W środę w sprawie rozszerzenia amerykańskich sankcji na Nord Stream 2 o ubezpieczycieli i firmy odpowiedzialne za certyfikację gazociągu porozumiały się zdominowana przez demokratów Izba Reprezentantów i Senat, w którym większość mają republikanie. Zapisy dotyczące rosyjsko-niemieckiego projektu mają się znaleźć w ustawie o wydatkach obronnych na 2021 r., której uchwalenie jest spodziewane w najbliższych tygodniach.

Reklama

To kolejny sygnał wskazujący, że determinacja, by zatrzymać NS2, jest ponad podziałami. Według analizy wpływowego think tanku Atlantic Council inicjatywa nieprzypadkowo została przyjęta akurat teraz. Miało chodzić o to, by zademonstrować Moskwie i Berlinowi, że nie mogą liczyć na zmianę polityki w tej sprawie po zmianie władzy. Zwycięzca wyborów Joe Biden zapewniał w przeszłości o sprzeciwie wobec NS2, oceniając go jako „zły interes” dla Europy. Także w czasie kampanii jego sztab deklarował, że pozostanie on wierny polityce wzmacniania niezależności energetycznej Starego Kontynentu. Prezydent elekt, który obiecuje zielony zwrot, do argumentów geopolitycznych mógłby dołączyć te ekologiczne, związane z potrzebą ograniczenia inwestycji infrastrukturalnych w paliwa kopalne i przyszłych emisji, jakie są w nie wpisane.

Na pozór przeciwnicy podbałtyckiego gazociągu, którego budowa za sprawą sankcji już od prawie roku tkwi w martwym punkcie, nie mają powodów do zmartwień. O tym, że nie grozi nam zmiana amerykańskiej polityki, jest przekonany także szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau, o czym mówił w ubiegłotygodniowym wywiadzie z DGP. Czy jednak jest tak na pewno? Kilka miesięcy temu ukazał się list otwarty wzywający do przemyślenia polityki wobec Rosji oraz przywrócenia normalnych kontaktów dyplomatycznych z tym krajem, podpisany przez byłych wysokiej rangi urzędników i dyplomatów z demokratycznych administracji. Jednym z jego postulatów była zmiana podejścia do sankcji, które według sygnatariuszy listu powinny być traktowane jako karta przetargowa możliwa do uchylenia w zamian za pożądane zmiany kursu.

Rosjanie nie mają raczej złudzeń co do tego, że Biden może wycofać sprzeciw wobec flagowego projektu Gazpromu. Tym bardziej że negatywne stanowisko wobec NS2 prezentowała także administracja Baracka Obamy. Liczą jednak, że w imię poprawy relacji z Niemcami nie wyjdzie on poza sferę gestów i retoryki, a powstrzymanie projektu spadnie w hierarchii priorytetów nowej administracji. Kluczowe dla losu gazociągu będzie też to, jak mocno zdeterminowana, by doprowadzić do jego finalizacji, będzie strona niemiecka.

O tym, że nowe władze USA mogą się wycofać z sankcji, jeśli dla Berlina będzie to żelazny warunek poprawy relacji, mówił ostatnio w wywiadzie dla portalu Energetyka24 Jakub Janda, szef czeskiego think tanku European Values. W ostatnim czasie ton głównego nurtu niemieckiej debaty wobec Kremla zaostrzył się jednak za sprawą próby otrucia jednego z liderów rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Konsekwentny sprzeciw wobec NS2 wyrażają niemieccy Zieloni, ale wątpliwości zgłaszają też niektórzy politycy rządzącej koalicji.

Na zmianę atmosfery wokół NS2 wpływa też pogorszenie koniunktury inwestycyjnej i regulacyjnej dla gazu w Europie, które może zwiastować problemy z zagwarantowaniem rentowności projektowi. O ile z punktu widzenia Moskwy same korzyści polityczne mogą czynić finalizację gazociągu grą wartą świeczki, o tyle dla europejskich partnerów niekoniecznie będzie to argument wystarczający. W UE tymczasem nad przyszłością gazu zbierają się czarne chmury. Paliwo, które jeszcze niedawno miało zastępować węgiel i stabilizować miksy energetyczne w okresie transformacji, może być wygaszane już w najbliższych latach.

W ten trend wpisuje się przyjęta w ubiegłym miesiącu unijna strategia metanowa, a także projekt taksonomii, który – jako kolejny dokument po polityce kredytowej Europejskiego Banku Inwestycyjnego z 2019 r. – ma zniechęcać do inwestycji gazowych. Wyjątkiem będą elektrownie spełniające wyśrubowane kryteria w zakresie emisji, przede wszystkim poprzez zastosowanie technologii wychwytu CO2. W tym kontekście trudno wykluczyć, że amerykańsko-niemieckie zbliżenie przyniesie skutki odwrotne do oczekiwań Kremla, stając się ostatnim gwoździem do trumny projektu.

Politykom w Berlinie łatwiej będzie wytłumaczyć się z wycofania się z NS2 w ramach szerszego, obopólnie korzystnego układu z Bidenem niż z ustąpienia pod presją niechętnego Niemcom Donalda Trumpa. Barierą dla tego scenariusza mogą być jednak twarde realia niemieckiej energetyki. Według części ekspertów popyt na gaz będzie tam rósł na skutek jednoczesnego wygaszania węgla i atomu. Zaspokojenie go za pomocą paliwa od Gazpromu pozostaje metodą najtańszą, pozwalającą uniknąć wzrostu cen prądu.