Dziennik Gazeta Prawana logo

W obronie kast. Otwarcie drzwi dla wszystkich nie jest dobrym pomysłem

4 czerwca 2017, 20:14
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Taksówka
Taksówka/Shutterstock
Znów dużo mówi się o deregulacji, która miałaby oczyścić korporacje zawodowe z patologii. Jednak otwarcie drzwi dla wszystkich nie jest dobrym pomysłem.

Ostatnie tygodnie to powrót do dyskusji o roli państwa w gospodarce. A to za sprawą dwóch ustaw. Pierwsza - tzw. apteka dla aptekarza, nowelizacja prawa farmaceutycznego - została już podpisana przez prezydenta. Druga - tzw. taksówka dla taksówkarza - jest właśnie poddana konsultacjom.

To, co je łączy, to zdecydowana ingerencja państwa w rynek. W przypadku prawa farmaceutycznego konsekwencją nowych regulacji będzie to, że nowe placówki będą mogły otwierać wyłącznie osoby z wykształceniem farmaceutycznym. Na dodatek jedna osoba będzie mogła mieć co najwyżej cztery apteki. To cios w duże sieci, często z zagranicznym kapitałem. Z kolei ustawa dla taksówkarzy ma być uderzeniem w Ubera oraz nowoczesne platformy usługowe działające na podobnej zasadzie jak ta amerykańska. W tym przypadku prawodawca nie chce rynku domknąć, lecz ustawowo narzucić zrównanie wymogów stawianych taksówkarzom i uberowcom.

Te dwa rozwiązania wystarczyły, by zawrzało. Niemal każdy polityk i publicysta zabiera w tej sprawie głos. Bo nie chodzi wcale o aptekarzy i taksówkarzy, lecz o to, czy państwo powinno wzmacniać zawodowe kasty. Zdaniem jednych - jak najbardziej. Jednak zdaniem większości - absolutnie nie, bo jest to ze szkodą dla konsumentów.

Nie wpuszczać rekinów

Katowice, lokalna apteka istniejąca od 20 lat. Prowadzi ją pan Wojciech. Niektórzy czytelnicy mogą go pamiętać. Rozmawialiśmy z nim w lutym na temat tego, jak wygląda rynek farmaceutyczny. I czy słusznie ustawodawca chce go reformować. Powiedział wówczas - idąc pod prąd - że problemy rodzimego aptekarstwa wynikają głównie z tego, iż przeciętny jego kolega po fachu uważa, że . Ale żeby coś zrobić, aby przyciągnąć do siebie klienta - to już niekoniecznie mu się chce. - tłumaczył wówczas.

Dziś deklaruje, że zdania nie zmienił. Ale podkreśla, że to, iż aptekarze dają niewiele z siebie, nie oznacza, że państwo powinno postawić na polskiej farmacji krzyżyk. - twierdzi farmaceuta. I dodaje, że jedyna wątpliwość, którą ma, polega na tym, czy po pożarciu mniejszych rekiny wezmą się za siebie, by pozostał jeden, czy też będą jedynie złowrogo się na siebie patrzeć.

Rynek farmaceutyczny to wdzięczny przykład. Argument przeciwników apteki dla aptekarza opiera się na tym, że pacjenta interesuje przede wszystkim niska cena. I państwo jako regulator powinno zmierzać w tym kierunku, by zadowolić pacjenta. A skoro ważny jest koszt, należy możliwie najszerzej rynek otworzyć. Więcej podmiotów to większa konkurencja. Zacięta rywalizacja da niższe ceny. To argument, któremu nie zaprzeczają nawet ci, którzy gdy tylko usłyszą słowo "deregulacja”, wykrzywiają twarz w grymasie. Rzecz w tym, że ich zdaniem to podejście krótkowzroczne. W efekcie przynoszące więcej szkód niż pożytku.

- wyjaśnia Filip Konopczyński, członek zarządu Fundacji Kaleckiego, think tanku specjalizującego się w polityce gospodarczej.

Taki model - powracając do rynku aptecznego - zaistniał w Norwegii. Najwięksi przedsiębiorcy najpierw wyeliminowali mniejszych, stosując dumpingowe ceny. Następnie tych większych. A wtedy postanowiono sobie odbić lata, gdy trzeba było ostro rywalizować. Ceny poszybowały, a pacjenci - choć na tle innych mieszkańców Europy majętni - zaczęli domagać się interwencji państwa. Ta po pewnym czasie nastąpiła. Choć sieci apteczne na całej operacji i tak wiele zyskały, mimo dokładania do interesu przez lata.

Krytykująca teraz ustawę apteka dla aptekarza Platforma Obywatelska jeszcze dwa lata temu, posiłkując się właśnie przykładem norweskim, biła na alarm, że nie można pozwolić na zdominowanie polskiego rynku farmaceutycznego przez sieci.  – wskazywał w 2015 r. poseł PO Rajmund Miller.

Kasta taksówkarska działa w innej sytuacji. Zawodowi kierowcy walczą z amatorami z Ubera. Powód jest oczywisty: ci drudzy odbierają im znaczną część zarobku. I znów wielu mówi, że bardzo słusznie. Bo skoro Uber jest tańszy, to uderzanie w jego sposób działania przez państwo to szkodzenie bardziej konsumentom niż amerykańskiej korporacji.

Rzecz w tym, że korporacje taksówkarskie i Uber działają w Polsce na zupełnie innych zasadach. Taksówkarze posiadają licencje, ubezpieczenie, przeszli egzamin z topografii miasta, wiadomo, że są niekarani. Wreszcie: płacą podatki i odprowadzają składki. W przypadku Ubera gwarancje wynikają z wewnętrznej polityki firmy, a nie obowiązujących przepisów. W świetle prawa kierowca jeżdżący z aplikacją Ubera musi spełnić o wiele mniej wymogów niż taksówkarz. Trudno się więc dziwić, że oferuje usługę taniej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj