Gdy tylko premier Donald Tusk wrócił z tarczą z Brukseli, zapowiedział, że niebawem uda się w tournee po Polsce. Będzie konsultował z regionami zasady wydawania unijnych pieniędzy, które dostaniemy w ramach budżetu 2014–2020. Zamierzam osobiście zaangażować się w rozmowy z samorządowcami. Chcę dyskutować o tym w każdym polskim mieście, województwie – zapowiedział szef rządu. I dodał, że dzięki środkom z UE chce dokończyć sieć dróg, unowocześnić kolej i komunikację miejską, zainwestować w opiekę zdrowotną i edukację. Na wsparcie mogą też liczyć małe i średnie firmy, a także rolnicy.

Teoretycznie samorządy powinny być w siódmym niebie. Przez siedem lat będą partycypowały w wydawaniu 72,5 mld euro z funduszu spójności, a wszystko wskazuje na to, że w nowym budżecie wciąż będzie funkcjonowała zasada kwalifikowalności VAT. Dzięki temu wymagany wkład własny gmin przy realizowanych inwestycjach będzie mniejszy. Kolejny powód do radości: udało się wynegocjować zasadę n+3, która pozwoli wydawać pieniądze z przyszłej perspektywy aż do 2023 r., więc de facto będziemy mieli na to aż 10 lat.

Mimo to w samorządach poprzez grom oklasków przebijają się głosy wątpliwości. Wiele gmin obawia się, że dostęp do unijnych środków skutecznie utrudnią im krajowe regulacje, choćby takie jak nowy indywidualny wskaźnik zadłużenia, który zacznie obowiązywać do 2014 r. Wskaźnik ustalany jest na podstawie danych z trzech lat wstecz, czyli historycznych – wskazuje Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli. Jego zdaniem jest realne niebezpieczeństwo, że w latach 2014–2020 bogate samorządy będą się jeszcze bardziej bogacić, a biedne nadal będą klepać biedę.

Samorządowcy szacują, że w 2014 r. z uchwaleniem budżetów problem może mieć ok. 300 gmin i powiatów. W tej sytuacji żaden z nich nie będzie myślał o nowych inwestycjach współfinansowanych przez Unię, bo nie będzie miał pieniędzy na wkład własny.

Już w 2011 r. Biuro Analiz Sejmowych w oparciu o ankietę przeprowadzoną wśród miast i województw wskazywało, że nowy wskaźnik ogranicza możliwość wykorzystania przez jednostki samorządu terytorialnego dofinansowania zadań inwestycyjnych środkami Unii Europejskiej i innymi dotacjami. Zwrócono też uwagę na rozbudowany wzór, zgodnie z którym będzie wyliczany limit zadłużenia dla każdego z lokalnych urzędów. W mianowniku nie powinny być dochody ogółem, ale np. dochody własne i subwencje (bez dotacji i innych środków, np. z UE, przeznaczonych na konkretne cele) – czytamy w analizie.

Jeżeli za korzystnymi dla nas rozwiązaniami UE nie pójdzie zmiana krajowych regulacji, przestrzelimy sprawę. Po pieniądze nie będzie jak sięgnąć, a wypracowane nadwyżki będziemy musieli wydawać na coraz większą liczbę zadań, przede wszystkim na oświatę – mówi prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza.

Sprawa leży nie tyle we wskaźniku, ile w niedostatecznych dochodach jednostek samorządu terytorialnego w stosunku do nałożonych zadań – dodaje wiceprezes Związku Miast Polskich Marek Miros.

Pod koniec marca dojdzie do spotkania samorządowców z premierem. Będziemy rozmawiali wyłącznie o systemie finansowania jednostek samorządowych. Zwrócimy uwagę premierowi na zagrożenia ze strony regulacji krajowych – zapowiada Miros.