Dziennik Gazeta Prawana logo

Prywatyzacja - klęska czy gospodarcze błogosławieństwo?

15 kwietnia 2018, 21:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Okęcie
Okęcie/Shutterstock
Dużych spółek w posiadaniu państwa jeszcze przybędzie. Ale taka "repolonizacja" gospodarki jest na dłuższą metę nie do utrzymania.

Prywatyzacja – to brzmi dumnie. A właściwie brzmiało jeszcze kilkanaście lat temu, gdy kolejne rządy wpisywały to hasło w swoje programy i chwaliły się, o ile miliardów złotych w ramach prywatyzacji udało się podreperować budżet. Na przykład gabinet Jerzego Buzka tylko w latach 1999–2000 pozyskał tą drogą 40 mld zł. Ale: było – minęło. Dzisiaj powiedzieć „prywatyzacja” bez dodawania „złodziejska” to jak puścić bąka w towarzystwie ludzi nadwrażliwych na zapachy. Wyłącznie w negatywnym kontekście – chociażby przekrętów związanych z reprywatyzacją warszawskich nieruchomości – mówią o niej już nie tylko rządzący politycy PiS. Niepochlebne skojarzenia z prywatyzacją udało się wytworzyć także w umysłach zwykłych ludzi. I trudno się dziwić – wiele nierozliczonych afer dotyczących prywatyzacji to bardzo nośny i eksponowany medialnie temat, co oznacza, że łatwo nam zagubić proporcje w jej ocenie.

W każdym razie proces stanął w miejscu i nie ruszy ponownie. Zatrzymaliśmy się w pół drogi. Państwo wciąż posiada istotne udziały bądź kontroluje całkowicie aż 470 spółek (stan z listopada 2017 r.), wśród których znajdują się największe polskie firmy – PKO BP, Orlen, PZU, Pekao, KGHM. W słynnym „planie Morawieckiego” słowo „prywatyzacja” pada zaledwie dwa razy i to wyłącznie w kontekście historycznym. Jeśli chodzi o przyszłość, to – biorąc pod uwagę azjatyckie inspiracje premiera i przekonanie o przedsiębiorczej roli państwa – może to się zmienić wyłącznie w ten sposób, że dużych spółek będących w posiadaniu państwa przybędzie. Nie powinniśmy się jednak cieszyć z takiego sposobu „repolonizacji” gospodarki. W długiej perspektywie jest on nie do utrzymania.

Czego nie można oddać rynkowi

Jeśli przyjmujemy system rynkowy za obowiązujący (a przecież taki stan rzeczy uznaje nawet konstytucja), okaże się, że dziedzin gospodarki, których w całości nie można powierzyć rynkowi, jest niezwykle mało. Trudno znaleźć przekonujące uzasadnienie dla istnienia spółek państwowych innych niż te związane z sektorem militarnym. Zagrożenie zewnętrzną agresją w opinii niektórych oznacza także przymusową obecność państwa w energetyce, a ekonomiści (choć nie wszyscy) przyjmują też, że państwo może prowadzić działalność tam, gdzie trudno o konkurencję, np. zapewniać infrastrukturę kolejową, albo gdzie rynek nie chce. Ale to tyle.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj