"Nie sadzę, żeby groził nam wkrótce kryzys podobny do greckiego. Natomiast w dłuższej perspektywie oczywiście, że nam taki kryzys grozi" - twierdzi w rozmowie z "Forbesem" były szef resortu gospodarki i wicepremier, Jerzy Hausner. Jego zdaniem teraz jeszcze przetrwamy - rząd załata jakoś dziury w finansach i przesunie kryzys o kilka lat. Potem będzie jednak gorzej.

Hausner wyjaśnia, że spowolnienie gospodarcze spowoduje, że dług publiczny będzie szedł w górę. Jest bardzo prawdopodobne, że deficyt przekroczy 70 proc. PKB. Wtedy czeka nas los Grecji - koszt wykupu obligacji pójdzie w górę, budżetu nie będzie na to stać i skończy się albo bankructwem, albo pakietem ratunkowym. 

Tymczasem, zdaniem ekonomisty, rząd nie robi nic, by zejść z greckiej ścieżki. Donald Tusk jedynie kupuje czas, robiąc tak nerwowe ruchy, jak skok na pieniądze w OFE, czy Fundusz Rezerw Demograficznych. "Rząd nie zmniejszył zobowiązań państwa, ale przesunął je na inny czas i w inne miejsce" - ostrzega Hausner. Według niego, tylko gruntowne reformy i cięcia wydatków sprawią, że kraj nie zbankrutuje.