Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy pokochali gotówkę. Rośnie zapotrzebowanie na monety i banknoty

18 maja 2016, 08:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Stuzłotowe banknoty
Stuzłotowe banknoty/Shutterstock
Niskie stopy procentowe, deflacja, być może obrót w szarej strefie – to prawdopodobne powody coraz większego zapotrzebowania na gotówkę. Jakich banknotów i monet potrzeba najbardziej?

Prawie 158 mld zł krąży w gospodarce w postaci banknotów i monet. To dane Narodowego Banku Polskiego. Kwota nie uwzględnia tego, co banki trzymają w swoich kasach, dotyczy gotówki w obiegu używanej do codziennych płatności i rozliczeń, ale też tej, którą Polacy trzymają "w skarpecie". Wzrost wartości gotówki w obiegu wynosił w kwietniu prawie 17 proc. rok do roku. Tak dużej dynamiki wzrostu nie notowano od początku 2009 r. Wtedy miało to związek ze spieniężaniem inwestycji, czyli np. wypłacaniem lokat z banków czy wycofywaniem się z funduszy inwestycyjnych ze strachu przed negatywnymi skutkami kryzysu finansowego.

- zauważa Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Polbanku. Przypomina, że rząd, próbując ograniczać szarą strefę, przeforsował obniżenie limitu transakcji gotówkowych w firmach z 15 tys. euro do 15 tys. zł.

Według danych NBP największe zapotrzebowanie jest na banknoty o najwyższych nominałach. Najwięcej w obiegu jest setek: ich łączna wartość na koniec ubiegłego roku to 106,3 mld zł. W ciągu roku zapotrzebowanie na setki wzrosło o 14 proc. Jeszcze szybciej, bo o 20 proc., urósł popyt na dwusetki. Łączna wartość tych banknotów w portfelach Polaków wynosiła 39,3 mld zł.

W monetach największy wzrost odnotowano w przypadku pięciozłotówek, bo o ok. 12 proc. Ale to nie ich jest najwięcej w obiegu. Licząc w sztukach, dominują niskie nominały: 5 gr, 2 gr i 1 gr. Samych jednogroszówek jest prawie 6 mld sztuk. NBP podaje, że liczba pobieranych monet wzrasta systematycznie, a na niskie nominały popyt jest praktycznie nieograniczony.

Rosnąca popularność gotówki ma swoje dobre i złe strony. Z punktu widzenia banku centralnego to kłopot, bo oznacza coraz większe koszty emisji pieniądza. Rocznie kosztuje to ok. 300 mln zł (dokładna kwota z 2014 r. to 290,8 mln zł, danych za 2015 r. jeszcze nie ma). NBP staje w tym przypadku przed dylematem. Z jednej strony stara się ograniczać koszty emisji, np. stosując nowy, tańszy stop do produkcji niskonominałowych monet (ten ruch obniżył w 2013 r. koszt zakupu tych monet o ponad połowę). Z drugiej musi pamiętać o zabezpieczeniach przed fałszerstwami, nie może więc odpuścić sobie jakości banknotów i monet. Kosztem 9 mln zł zmodernizował w ostatnich latach zabezpieczenia banknotów o nominałach od 10 do 100 zł. Kolejne 5 mln zł wydał na modernizację dwusetki, której jest coraz więcej w obrocie.

Efekt inwestycji w zabezpieczenia to spadek liczby sfałszowanych banknotów. Od marca 2014 r., kiedy to do obiegu trafiły zmodernizowane dziesięcio-, dwudziesto-, pięćdziesięcio- i stuzłotówki, do grudnia 2015 r. ujawniono zaledwie 282 sztuki fałszywek nowych banknotów. Wszystkich falsyfikatów banknotów w ubiegłym roku było 7803, fałszywych monet 2296. Najczęściej fałszowane nominały w 2015 r. to 100 zł (34 proc.) oraz 50 zł (49 proc. całości). Odnosząc to do liczby wszystkich banknotów w obiegu, skala fałszerstw wyraźnie się zmniejszyła. O ile jeszcze w 2014 r. liczba fałszywek wynosiła 7,55 na milion banknotów, o tyle w 2015 było to już 4,57.

Równolegle z inwestowaniem w zabezpieczenia bank centralny stara się zmniejszać koszty. Prawdopodobnie w przyszłym roku wyemituje nowy banknot o nominale 500 zł. Ma on spełniać taką rolę, jak przez lata spełniała dwusetka, która do obiegu trafiała rzadko, ale była wykorzystywana do utrzymywania zapasów gotówki w skarbcu. - ocenia Przemysław Kuk, dyrektor departamentu komunikacji i promocji NBP

Ale to niejedyny potencjalny sposób obniżenia kosztów emisji gotówki. Bank centralny zwraca uwagę, że duże oszczędności dałoby też zaokrąglanie płatności gotówkowych, co ograniczyłoby użycie monet o najniższych nominałach. Jedną próbę przeforsowania zapisów o zaokrąglaniu płatności podjęto kilka lat temu, ale rząd PO-PSL nie podjął tematu (NBP nie ma inicjatywy ustawodawczej). Gdyby udało się doprowadzić do faktycznego wycofania groszówek z obiegu, koszty emisji wyraźnie by spadły.

To w przypadku tych monet występuje zjawisko tzw. znikania - uczestnicy obrotu cały czas zgłaszają zapotrzebowanie na takie monety, jednak po skierowaniu ich do obiegu bardzo szybko z niego wypadają. Bank centralny przekonuje, że na ograniczeniu emisji groszówek skorzystaliby wszyscy: oprócz spadku kosztów w samym banku centralnym mniej kosztowałaby obsługa gotówki np. w sklepach (choćby przez niższe koszty sortowania i liczenia monet). NBP nie może jednocześnie samodzielnie zdecydować o zaprzestaniu emisji groszówek. To oficjalne tzw. znaki pieniężne, których bank centralny musi dostarczać gospodarce z mocy ustawy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj