki pytany o zakup przez PKN Orlen grupy "Polska Press" odparł, że to była to dobra decyzja.

Reklama

Media nie powinny, zwłaszcza w takim zakresie należeć do właścicieli zagranicznych, bo media mają ogromne znaczenie dla kształtowania opinii publicznej - mówił szef rządu.

Doskonale widzimy nie tylko to, co dzieje się w Polsce, ale i Stanach Zjednoczonych - to jest coś niebywałego. Kapitał ma ogromne znaczenie - dodał.

Morawiecki ocenił, że zakup Polska Press przez PKN Orlen jest niedoceniany, a - jak dodał - jest to istotny ruch z punktu widzenia strategii całego koncernu.

Rozumiem to jako część całościowej strategii korporacji - stwierdził szef rządu.

Cieszę się, że nasze firmy, w tym w szczególności firma Orlen patrzy na ten nowy świat po COVID-19 w sposób ambitny - dodał.

Morawiecki zdementował również doniesienia medialne o jego konflikcie z prezesem PKN Orlen Danielem Obajtkiem. Ja to traktuję w konwencji, takiej dość luźnej. Akurat mogę też powiedzieć, że z prezesem Obajtkiem blisko współpracujemy w wielu tematach i cieszę się, że mamy takiego sprawnego menadżera - powiedział szef rządu.

Premier: Składki od reklam w mediach nie są niczym nowym w UE

Wprowadzenie składek od reklam w mediach nie jest niczym nowym w Unii Europejskiej - wynika z wypowiedz Morawieckiego.

- To nie jest niczym nowym, to jest sprawa na którą w Unii Europejskiej umówiliśmy się już jakiś czas temu, to jest coś, co było nazywane podatkiem cyfrowym dla części internetu. (...) Mamy do czynienia z ogromną nierównowagą. Globalne korporacje medialne dominują i mogą jeszcze bardziej dominować poprzez swoją siłę kapitałową - powiedział premier poproszony o komentarz do planów związanych z wprowadzeniem tzw. podatku solidarnościowego od mediów.

- Ta opłata, jak pan ją nazwał opłata solidarnościowa, ma służyć właśnie temu, żeby (...) tworzyć lepsze warunku do rozwoju dla wolnych mediów. Chcę podkreślić, że jest to coś, co w Unii Europejskiej bardzo wiele krajów już wdrożyło, bo nie wszyscy chcą czekać na rezultat propozycji OECD, z których na razie niewiele wynika od dwóch lat - dodał.

We wtorek do wykazu prac legislacyjnych rządu wpisano projekt ustawy, której konsekwencją będzie wprowadzenie składki z tytułu reklamy internetowej i reklamy konwencjonalnej. Chodzi o projekt ustawy o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Zgodnie z założeniami połowa wpływów ze składek od reklam ma trafić do NFZ.

Resort Finansów szacuje, że wpływy ze składki od reklam w 2022 r. mogą wynieść około 800 mln zł. Wyższym stawkami będą objęte przychody z reklam towarów szkodliwych dla zdrowia, np. napojów słodzonych.

"Projekt przewiduje pozyskanie dodatkowych środków, które posłużą zapobieganiu długofalowym zdrowotnym, gospodarczym i społecznym skutkom pandemii COVID-19. Ich źródłem będą składki od reklamy w Internecie oraz mediów tradycyjnych. Składki wzmocnią finanse NFZ, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz nowego funduszu celowego, służącego dofinansowaniu projektów związanych z przemianami w przestrzeni cyfrowej, kulturą i dziedzictwem narodowym" - tłumaczy resort finansów.

W uzasadnieniu ustawy czytamy, że wymienione fundusze będą zasilane ze składek od reklamy internetowej i konwencjonalnej. W przypadku NFZ ma być to 50 proc., Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów – 35 proc., a Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków – 15 proc.

