W 2019 r. Niemcy wyprodukowały rekordową ilość energii z gazu, który wyprzedził pod względem udziału w krajowym miksie węgiel kamienny, stając się trzecim co do znaczenia jego składnikiem po węglu brunatnym i wietrze. Od lat rośnie również jego import (od 2009 r. o ok. 50 proc.).

Reklama

Wzrost zapotrzebowania na gaz jest efektem jednoczesnego wygaszania mocy nuklearnych i węglowych (choć popyt na błękitne paliwo rośnie też w ciepłownictwie i przemyśle). Ostatnie bloki jądrowe w RFN mają zostać wyłączone do końca 2022 r. Elektrownie na węgiel popracują nieco dłużej. Zgodnie z przyjętym w tym roku planem ostatnie znikną w 2038 r. z możliwością skrócenia tego okresu do 2035 r.

Równolegle rośnie udział OZE i zapotrzebowanie na elastyczne paliwo, które ustabilizuje system. Na dłuższą metę domknąć miks mogą inne źródła, np. oparte na wodorze. Do tego czasu jednak tę rolę ma odgrywać gaz i dostęp do niego będzie kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego Berlinowi zależy na zabezpieczeniu dostaw poprzez wieloletnie kontrakty i inwestycje w infrastrukturę przesyłową.

Problem w tym, że – jak zauważa Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) – krajowa produkcja gazu jest niewielka i maleje, a struktura importu się zmienia. W 2018 r. z Rosji pochodziło 57 proc. gazu, 34 proc. napływało z Holandii, a 5 proc. z Norwegii. W związku z wyczerpywaniem się holenderskich złóż w Groningen (wydobycie ma się zakończyć do 2022 r.) kierunek rosyjski będzie odpowiadał za zaspokajanie lwiej części potrzeb gazowych Berlina. Zależność może wzmocnić Nord Stream 2.

MAE zwraca też uwagę, że oparcie systemu energetycznego o gaz i OZE może doprowadzić do wzrostu cen: w okresach bezwietrznych gaz będzie niezbędny niezależnie od tego, ile będzie kosztował. A więc o ile Rosja nie będzie mogła sobie pozwolić na zakręcenie kurka z gazem, to uzyska potencjalnie znaczący wpływ na ceny energii w Niemczech.

Wraz z rosnącą zależnością Niemiec od gazu ziemnego coraz istotniejsze będą dalsze wysiłki na rzecz dywersyfikacji źródeł dostaw gazu, w tym poprzez import LNG – podkreśla we wstępie do raportu szef MAE Fatih Birol. Dziś Niemcy nie mają ani jednego terminala pozwalającego na regazyfikację LNG. Do tej pory kupowano skroplony gaz przez terminale w Belgii, Francji i Holandii. W związku z nową sytuacją planuje się stworzenie infrastruktury do odbioru LNG także na niemieckim wybrzeżu.

Mowa o gazoportach w Brunsbüttel, Stade i Wilhelmshaven, których budowa ma otrzymać wsparcie rządowe, oraz mniejszym terminalu w Rostocku, w którego budowę jest zaangażowany rosyjski Novatek. W zeszłym roku przyjęto też regulacje, na mocy których to operatorzy rurociągów mają ponieść 90 proc. kosztów przyłączenia terminali do sieci. – Na razie ten miks dostaw w Niemczech jest dość dobry, bo dostawy z Rosji równo ważą źródła krajowe, norweskie i holenderskie, ale zapewne będzie ewoluował w kierunku silniejszej dominacji źródła rosyjskiego – mówi Kai-Olaf Lang z berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka.

Lang zastrzega, że choć wśród Niemców świadomość znaczenia bezpieczeństwa energetycznego jest większa niż parę lat temu, istnieje też poczucie bezpieczeństwa płynące z tego, że Rosja potrzebuje Niemiec co najmniej tak samo, jak one jej, i że zaszkodziłaby sobie gospodarczo i politycznie, gdyby zaczęła grać kartą gazową. – Jest wiara, że funkcjonowanie efektywnego rynku gazu – niemieckiego czy szerzej europejskiego – samo w sobie zabezpieczy dostawy – dodaje.

Zdaniem eksperta Niemcy nie dadzą się wmanewrować w sytuację, w której import gazu z Rosji zagroziłby możliwości prowadzenia podmiotowej polityki zagranicznej. A wysokie notowania Zielonych, którzy od pewnego czasu stanowią w sondażach drugą siłę polityczną, zapowiadają asertywną politykę wobec Kremla.

Miks energetyczny Niemiec