Mateusz Szczurek, szef resortu finansów w rządzie Ewy Kopacz, znalazł się w finałowej piątce kandydatów do Europejskiej Rady Budżetowej (European Fiscal Board – EFB) – nowego organu doradczego Komisji Europejskiej. Proces rekrutacji trwał kilka miesięcy (kandydaci sami odpowiadali na ogłoszenie KE). Obecnie pozostał już tylko formalny wymóg zaopiniowania wybranych nazwisk przez Europejski Bank Centralny i krajowe rady polityki budżetowej (w Polsce jej nie ma; w odpowiedzi na unijne rekomendacje w sprawie jej stworzenia nasze rządy odpowiadały, że jej funkcje spełniają Rada Polityki Pieniężnej, która opiniuje projekty ustawy budżetowej, Najwyższa Izba Kontroli i komisja trójstronna – obecnie Rada Dialogu Społecznego).

Reklama

„Procedura selekcji nadal trwa i powinna się zakończyć na początku września 2016 r. Ma ona charakter poufny, co oznacza, iż nazwiska konsultowanych kandydatów nie są upubliczniane do momentu jej zakończenia. Respektując obowiązujące procedury i oczekiwania partnerów unijnych, Ministerstwo Finansów powstrzymuje się od komentowania na tym etapie poszczególnych kandydatur. Ponadto Polska formalnie nie ma wpływu na ten proces” – poinformował w odpowiedzi na nasze pytania resort finansów.

– Polaków w kluczowych międzynarodowych organach decyzyjnych nie ma zbyt wielu, dlatego trzeba się cieszyć z takiej nominacji – komentuje sprawę Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Zwłaszcza że mowa o organie o potencjalnie dużym znaczeniu, szczególnie w kontekście tego, że punkt ciężkości, jeśli chodzi o oczekiwania ożywienia gospodarczego w strefie euro, przesuwa się z polityki pieniężnej właśnie w stronę polityki fiskalnej – dodaje.

Mateusz Szczurek odmówił komentarza. Oprócz niego w skład EFB mają wejść obywatele Danii, Włoch, Francji i Holandii. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej z października 2015 r. powołującą EFB ma się ona zajmować przede wszystkim sytuacją budżetową w strefie euro i jej poszczególnych członków.

– To, że w radzie znajdą się również osoby spoza strefy euro, to dobry znak. Nie ma powodów merytorycznych, by takie kandydatury były odrzucane. Z punktu widzenia krajów pozostających poza Eurolandem to bardzo pozytywne, że zarządzanie gospodarcze w ramach Unii Europejskiej nie ogranicza się tylko do krajów, które zdecydowały się na najściślejszą integrację. Zwłaszcza w kontekście Brexitu i pojawiających się pomysłów na Europę dwóch prędkości – mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.

Reklama

Stworzenie EFB to konsekwencja ubiegłorocznego „raportu pięciu przewodniczących”: przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, kierującego Radą Europejską Donalda Tuska, Jeroena Dijsselbloema – szefa Eurogrupy, w której skład wchodzą ministrowie finansów państw Eurolandu, prezesa Europejskiego Banku Centralnego Maria Draghiego i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. W dokumencie pt. „Dokończenie budowy europejskiej Unii Gospodarczej i Walutowej” postulowali oni powołanie ciała, które „będzie koordynować i wspierać krajowe rady budżetowe, które zostały utworzone w kontekście unijnej dyrektywy w sprawie ram budżetowych. Przeprowadzałaby ona na poziomie europejskim publiczną i niezależną ocenę budżetów – i ich wykonania – w kontekście celów gospodarczych i zaleceń określonych w unijnych ramach zarządzania budżetowego. Dobór członków rady ma się opierać na zasadzie pluralizmu i szerokiego zakresu wiedzy”.

Komisja zdecydowała, że kadencja członków EFB będzie trwać trzy lata z możliwością jednorazowego ponownego wyboru.

„21 kwietnia 2016 r. w Dzienniku Urzędowym zostało opublikowane zaproszenie do wyrażenia zainteresowania uczestnictwem w procedurze naboru członków Europejskiej Rady Budżetowej. Od kandydatów oczekuje się m.in. przynajmniej piętnastoletniego doświadczenia zawodowego, w tym przynajmniej dziesięcioletniego doświadczenia w dziedzinach istotnych dla obszaru polityki makroekonomicznej, w szczególności w zakresie polityki budżetowej i zarządzania budżetem, oraz legitymowania się obywatelstwem państwa członkowskiego UE” – tłumaczy Ministerstwo Finansów.

Mateusz Szczurek przed objęciem stanowiska ministerialnego przez kilkanaście lat pracował jako ekonomista w banku ING. W trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej zaproponował zastąpienie podatku od dochodów osobistych i składek zdrowotnej i emerytalnej podatkiem jednolitym. O podobnym pomyśle mówią od niedawna politycy rządzącego Prawa i Sprawiedliwości.