Obsługa komputera już była, szkoła szybkiego czytania również, podobnie jak nowoczesne metody zarządzania zespołem czy „umiejętność publicznej prezentacji i obrony stanowiska”. Teraz czas na wykłady z przygotowywania posiłków, zachowania przy stole. A nawet rozpoznawania, czy ktoś nie brał narkotyków, a jeżeli tak, to jakie. I tylko uczeń pozostaje ten sam – pracownicy prywatnych firm, których właściciele wierzą, że po takim szkoleniu zespół będzie lepiej zmotywowany, bardziej wydajny i poprawi wyniki finansowe przedsiębiorstwa.

Jedna z lubuskich firm zajmujących się pośrednictwem w handlu nieruchomościami zamierza zafundować swoim menedżerom szkolenia z zarządzania, połączone z warsztatami kuchni molekularnej. Z taką ofertą niespełna miesiąc temu wystartowała opolska firma szkoleniowa DoradKom. Jej właścicielka Dorota Jaworska opracowała już wszystko w szczegółach. Podzieli kursantów na trzy konkurujące zespoły: jeden będzie przygotowywał kurczaka o smaku kawy, drugi langustynki w kurtce z soli, a trzeci – bezy o smaku zielonej herbaty. Wszystko odbywać się będzie pod okiem fachowców, którzy ocenią, jak pracownicy współpracują ze sobą i komunikują się w nietypowych sytuacjach.

Taka forma podnoszenia kompetencji przez zabawę jest już bardzo popularna np. w krajach skandynawskich. W Polsce to nowość, ale wprowadza ją do oferty coraz więcej firm szkoleniowych. Na początku roku jedna z największych z nich, Międzynarodowy Instytut Szkoleń Specjalistycznych z Poznania, zaproponowała klientom specjalne gry, podczas których uczą się np., jak skutecznie negocjować, jak być profesjonalną asystentką albo skutecznym menedżerem. Można zamówić też kurs savoir-vivre’u oraz protokołu dyplomatycznego. – Słuchacze zamiast siedzieć w ławkach i notować odgrywają przygotowane przez naszych specjalistów scenki – opowiada Marta Kowalska z MISS.

Wszystko jest nagrywane kamerą cyfrową, a następnie trenerzy omawiają z każdym z kursantów jego zachowanie. Później każą wrócić do gry, znowu nagrywają wszystko kamerą i oceniają postępy uczniów. Ceny takich nowatorskich szkoleń zaczynają się od 690 zł i kończą na 1,7 tys. zł netto dla kilkuosobowej grupy. I choć trudno jeszcze ocenić ich skuteczność w praktyce, to w pierwszym kwartale tego roku liczba klientów centrum wzrosła o 20 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Z kolei Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień wprowadziło kursy, na których menedżerowie firm uczą się, jak rozpoznać efekty działania środków odurzających i jak ewentualnie pomagać swoim pracownikom wyjść z uzależnienia. – Zainteresowanie jest duże, bo straty, które korporacje ponoszą z tytułu nadużywania środków odurzających przez swoich pracowników, są coraz większe – mówi prof. Mariusz Jędrzejko, dyrektor MCPU.

Obecnie w Polsce działa ok. 6 tys. firm szkoleniowych, z czego większość to małe 1-, 2-osobowe podmioty zatrudniające freelancerów. Dużych spółek, które mają własnych trenerów i bazę lokalową, jest około 20. Do tej pory branża działała głównie dzięki środkom unijnym – z 11 mld euro, które na szkolenia w latach 2007 – 2013 przyznała nam UE, wydaliśmy już ponad 80 proc. Im bliżej dna w unijnej kasie, tym walka o leżące na nim resztki pieniędzy jest ostrzejsza. Na rynku przetrwają tylko najlepsi, którzy w tym czasie zdążą sobie wyrobić renomę.