Mateusz Szczurek, szef resortu finansów w rządzie Ewy Kopacz, znalazł się w finałowej piątce kandydatów do Europejskiej Rady Budżetowej (European Fiscal Board – EFB) – nowego organu doradczego Komisji Europejskiej. Proces rekrutacji trwał kilka miesięcy (kandydaci sami odpowiadali na ogłoszenie KE). Obecnie pozostał już tylko formalny wymóg zaopiniowania wybranych nazwisk przez Europejski Bank Centralny i krajowe rady polityki budżetowej (w Polsce jej nie ma; w odpowiedzi na unijne rekomendacje w sprawie jej stworzenia nasze rządy odpowiadały, że jej funkcje spełniają Rada Polityki Pieniężnej, która opiniuje projekty ustawy budżetowej, Najwyższa Izba Kontroli i komisja trójstronna – obecnie Rada Dialogu Społecznego).
– poinformował w odpowiedzi na nasze pytania resort finansów.
komentuje sprawę Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. –– dodaje.
Mateusz Szczurek odmówił komentarza. Oprócz niego w skład EFB mają wejść obywatele Danii, Włoch, Francji i Holandii. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej z października 2015 r. powołującą EFB ma się ona zajmować przede wszystkim sytuacją budżetową w strefie euro i jej poszczególnych członków.
– mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.
Stworzenie EFB to konsekwencja ubiegłorocznego „raportu pięciu przewodniczących”: przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, kierującego Radą Europejską Donalda Tuska, Jeroena Dijsselbloema – szefa Eurogrupy, w której skład wchodzą ministrowie finansów państw Eurolandu, prezesa Europejskiego Banku Centralnego Maria Draghiego i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. W dokumencie pt. „Dokończenie budowy europejskiej Unii Gospodarczej i Walutowej” postulowali oni powołanie ciała, które
Komisja zdecydowała, że kadencja członków EFB będzie trwać trzy lata z możliwością jednorazowego ponownego wyboru.
– tłumaczy Ministerstwo Finansów.
Mateusz Szczurek przed objęciem stanowiska ministerialnego przez kilkanaście lat pracował jako ekonomista w banku ING. W trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej zaproponował zastąpienie podatku od dochodów osobistych i składek zdrowotnej i emerytalnej podatkiem jednolitym. O podobnym pomyśle mówią od niedawna politycy rządzącego Prawa i Sprawiedliwości.