Ministerstwo tłumaczy na stronie, że wprowadzając składkę od reklam, Polska wzoruje się na szeregu państw OECD i Unii Europejskiej, które wdrożyły do swojego prawa podobne rozwiązania.

"Funkcjonują one m.in. we Francji, w Austrii, w Grecji i na Węgrzech, w których już od wielu lat intencją ustawodawcy jest zaangażowanie w proces zaspokajania szczególnych, często nadzwyczajnych potrzeb publicznych, największych beneficjentów przyspieszającego procesu cyfrowej transformacji gospodarki" - wskazano.

Resort przywołuje przykład Austrii, gdzie od 2000 r. pobierany jest podatek od reklam w telewizji, radiu, prasie i na plakatach. Dodano, że we Francji z kolei dodatkowemu obciążeniu podlega emitowanie i transmisja reklam za pośrednictwem radia i telewizji, a w Grecji - reklama telewizyjna. Zwrócono uwagę, że największymi pozaeuropejskimi krajami, które wdrożyły ten typ opodatkowania są Indie i Malezja.

Ministerstwo podkreśliło, że stawka składki od reklamy internetowej wyniesie 5 proc. "Jej zakresem objęci zostaną +giganci cyfrowi+, których globalne przychody sięgają 750 mln euro, a przychody z tytułu reklamy internetowej w Polsce 5 mln euro" - podkreślono.(

Premier: W tym roku wzrost PKB co najmniej w okolicach 4 proc.

W podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę pod koniec stycznia br. ustawie budżetowej na 2021 r. założono, że w ujęciu realnym PKB wzrośnie w tym roku o 4 proc.

Nie tylko nie będziemy mieć recesji (w tym roku - PAP) ale będzie to silne odbicie gospodarcze, myślę, że co najmniej w okolicach 4 proc. - powiedział premier.

Jest szansa na to, że przy wsparciu środków z Nowego Ładu i z Krajowego Programu Odbudowy (...) ten wzrost w najbliższych kilku latach będzie bardzo korzystny - dodał.

Morawiecki powiedział, że płytkość recesji w ubiegłym roku zaskoczyła bardzo wielu obserwatorów i jest dobrym prognostykiem na ten rok.

Już w czwartym kwartale tego roku mamy szansę przebić okres gospodarczy sprzed pandemii. Niektóre kraje cofną się o jedenaście lat, o dwadzieścia parę lat. Nawet w Europie będą kraje, które przez dekadę albo i dłużej będą goniły wzrost gospodarczy z roku 2019 - podkreślił szef rządu.

Budżet na 2021 r. przewiduje, że dochody państwa w tym roku wyniosą 404,4 mld zł, a wydatki 486,7 mld zł, co oznacza maksymalny deficyt w wysokości 82,3 mld zł.

Według budżetowych założeń PKB w ujęciu realnym wzrośnie w tym roku o 4 proc., średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie 1,8 proc., wzrost przeciętnego rocznego funduszu wynagrodzeń ma sięgnąć 2,8 proc., a wzrost spożycia prywatnego, w ujęciu nominalnym, wyniesie 6,3 proc.

Premier: Codziennie przynaglam KE, żeby nie odpuszczać producentom szczepionek

Premier pytany o to, kiedy możemy spodziewać się końca restrykcji odparł, że ma nadzieję i przesłanki, że jesteśmy "bliżej końca" pandemii.

Jesteśmy na pewno uzależnieni od dostaw dawek, tempa dostaw szczepionek do nas, ale przygotowaliśmy cały proces, który pozwala nam szczepić kilkaset tysięcy osób dziennie - powiedział.

Szef polskiego rządu podkreślał, że jesteśmy uzależnieni od kolejnych dostaw szczepionek.

W kontekście walki z pandemią Morawiecki przestrzegał przed nowymi odmianami koronawirusa, które - jak dodawał - obecne szczepionki wciąż zwalczają.

