"Instytucje publiczne i prywatne są zobowiązane do tego, aby przeprowadzić taki proces restrukturyzacji, redukcji zadłużenia, który pozwoli w sposób cywilizowany ustabilizować sytuację w Grecji i rozwiązać problemy na trwałe" - powiedział we wtorek Pawlak podczas spotkania z dziennikarzami.

"Potrzebne są skoordynowane działania UE zmierzające do tego, żeby stworzyć warunki do racjonalnego i roztropnego wyjścia z tej trudnej dla Grecji sytuacji" - podkreślił.

Zdaniem Pawlaka wobec Grecji można by zastosować rozwiązania sprawdzone wcześniej, np. w przypadku Polski. "Przy rozpatrywaniu rozliczeń między krajami bardzo trwałą i ugruntowaną praktykę rozwiązywania tego typu problemów ma Klub Paryski (zrzeszający państwa wierzycieli - PAP), który jest zinstytucjonalizowany" - wskazał minister.

Poinformował, że od lat 50. XX wieku Klub Paryski przeprowadził 422 restrukturyzacje długów 86 krajów na łączną kwotę 550 mld dol. "Jeżeli zadłużenie jest w posiadaniu instytucji publicznych, takich jak choćby Europejski Bank Centralny, wydaje się, że zastosowanie tego podejścia i tej metodologii jest najbardziej właściwe" - uważa wicepremier.

Przypomniał, że pozytywne doświadczenia związane z redukcją długu przez Klub Paryski ma Polska. Na początku lat 90-tych XX w. (w porozumieniu z bankami prywatnymi zrzeszonymi w Klubie Londyńskim) zredukowano zobowiązania Polski o 50 proc., wydłużono też termin spłaty zobowiązań.

"Dzięki temu Polska przeprowadziła zmiany systemowe, zmiany w systemie finansowym i własnościowym. Ten proces doprowadził do tego, że zbudowaliśmy trwały i dobrze ustabilizowany system instytucjonalny i mogliśmy zabezpieczyć trwały i zrównoważony wzrost gospodarczy" - tłumaczył Pawlak.

"Możemy się podzielić naszymi doświadczeniami nie tylko w negocjowaniu redukcji zadłużenia, ale także z wprowadzania zmian instytucjonalnych, które potem nastąpiły" - powiedział. Wyjaśnił, że chodzi np. o prywatyzację.

Pawlak ostrzegł, że sytuacja w Grecji będzie miała pośredni wpływ na Polskę np. poprzez kurs walut. "W sytuacji niepewności następuje ucieczka do walut twardych, rezerwowych (...), do dolara i złota, które są +skarbonką+ na niepewne czasy" - powiedział.

Niemiecka kanclerz Angela Merkel odrzuciła we wtorek spekulacje na temat ewentualnego bankructwa Grecji. W rozmowie z radiem RBB Merkel wyraziła nadzieję, że Grecja wdroży reformy, które są warunkiem wypłaty kolejnej części wsparcia z pakietu ratunkowego.

"Najważniejszym przykazaniem jest uniknięcie niekontrolowanej niewypłacalności (Grecji), bo dotknie to nie tylko Grecję. Jest duże niebezpieczeństwo, że ucierpią wszystkie albo co najmniej kilka krajów strefy euro" - powiedziała Merkel.

Jej zdaniem stawka jest bardzo wysoka, a jeśli upadnie euro, upadnie Europa. "Należy uczynić wszystko, by utrzymać polityczną jedność strefy euro. W przeciwnym razie szybko będziemy świadkami efektu domina" - ostrzegła. "Wyświadczymy Grecji przysługę, jeśli nie będziemy spekulować, ale zachęcać ją do realizacji zobowiązań. Grecja wie, co ma robić" - dodała kanclerz.

Tę wypowiedź niemieckiej kanclerz media uznały za przestrogę dla wicekanclerza i ministra gospodarki, przewodniczącego koalicyjnej Partii Wolnych Demokratów (FDP) Philippa Roeslera, który w opublikowanym w poniedziałek artykule nie wykluczył, że dojdzie do kontrolowanej niewypłacalności Grecji.

Wypowiedź Roeslera wywołała spore zamieszanie na rynkach oraz w niemieckiej koalicji rządzącej. Jeszcze dalej poszedł sekretarz generalny FDP Christian Lindner, który ocenił, że w ostateczności możliwe jest wystąpienie Grecji ze strefy euro. Także współtworząca niemiecki rząd bawarska chadecja CSU opowiedziała się za stworzeniem w traktacie UE prawnych możliwości opuszczenia strefy euro przez kraj łamiący zasady dyscypliny budżetowej i zagrażający stabilności wspólnej waluty.