Jesteśmy prawdziwymi pożeraczami prądu. Zjadamy go w niespotykanym wcześniej tempie. W takich ilościach, że polskie - w większości przestarzałe - elektrownie nie nadążają z produkcją.

Reklama

Eksperci biją na alarm, bo między 16.00 a 18.00, czyli w godzinach energetycznego szczytu, popyt na energię rośnie dwukrotnie. Przed wyłączaniem prądu w domach może uratować nas tylko łagodna zima. Jeśli nadejdą ostrzejsze mrozy, to zapotrzebowanie na energię wzrośnie nawet o kilkanaście procent w porównaniu z 2006 rokiem. A to może okazać się za dużo.

Kilka dni temu popyt na energię osiągnął najwyższy poziom w historii. W momencie największego zapotrzebowania zużyliśmy jej o prawie 7 procent więcej niż podczas zeszłorocznego szczytu. Tymczasem prognozowany wzrost popytu na prąd wynosi dla Polski jedynie około 3 procent w skali roku - alarmuje "Parkiet".

Do tego coraz więcej energii pożera polski przemysł, który droższą energię pobiera w godzinach szczytowych, zamiast czynić w tym momencie oszczędności - mówi prof. Krzysztof Żmijewski, były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych i przewodniczący Społecznej Rady Konsultacyjnej Energetyki.

Nasz system może tego zwyczajnie nie wytrzymać i grozi nam prawdziwy energetyczny zawał, po którym ciężko będzie się podnieść.