Wytrzymajmy jeszcze trochę, to trochę może potrwać kilka tygodni, może nawet jeszcze parę miesięcy, ale powinno być lepiej. Choć niestety nie można wykluczyć, że echa trzeciej fali również do nas dotrą - zastrzegł szef rządu.

Premier zapewniał, że rząd będzie dostosowywał tempo zmian i zdejmowania obostrzeń do bieżącej sytuacji. Odpuszczenie może skutkować bardzo niebezpiecznymi efektami, bo może okazać się, że będziemy musieli znowu dokonywać głębszych zamknięć w gospodarce gdzieś w marcu, więc staramy się ostrożnie podejmować decyzje, a najbardziej poszkodowanym branżom dostarczać pomoc finansową - mówił szef rządu.

Pytany o alternatywy dla zakupu szczepionek w ramach mechanizmu unijnego odparł, że gdyby rząd z niego zrezygnował, wówczas opozycja krytykowałaby go za łamanie solidarności europejskiej.

Zachowaliśmy się bardzo solidarnie. Dzisiaj codziennie przynaglam KE, rozmawiam z wieloma przywódcami UE, żeby nie odpuszczać producentom - podkreślił Morawiecki.

Grupa Wyszehradzka bardzo mocno dopinguje instytucje brukselskie, żeby nie odpuszczać, żeby te szczepionki do nas jak najszybciej dotarły - dodał.

Morawiecki przekonywał, że sposób dystrybucji szczepionki przygotowany przez rząd pokazuje, że obecny model szczepień sprawdza się.

Byliśmy namawiani do tego, żeby nie trzymać tej drugiej dawki jeszcze trzy tygodnie temu, jeszcze podczas spotkania ze mną paręnaście dni temu byliśmy do tego namawiani. Tymczasem gdybyśmy w taki bezpieczny sposób do tego procesu nie podchodzili, to dzisiaj byłoby zmarnowanych kilkaset tysięcy dawek - ocenił szef rządu.

Morawiecki: Jest szansa nie na jedną, a kolejne kadencje

Jest szansa nie na jedną, a kolejne kadencje, ale trzeba wsłuchać się w tony i problemy, które płyną do nas od społeczeństwa - ocenił w czwartek w wywiadzie dla telewizji wPolsce.pl premier Mateusz Morawiecki.

Morawiecki pytany o ewentualne zmiany w rządzie, przypomniał, że rekonstrukcja miała miejsce po wyborach - latem zeszłego roku.

- Nie chciałbym za szybko wracać do tego, ale przy założeniu, że oczywiście każdy z nas podlega ocenom, bo to jest normalne i do tego każdy z nas się przyzwyczaił - mówił szef rządu.

Pytany, czy dostrzega szansę na wygranie przez Zjednoczoną Prawicę kolejnych wyborów, odparł, że jest szansa także na kolejne kadencje. - Uważam, że jest szansa nie tylko na jedną kadencję, ale na kolejne. Przy czym trzeba oczywiście wsłuchać się w tony, w problemy, które płyną do nas od społeczeństwa - ocenił. - Będziemy wsłuchiwać się w głosy, potrzeby, preferencje, obawy społeczne. Będziemy starali się je w najlepszy sposób zaadresować - dodał.

Szef rządu stwierdził, że jego obóz polityczny broni "wartości, tradycji, kultury polskiej", ale będzie reagować na zmiany i wyzwania XXI wieku.

- To nie jest Polska XIX- lub XX-wieczna. W XXI wieku musimy odpowiedzieć na wyzwania XXI wieku. Chcemy kultywować, krzewić wolność po to, żeby była swoboda podejmowana nowych wyzwań, eksperymentowania i my to doskonale rozumiemy - przekonywał Morawiecki.

Pytany o obecne poparcie w sondażach odparł, że podchodzi do nich "z dystansem", a aktualne wyniki - jego zdaniem - wskazują na "zmęczenie" społeczeństwa pandemią.